Liga Europy: Piekarze Lecha Poznań dostali lanie na własnym stadionie z KRC Genk 1:5. Poznaniacy nie nadają się do europejskich pucharów?

Popularne

Piłkarze Lecha przegrali na własnym stadionie z KRC Genk 1:5 (1:4) w pierwszym meczu czwartej rundy kwalifikacji Ligi Europy. Rewanż odbędzie się za tydzień w Belgii. Poznaniacy w przypadku niepowodzenia, mają zagwarantowany udział w fazie ligowej Ligi Konferencji.

Lech Poznań – KRC Genk 1:5 (1:4)
Bramki: 0:1 Patrik Hrosovsky (10), 1:1 Filip Jagiełło (19), 1:2 Patrik Hrosovsky (25), 1:3 Bryan Heynen (34), 1:4 Hyeon-gyu Oh (40), 1:5 Michał Gurgul (48-samobójcza).
Lech Poznań: Bartosz Mrozek – Alex Douglas (46. Michał Gurgul), Mateusz Skrzypczak, Antonio Milic (26. Wojciech Mońka), Joao Moutinho – Leo Bengtsson (61. Bryan Fiabema), Antoni Kozubal, Gisli Thordarson (61. Timothy Ouma), Filip Jagiełło, Luis Palma – Mikael Ishak (79. Kornel Lisman)
KRC Genk: Tobias Lawal – Zakaria El Ouhadi, Mujaid Sadick, Matte Smets, Joris Kayembe – Ibrahima Sory Bangoura (90+1. Nikolas Sattlberger), Bryan Heynen (78. Konstantinos Karetsas), Patrik Hrosovsky – Jarne Steuckers (70. Junya Ito), Hyeon-gyu Oh (78. Toluwalase Arkodare), Yira Sor (70. Noah Adedeji-Sternberg).
Sędzia: Donatas Rumsas (Litwa). Widzów: 25 443.
W 38. minucie bramkarz Lecha Bartosz Mrozek obronił rzut karny wykonywany przez Hyeon-gyu Oh.
Losy awansu do fazy ligowej Ligi Europy rozstrzygnęły się praktycznie po 45 minutach. Mistrz Polski fatalnie zagrał w defensywie, popełniał mnóstwo błędów i mógł, a właściwie powinien przegrywać 1:7, a nie 1:4. Goście nie wykorzystali rzutu karnego, a bramkarza gospodarzy Bartosza Mrozka dwukrotnie wyręczył słupek.
Tyko pierwsze fragmenty spotkania mogły dać nadzieje 25 tysiącom kibiców, że gospodarze będą w stanie nawiązać równorzędna walkę z rywalami. Dośrodkowanie Luisa Palmy wprawdzie nie trafiło do adresata, ale sprawiło trochę zamieszania na przedpolu bramki przyjezdnych. W kolejnej akcji Mikael Ishak trafił w boczną siatkę.
Potem Belgowie szybko wzięli sprawy w swoje ręce i zaczęli testować defensywę przeciwnika. A obrona Lecha wyglądała w tym meczu wyjątkowo słabo, lechici byli spóźnienie w swoich reakcjach i popełniali sporo prostych błędów. Piłkarze Genk wyprowadzili szybką kontrę, wprawdzie Patrik Hrosovsky miał problemy z jej sfinalizowaniem w pierwszym podejściu, ale po chwili otworzył wynik.
Mistrzowie Polski zdołali się otrząsnąć na moment. Zawodnicy KRC Genk stracili piłkę na środku boiska i Ishak wyprowadził kontratak. Dograł do Filipa Jagiełły, który uderzył precyzyjnie i wyrównał stan spotkania. Zapowiadało się ciekawe widowisko, ale szybko stało się ono wyjątkowo jednostronne. Belgowie z łatwością wchodzili w pole karne „Kolejorza” i niemal każda ich akcja pachniała bramką.
Już trzy minuty po trafieniu Jagiełły, Koreańczyk Hyeon-gyu Oh miał dużo swobody w polu karnym i znalazł miejsce by oddać strzał. Piłka powoli turlała się po murawie, trafiła w słupek i niemal wpadła w ręce Mrozka. Chwilę później urazu doznał Antonio Milic, który musiał opuścić boisko. Lechici krótko grali w osłabieniu, ale rywale to bezwzględnie wykorzystali – na listę strzelców ponownie wpisał się Hrosovsky.
Na 3:1 podwyższył kapitan Genk Bryan Heynen po rzucie rożnym i kolejnym błędzie defensywy Lecha. Pięć minut później arbiter podyktował rzut karny dla Belgów, ale Mrozek odbił strzał Hyeon-gyu Oh i nie dał się także pokonać po dobitce. Koreańczyk szybko się zrehabilitował – lechici po kolejnej stracie piłki na własne połowie nie zdążyli się poustawiać w obronie i azjatycki napastnik w końcu zanotował trafienie. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później Hyeon-gyu Oh znów miał pecha, bowiem trafił w słupek.
Lech w ostatnich minutach pierwszej połowy był praktycznie „na deskach” i sprawiał wrażenie, jakby chciał tylko dotrwać do przerwy z jak najmniejszą stratą. Należy podziwiać najzagorzalszych fanów mistrza Polski, którzy gwizdali, ale bezustannie krzyczeli: „Walczyć, Kolejorz walczyć”.
Poznaniacy drugą część pojedynku zaczęli w możliwie najgorszy sposób. W niegroźnej sytuacji wprowadzony w przerwie Michał Gurgul próbował klatką piersiową podać do Mrozka, ale uczynił to zbyt mocno i bramkarz Lecha nie zdołał złapać futbolówki.
Na tym emocje się skończyły. Podopieczni Thorstena Finka mocno wyhamowali, oddali piłkę poznaniakom, ale skutecznie likwidowali się akcje. Defensywę Belgów próbował rozmontować Ishak i Bengtsson, ale bez efektu. Poznański zespół nie tylko miał dziurawą obronę, ale nie posiadał atutów w ofensywie. W końcówce skompromitował się Bryan Fiabema, który w sytuacji sam na sam nie trafił w piłkę.
Poznaniacy mają tydzień na przygotowanie się do rewanżu, który będzie jednak tylko formalnością. Zespół Nielsa Frederiksena może myśleć już o losowanie fazy ligowej Ligi Konferencji.(PAP)

 

Marcin Pawlicki

 

Frederiksen: różnica w jakości była ogromna

Trener piłkarzy Lecha Poznań Niels Frederiksen po porażce 1:5 z KRC Genk w czwartej rundzie kwalifikacji Ligi Europy nie krył rozczarowania. – Zagraliśmy przeciwko drużynie, która jest znacznie mocniejsza od nas. Różnica była ogromna – przyznał.
To by koszmarny występ Lecha w walce o fazę ligową Ligi Europy. Poznaniacy już po 40 minutach przegrywali 1:4 i w Poznaniu pachniało wielką kompromitacją.
– Po przerwie chcieliśmy jak najmniej się wykrwawić. Gdybyśmy kontynuowali naszą grę z pierwszej połowy, to mogłoby się skończyć katastrofą – stwierdził Duńczyk.
Nie ukrywał, że może należało zmienić coś w taktyce, ale przyznał także, że różnica w jakości między drużynami była ogromna.
– Być może powinniśmy bronić się nieco niżej, bliżej własnej bramki. Z drugiej strony nie to było przyczyną tego, że przegraliśmy tak wysoko. To był efekt wysokiej jakości rywala i jednocześnie naszych błędów. Jeśli grasz z tak jakościową drużyną, musisz też wejść na jak najwyższy poziom – tłumaczył.
Frederiksen wierzy, że jego podopieczni podniosą się i za tydzień w rewanżu zagrają na swoim poziomie.
– Chcemy wygrać w Belgii i bronić dobrego imienia klubu. Natomiast będziemy potrzebować cudu, żeby awansować – skomentował.
W zupełnie innym nastroju był trener gości Thorsten Fink.
– To jest wymarzony wynik dla nas. Umiejętnie korzystaliśmy z piłki, gdy ją posiadaliśmy, byliśmy bardzo efektywni, a tego nam brakowało w pierwszych meczach sezonu. Cieszymy się, że potrafiliśmy zagrać tak dobre spotkanie przeciwko mistrzowi Polski. Wygraliśmy ostatnio w lidze, teraz w kwalifikacjach Ligi Europy, mam nadzieję, że wracamy na dobre tory – podkreślił niemiecki szkoleniowiec.
Jak dodał, kłopoty kadrowe Lecha z pewnością ułatwiły zadanie jego drużynie.
– Zdaję sobie sprawę, że Lech nie był w swoje optymalnej dyspozycji. Wiedzieliśmy, że rywal ma kadrowe kłopoty z powodu kontuzji. Na razie nie myślę o tym, jak zagramy w rewanżu, czy będą zmiany. Wynik 5:1 wydaje się być komfortowy, ale jestem zbyt doświadczonym trenerem, żeby tak spokojnie do tego podchodzić. Trochę rzeczy w futbolu już widziałem – podsumował Fink.
Rewanż rozegrany zostanie za tydzień w Belgii. W przypadku niepowodzenia, lechici mają zagwarantowany udział w fazie ligowej Ligi Konferencji.(PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane