Europa potrzebuje od prezydenta USA Donalda Trumpa trochę szorstkiej miłości; potrzebujemy kogoś, kto wskaże niewygodne dla nas prawdy – powiedział PAP Tom Keatinge, ekspert z brytyjskiego think tanku, Royal United Services Institute (RUSI).
Zdaniem analityka ds. bezpieczeństwa, Europa priorytetowo powinna podjąć kwestię zwiększenia wydatków na własną obronę, mimo oporu wyrażanego przez wielu europejskich polityków. – Dopóki Trump nie przystawi nam pistoletu do głowy i nie zmusi nas do podjęcia tych wydatków, nikt tej kwestii poważnie nie będzie traktował – stwierdził rozmówca PAP.
Zwrócił on szczególną uwagę na „niezdolność UE czy tzw. koalicji chętnych do wyciągnięcia konkretnych wniosków (z trwającej wojny w Ukrainie) i podjęcia właściwych działań, które wzmocnią bezpieczeństwo Europy”.
– Faktem jest, że poradziliśmy sobie z rosyjskimi dronami wlatującymi na terytorium NATO w ostatnich dniach, ale musieliśmy do tego użyć wielomilionowych systemów zbrojnych. Kiedy widzimy, jak sobie z tym radzą Ukraińcy, zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy gotowi do obrony. Dlatego sądzę, że potrzebujemy czasem kogoś takiego jak Trump, dzięki któremu możemy zobaczyć niewygodne dla nas prawdy – dodał.
Jednocześnie ekspert przypomniał, że od dawna trwa debata na temat tego, w jaki sposób Donald Trump uszanuje artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego głoszący, że atak na jednego członka NATO jest uznawany za atak na wszystkich członków Sojuszu.
– Kiedy dochodzi do takich sytuacji, jak naruszenie przestrzeni powietrznej państw NATO przez rosyjskie drony, to nie powinniśmy od razu sięgać po telefon i dzwonić do Białego Domu, bo musimy być w stanie pokazać, że potrafimy bronić sami Europy – powiedział Keatinge. W jego opinii „USA mogą być bardzo pomocne w tej kwestii, gdyż mają ogromne zasoby wywiadowcze”.
– Spójrzmy na Ukrainę liczącą 40 mln ludzi, walczącą o swoje życie z krajem, który jest od niej znacznie większy, czyli Rosją. Europa, licząca 450 mln ludzi, powinna być w stanie sama zadbać o swoje bezpieczeństwo – podkreślił.
Zapytany, w jaki sposób europejscy liderzy powinni prowadzić dyplomację z amerykańskim przywódcą, odpowiedział, że powinna się ona opierać na przedstawianiu intratnych inwestycji oraz na pochlebstwach.
– Jako przywódca reprezentujesz interesy swojego kraju, dlatego z tych pochlebstw musi wyniknąć coś dobrego, co przyniesie korzyści. Poza tym powinieneś zaoferować jak największy zakup amerykańskich produktów – poradził Keatinge, zwracając uwagę, że taką strategię wobec Trumpa stosują brytyjski premier Keir Starmer i szef japońskiego rządu Shigeru Ishiba.
Według analityka z RUSI, jeśli umowa obejmująca inwestycje o wartości 250 mld funtów, podpisana w czwartek między Trumpem a Starmerem, przyniesie pożądane efekty, wtedy premier Wielkiej Brytanii „powinien zamknąć w butelce model prowadzenia rozmów z prezydentem USA i sprzedawać innym, bo oto znalazł sposób, jak schlebiać w taki sposób, by dało to korzyści państwu”.
Zaznaczył przy tym, że Londynowi jest łatwiej utrzymywać relacje z Trumpem, gdyż ma atut w postaci rodziny królewskiej. – Brytyjska monarchia to potężna karta w tej grze – stwierdził, nawiązując do trzydniowej wizyty prezydenta USA w Wielkiej Brytanii na zaproszenie króla Karola III, która odbyła się w mijającym tygodniu.
Z Londynu Marta Zabłocka (PAP)
mzb/ mal/ mhr/