18-miesięczny chłopiec z Arizony został uznany za zmarłego, gdy omal nie utonął w przydomowym basenie. Ponad pięć godzin później pracownik transportu medycznego odkrył, już w szpitalnej kostnicy, że dziecko nadal oddycha! Teraz rodzice chłopca oskarżają lekarza o wprowadzenie rodziny w błąd w sprawie szans na uratowanie ich syna. Chłopiec przeżył, ale doznał jednocześnie poważnego uszkodzenia mózgu. Według prawników rodziny będzie wymagał opieki przez całe życie. Rodzice rozważają pozew cywilny przeciwko lekarzowi i sieci szpitali, w której doszło do błędu.
Do zdarzenia doszło 8 lutego br. w miejscowości Gilbert w Arizonie, podczas rodzinnego oglądania transmisji Super Bowl. Matka chłopca, 30-letnia Alexus Fiordilino, w pewnym momencie znalazła syna unoszącego się na wodzie w basenie twarzą w dół. Jej mąż natychmiast rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową, a pozostali członkowie rodziny wezwali służby ratunkowe. Nieprzytomne dziecko przewieziono do Dignity Health Mercy Gilbert Medical Center, gdzie dotarło około godz. 18:04. Personel medyczny kontynuował działania ratunkowe, jednak już o godz. 18:20 lekarz Aryan Toosi stwierdził zgon chłopca.
W rozmowie z dziennikiem „The Arizona Republic” matka Vincenta powiedziała, że czuje się oszukana przez lekarza prowadzącego. Według jej relacji Toosi poinformował rodziców, że wyniki badań krwi dziecka wskazują na bardzo poważne zaburzenia i dalsze próby ratowania życia nie mają szans powodzenia. Rodzina zgodziła się wówczas na zakończenie resuscytacji.
Prawnik Fiordilino, John Brewer, twierdzi jednak, że lekarz nie dysponował jeszcze wynikami badań, na które miał się powoływać. Z dokumentacji medycznej wynika, że wyniki pojawiły się o godz. 18:38, czyli 18 minut po ogłoszeniu zgonu.
„Jestem wściekła. Czuję, że zostałam rażąco wprowadzona w błąd” – powiedziała matka chłopca.
Wątpliwości rodziny pojawiły się już podczas pożegnania z dzieckiem. Bliscy zauważyli, że Vincent wydaje dźwięki przypominające oddech. Personel tłumaczył im, że mogą to być tak zwane „oddechy agonalne”, występujące u osób znajdujących się w stanie skrajnego zagrożenia życia. Podobne obserwacje odnotowali funkcjonariusze policji obecni w szpitalu. Według policyjnego raportu chłopiec nadal wydawał odgłosy przypominające westchnienia, jednak pracownicy medyczni wiązali je z wcześniejszą resuscytacją. Po opuszczeniu szpitala przez rodzinę dziecko przeniesiono do chłodni, gdzie oczekiwało na odbiór przez pracowników biura lekarza sądowego. Około godz. 23:52, ponad pięć godzin po stwierdzeniu zgonu, pracownik transportu medycznego odkrył, że Vincent oddycha.
Chłopca natychmiast przewieziono do Phoenix Children’s Hospital, gdzie rozpoczęto dalsze leczenie.
„Mój mąż i ja krzyczeliśmy z ulgi. Chwaliliśmy Boga i płakaliśmy. Przejście od wiadomości, że go straciliśmy, do odkrycia, że żyje, jest nie do opisania” – wspominała Fiordilino w rozmowie z NBC News. Niemal dziewięć miesięcy po zdarzeniu Vincent przebywa już w domu z rodziną, ale zmaga się z poważnymi następstwami neurologicznymi. Według jego prawników chłopiec nie jest w stanie samodzielnie chodzić i nie odzyskał zdolności mówienia. Rodzina uważa, że wielogodzinny pobyt w kostnicy bez odpowiedniej opieki mógł pogłębić obrażenia dziecka.
Rodzice rozważają pozew przeciwko lekarzowi i sieci Dignity Health. Adwokat Aryana Toosiego, Scott Holden, przekazał, że lekarz życzy chłopcu dalszego powrotu do zdrowia, jednak ze względu na kwestie prawne i ochronę prywatności pacjenta nie może komentować szczegółów leczenia. Przedstawiciele szpitala określili sytuację jako tragiczną i zapewnili, że bezpieczeństwo pacjentów pozostaje ich priorytetem.
Policja w Gilbert nie stwierdziła podstaw do skierowania zarzutów karnych przeciwko personelowi medycznemu, ale przekazała sprawę do prokuratora generalnego Arizony w celu ewentualnej dalszej analizy. Wcześniej śledczy rozważali również odpowiedzialność rodziców za brak nadzoru nad dzieckiem przed wypadkiem. W lipcu prokuratura powiatu Maricopa zdecydowała jednak, że nie postawi im zarzutów.
Red. JŁ





