Polska nie ma możliwości zwiększenia wydatków publicznych przed przyszłorocznymi wyborami – poinformował minister finansów Andrzej Domański w rozmowie z Bloombergiem.
Minister określił też politykę fiskalną jako wyzwanie dla rządu.
„Nie widzę miejsca na żadne prezenty, które zwiększyłyby wydatki publiczne w nadchodzącym roku» – powiedział minister finansów.
Domański odniósł się również do osłabienia złotego, wskazując, że wynika ono przede wszystkim z czynników globalnych.
„Moją pracą jest się martwić, ale na szczęście lekkie osłabienie złotego nie zabije gospodarki» – powiedział minister. (PAP Biznes)
Dlaczego kasa państwa świeci pustkami?
Mimo że Polska pod względem wielkości PKB jest 21. gospodarką świata, to sama wielkość gospodarki nie chroni przed problemami z równowagą budżetową. Obecne ograniczenia wynikają z kilku kluczowych powodów:
-
Rekordowy deficyt: Projekt budżetu zakłada gigantyczną dziurę budżetową – deficyt ma wynieść aż 282,6 mld zł.
-
Ogromne wydatki na obronność: Priorytetem państwa pozostaje bezpieczeństwo narodowe. Na samą obronę narodową zaplanowano rekordowe ok. 198 mld zł (ponad 4,5% PKB), co drastycznie drenuje fundusze na inne cele.
-
Koszty obsługi długu: Przez konieczność zaciągania kolejnych pożyczek miliardy złotych zamiast na rozwój czy usługi publiczne trafiają na spłatę odsetek od zadłużenia.
-
Obniżenie ratingu kredytowego: Agencja Moody’s obniżyła rating Polski do poziomu A3, wskazując na pogarszającą się sytuację fiskalną i rosnące zadłużenie.
Minister finansów argumentuje, że w obecnej sytuacji polityka podatkowa musi stać się bardziej restrykcyjna, a wszelkie próby generowania dodatkowych kosztów bez realnych źródeł finansowania mogłyby doprowadzić do destabilizacji finansów państwa.
Ukryta dziura w NFZ: Eksperci (m.in. Federacja Przedsiębiorców Polskich) alarmują, że w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia na 2027 rok może zabraknąć blisko 15 miliardów złotych na pokrycie wszystkich bieżących świadczeń i kosztów szpitali. Zobowiązania szpitali stale rosną.
W sektorze sfery budżetowej rząd oficjalnie zaciąga hamulec ostrożnościowy. W projekcie budżetu na 2027 rok przewidziano, że podwyżki dla budżetówki oraz nauczycieli wyniosą zaledwie 3%.
Taka propozycja oznacza w praktyce czystą waloryzację inflacyjną, a nie realny wzrost zamożności urzędników.
Szczegóły zamrożenia głębszych podwyżek wyglądają następująco:
-
Najniższa dynamika od lat: Choć nominalny fundusz płac w państwowych jednostkach budżetowych urośnie do 96,4 mld zł (wzrost o 5,1% rdr ze względu na inne czynniki stałe), to tempo wzrostu samych stawek bazowych drastycznie spada. Planowany wzrost ogólnych wydatków płacowych o 4,8% to najniższy wynik od 2018 roku.
-
Związki zawodowe protestują: Propozycja rządu wywołała ogromne oburzenie strony społecznej. Związki zawodowe zrzeszone w Radzie Dialogu Społecznego (RDS) domagały się znacznie wyższego, dwucyfrowego wzrostu płac, wskazując, że 3% doprowadzi do dalszego odpływu specjalistów z urzędów.
-
Wyjątek dla „świętych krów”: Oburzenie budzi fakt, że ograniczenia nie dotkną wszystkich po równo. W tzw. organach naczelnych państwa (instytucjach, które same kształtują swoje plany finansowe, np. Kancelaria Prezydenta, Sejmu czy sądy) zaplanowano wzrost funduszu wynagrodzeń o 7%.
oprac. PJ przy użyciu AI