Biały Dom sugerował, że retoryka Demokratów doprowadziła do zamachów na Trumpa. Podejrzany ws. strzelaniny na gali korespondentów oskarżony o próbę zabicia prezydenta

Popularne

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zasugerowała w poniedziałek, że ostra retoryka Demokratów i oskarżenia go o dyktatorskie zapędy przyczyniły się do zamachów na prezydenta. Oceniła, że manifest niedoszłego zamachowca nie różni się od tego, co można usłyszeć od opozycji i w mediach.

– Kiedy czytacie manifest tego napastnika, zapytajcie samych siebie: czym różni się ta retoryka od tego, co słyszycie w mediach społecznościowych i różnych innych miejscach każdego dnia? – pytała Leavitt podczas briefingu w Białym Domu. – Jeśli będziecie ze sobą szczerzy, odpowiedź brzmi, że nie ma żadnej różnicy. Duża część manifestu niedoszłego zamachowca jest niemożliwa do odróżnienia od słów, które słyszymy codziennie od tak wielu ludzi – dodała.

Odwołała się do listu pozostawionego przez niedoszłego zamachowca Cole’a Allena, który tłumaczył swoje zamiary mówiąc, że „nie pozwoli dłużej pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na brukanie jego rąk swoimi zbrodniami”.

Rzeczniczka cytowała długą listę wypowiedzi polityków Demokratów, określających Trumpa mianem dyktatora lub gwałciciela, mówiących o „wojnie”. Wyszczególniła przy tym słowa komika Jimmy’ego Kimmela, który na dwa dni przed zamachem żartował podczas skeczu, że żona prezydenta „promienieje jak przyszła wdowa”.

Leavitt stwierdziła, że poziom agresji i retoryki jest „narodową sytuacją kryzysową” i że wypowiedzi te „inspirują do przemocy ludzi, którzy już są chorzy psychicznie”.

Pytana przez dziennikarzy o zarzuty dotyczące zabezpieczeń sobotniej gali, Leavitt powiedziała, że protokoły bezpieczeństwa zadziałały tak, jak trzeba, a napastnik „starał się przełamać kordon bezpieczeństwa i poległ”. Przyznała jednak, że w odpowiedzi na incydent może dojść do pewnych zmian w organizacji wydarzeń i bezpieczeństwa.

Odniosła się też do kwestii obecności na gali większości najwyższych dygnitarzy USA, wraz z prezydentem, wiceprezydentem, czy szefami resortów dyplomacji i wojny. Jak powiedziała, przed galą prowadzono rozmowy na temat wyznaczenia „designated survivor”, tj. osoby, która nie weźmie udziału w wydarzeniu by w razie śmierci innych zapewnić ciągłość władzy. Dodała jednak, że ponieważ kilku członków gabinetu Trumpa nie mogło przybyć na galę, nie trzeba było nikogo wyznaczać.

Poniedziałkowy briefing rzeczniczki był ostatnim przed spodziewanym porodem dziecka, który ma nastąpić w ciągu najbliższych dni. Jak wyjaśniła, zdecydowała się zorganizować konferencję, mimo że wcześniej jej nie planowała, bo uznała za ważne podkreślić wagę obniżenia temperatury sporu politycznego.

W ciągu ostatnich dwóch lat Trump był celem trzech ataków.

Do dwóch doszło w 2024 r. w czasie kampanii wyborczej. Podczas wiecu wyborczego 13 lipca w Butler w stanie Pensylwania Thomas Matthew Crooks oddał strzały z dachu budynku w kierunku stojącego na scenie polityka. Trump został ranny w ucho, a jeden z uczestników wydarzenia zginął. Sprawca został zabity przez służby na miejscu zdarzenia.

Dwa miesiące później, 15 września, Ryan Routh planował zamach na należącym do Trumpa polu golfowym w West Palm Beach na Florydzie. Został zauważony przez agentów, nim oddał strzał, i ujęty po pościgu. W lutym 2026 r. skazano go na dożywocie.

Prezydent Trump został w sobotę wieczorem czasu miejscowego ewakuowany przez Secret Service z gali Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, podczas której padły strzały. Napastnik otworzył ogień w hotelowym lobby i został ujęty przez służby.

 

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

 

Podejrzany ws. strzelaniny na gali korespondentów oskarżony o próbę zabicia prezydenta

Mężczyzna podejrzany o oddanie strzałów w czasie sobotniej gali korespondentów z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa w poniedziałek usłyszał zarzut próby zabicia prezydenta Stanów Zjednoczonych – podała agencja Reutera. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

– Próbował zabić prezydenta USA Donalda D. Trumpa – oświadczyła w sądzie prokuratorka Jocelyn Ballantine. 31-letni Cole Tomas Allen z Kalifornii usłyszał też dwa zarzuty federalne dotyczące broni palnej.

Podejrzany tymczasowo pozostanie zatrzymany. Na czwartek zaplanowano posiedzenie w sprawie dalszego pozostawienia mężczyzny w areszcie.

Allen, który pojawił się na sali sądowej w niebieskim kombinezonie więziennym, nie odniósł się do postawionych mu trzech zarzutów. W sądzie zadeklarował, że na wszystkie pytania będzie odpowiadał szczerze. Poinformował też, że jest magistrem informatyki.

Jedna z obrończyń podejrzanego Tezira Abe zwróciła uwagę, że nie był wcześniej karany.

31-letni Allen został zatrzymany w sobotę wieczorem podczas gali korespondentów Białego Domu z udziałem Trumpa i wielu przedstawicieli jego administracji w hotelu Washington Hilton. Mężczyznę ujęto tuż po tym, gdy pokonał pierwszy punkt kontrolny służb. Miał przy sobie strzelbę, pistolet i noże. Podczas konfrontacji z Secret Service postrzelił jednego z agentów, trafiając w kamizelkę kuloodporną. Funkcjonariusz trafił do szpitala, według Fox News w niedzielę już z niego wyszedł.

Podejrzany przed atakiem wystosował manifest, w którym nazwał prezydenta USA pedofilem i oskarżał go o zbrodnie.

Allen jest absolwentem prestiżowej politechniki Cal Tech. W ostatnim czasie tworzył też gry komputerowe i pracował jako nauczyciel przygotowujący uczniów do egzaminów na studia w Kalifornii.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

 

ndz/ akl/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane