Ekspertka: Algorytmy monetyzują naszą samotność (wywiad)
Firmy technologiczne rozpoznają naszą potrzebę bliskości i tworzą usługi, które coraz silniej wiążą nas z AI. Zarabiają w ten sposób na samotności – powiedziała PAP Zofia Dzik, założycielka i prezes zarządu Instytutu Humanites – Człowiek i Technologia.
PAP: W najnowszym badaniu Instytutu Humanites „Między samotnością a innowacją. Człowiek i gospodarka w świecie AI”, 30 proc. respondentów zadeklarowało, że łatwiej opowiada o swoich problemach sztucznej inteligencji niż komuś bliskiemu, a co piąta osoba przynajmniej raz w tygodniu rozmawia o swoim życiu z AI. Czego nie dostajemy od ludzi, skoro szukamy tego u algorytmu?
Zofia Dzik: Prawdziwej bliskości, zainteresowania, empatii i poczucia, że jesteśmy dla kogoś ważni. Coraz częściej żyjemy obok siebie, zamiast razem. Dotyczy to nie tylko osób mieszkających w pojedynkę. Można czuć się samotnym, mieszkając z rodziną albo będąc w pracy, mimo że jest się otoczonym ludźmi.
W domach wymieniamy przede wszystkim informacje organizacyjne: kto kupi chleb, kto odbierze dzieci ze szkoły. Pytamy, co było na lekcjach i dlaczego w pokoju jest bałagan. Rozliczamy się z obowiązków, ale coraz rzadziej z prawdziwą ciekawością pytamy, co druga osoba przeżywa. Taka rozmowa potrzebuje czasu, który płynie wolniej. Trudno ją przeprowadzić w biegu, między jednym zadaniem a drugim.
W tę przestrzeń wchodzą algorytmy, projektowane tak, aby coraz lepiej naśladować kontakt z człowiekiem. Oferują odpowiedzi, które odbieramy jako uważne i empatyczne. Zaczynają wypełniać miejsce zarezerwowane dotąd dla relacji międzyludzkich.
PAP: Mówimy, że brakuje nam czasu, a jednocześnie spędzamy go przed ekranem. Może wybieramy algorytm także dlatego, że jest miły, nie okazuje zniecierpliwienia i nie sprzeciwia się nam jak człowiek?
Z.D.: Właśnie różnica zdań jest jednym z czynników, który sprawia, że relacja z drugim człowiekiem nas rozwija. Zderzamy swoje myślenie z inną perspektywą, uczymy się czegoś, zmieniamy, poszerzamy swoje spojrzenie. Zamknięci we własnym świecie coraz mocniej utwierdzamy się w tym, co już wiemy i sądzimy.
Modele biznesowe wielkich platform społecznościowych są zaprojektowane tak, że algorytmy od dawna służą zatrzymywaniu naszej uwagi. Każda nasza dodatkowa minuta w sieci przelicza się na konkretny wymierny przychód z treści reklamowych. Rozwój AI daje jeszcze większe możliwości, tworzenia kontaktu, a nawet poczucia relacji, do której będziemy chcieli wracać. W mojej ocenie część firm technologicznych świadomie wykorzystuje wiedzę o ludzkiej samotności, nie żeby jej przeciwdziałać, ale żeby na niej zarabiać. Rozpoznaje naturalną potrzebę bliskości i buduje usługi, które mają coraz silniej wiązać użytkownika z technologią. Mówiąc wprost: algorytmy tych firm monetyzują naszą samotność.
Warto w tym kontekście przyjrzeć się Chinom, gdzie od połowy sierpnia obowiązują przepisy Interim Measures for the Administration of AI Anthropomorphic Interactive Services. Są to regulacje dotyczące usług AI zaprojektowanych tak, aby komunikować się z człowiekiem w sposób naśladujący, imitujący relację międzyludzką. Zakazują projektowania takich usług celem zastępowania kontaktów społecznych, psychicznego kontrolowania użytkownika czy wywoływania uzależnienia. Nakazują też wyraźnie informować, że rozmówcą jest sztuczna inteligencja. Ich wdrożenie zaskutkowało natychmiastowym zamknięciem wielu serwisów wiodących chińskich portali. Dostrzeżono więc niebezpieczeństwo, że kontakt z maszyną zacznie wypierać więzi międzyludzkie.
To bardzo ciekawe, że taką regulację jako pierwsze państwo na świecie wprowadziły właśnie Chiny. W mojej ocenie taką decyzję przyspieszyła dramatyczne wskaźniki demograficzne Państwa Środka. Chiny zmagając się ze starzeniem się społeczeństwa i ujemnym przyrostem naturalnym mogą patrzeć na takie usługi również przez pryzmat ich długofalowych skutków społecznych. Jeśli ludzie będą coraz bardziej zamykać się w relacjach z maszynami i wycofywać z kontaktów z drugim człowiekiem, konsekwencje wykroczą poza życie pojedynczego użytkownika. Inna sprawa, że wdrożenie takich przepisów i ich egzekwowanie wydaje się trudne, by nie rzec niemożliwe w państwach demokracji zachodniej.
PAP: W komunikacie o badaniu napisano, że niemal co trzeci badany „woli” zwierzać się AI. W samym badaniu chodzi jednak o to, że jest mu „łatwiej”. To istotna różnica: ktoś może potrzebować człowieka, ale nie mieć z kim porozmawiać.
Z.D.: Znakomicie, że pani to wychwyciła. Pragnienie bliskości bardzo mocno wybrzmiewa w naszym badaniu. Ponad 60 proc. respondentów wierzy, że sztuczna inteligencja nie zastąpi relacji z człowiekiem, a około 70 proc. uważa, że relacje nadają ich życiu sens. Jednocześnie 40 proc. mówi, że brakuje im bliskości lub osoby do szczerej rozmowy.
Mamy więc paradoks: ogromną potrzebę kontaktu, a z drugiej strony coraz większy lęk przed nim i trudność w nawiązaniu relacji. Jeżeli przez długi czas ograniczamy rozmowy do krótkich komunikatów, zamykamy się w pokojach, każdy przed własnym ekranem, to powrót do bliskości staje się trudny. Samo jej pragnienie nie wystarcza. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak w ogóle zacząć rozmawiać, zanim odważymy się otworzyć przed drugą osobą.
Widać to szczególnie w najmłodszej grupie wiekowej 18–29 lat. W naszym badaniu aż 36 proc. z nich uważa, że relacje z AI lub robotami mogą spokojnie zastąpić relacje z ludźmi, a 11 proc. przynajmniej raz w tygodniu zwierza się ze swoich problemów wyłącznie sztucznej inteligencji, nie rozmawiając o nich z żadnym człowiekiem.
PAP: Aż 45 proc. badanych nie rozmawia o swoich problemach ani z ludźmi, ani z AI. Wśród mieszkających w pojedynkę jest to 63 proc. Co stoi za tym milczeniem?
Z.D.: Moim zdaniem nakłada się kilka przyczyn. Przede wszystkim brak osoby, przy której czujemy się bezpiecznie. Żeby opowiedzieć o czymś trudnym, potrzebujemy zaufania i przekonania, że ktoś naprawdę chce nas wysłuchać, a nie od razu ocenić, dać swoje rady. Ważnego dla nas komunikatu zwykle nie rzuca się mimochodem na korytarzu. Trzeba z kimś usiąść i mieć przestrzeń na rozmowę.
Przejmujące są również wyniki dotyczące najprostszych gestów bliskości. Ponad 70 proc. osób mieszkających w pojedynkę nie przytula nikogo bliskiego nawet raz w tygodniu, podczas gdy wśród ogółu badanych jest to niespełna 40 proc. Za tymi liczbami kryje się codzienność ludzi, którym brakuje nie tylko rozmowy, ale także zwykłego przytulenia.
Dochodzi do tego brak wprawy i odwagi w mówieniu o sobie. Szczególnie młodzi żyją w świecie szybkich ocen, ekspozycji w mediach społecznościowych i hejtu. Z jednej strony pokazujemy bardzo dużo: publikujemy zdjęcia, relacjonujemy wydarzenia. Z drugiej zaś ta obecność bywa fasadowa, nie musi towarzyszyć jej głębsza więź, która pozwala powiedzieć, co naprawdę nas boli, co nas porusza, za czym tęsknimy.
PAP: Samotność kojarzyła się przede wszystkim ze starszymi ludźmi. Tymczasem brak bliskości deklaruje 47 proc. badanych w wieku 18–29 lat, wobec 35 proc. w grupie 50–64 lata. Dlaczego młodym tak trudno być razem?
Z.D.: Wraz z rozwojem mediów społecznościowych, platform gamingowych stworzyliśmy im przestrzeń w sieci, która szybko nagradza, zniosła odroczoną gratyfikację, daje przynależność. W jakimś stopniu zajęci sobą, bo ostatnie dekady to też postępujący proces rozpadu rodzin, wielopokoleniowych więzi, zostawiliśmy ich tam, a teraz dziwimy się, że czują się samotni i mają trudności z budowaniem relacji. My, dorośli, również jesteśmy w tym świecie coraz bardziej zagubieni, zapracowani, zmęczeni i przebodźcowani, żyjący w biegu.
Na to nałożyły się doświadczenia pandemii, zdalnego nauczania i studiowania, spotkań przy wyłączonych kamerach. Jeśli bezpośredni kontakt zanika, nie zawsze łatwo do niego wrócić wskazują na to jasno badania z obszaru neurobiologii.
Nie możemy też zapominać o domu i szkole. Gdy dziecko jest małe, zauważamy każdy grymas jego twarzy, cieszymy się kolejnymi umiejętnościami. Kiedy dorasta, ciekawość zbyt często zastępuje ocenianie: dlaczego nie zrobiło tego czy tamtego? Szkoła również mierzy się z przeciążeniem programowym, dużymi klasami, brakami kadrowymi i presją wyników. Tymczasem ma przygotowywać do samodzielnego, odpowiedzialnego życia w świecie, który dynamicznie się zmienia i który trudno zdefiniować nawet w perspektywie najbliższej dekady. Dla mnie szkoła jest i powinna być przede wszystkim także przestrzenią relacji.
PAP: Jak rozmawiać z nastolatkiem, który na każde pytanie odpowiada jednym słowem?
Z.D.: Nie odpuszczać zainteresowania nim, ale również samemu zacząć się dzielić. Jestem mamą trojga dzieci i widzę, że nawet gdy początkowo niewiele mówią, chętnie słuchają. Kiedy opowiadamy o sobie, z czasem także one zaczynają opowiadać.
Pomagają proste rytuały: wspólny posiłek, odkładanie telefonów przy stole, czas przeznaczony na coś, co robimy razem. W naszym domu mamy muzyczne piątki. Każdy po kolei puszcza utwór, którego ostatnio słuchał. Dzięki temu obserwujemy, jak zmieniają się zainteresowania dzieci.
Ostatnio dużo wyjeżdżaliśmy i spotkania się nie odbywały. W pewnym momencie najmłodsze dziecko samo powiedziało, że dawno nie było muzycznego piątku. To pokazuje siłę takiego zwyczaju: nawet po przerwie chce się do niego wrócić. Gramy też w planszówki. Najstarsze dziecko, które już z nami nie mieszka, organizuje własne wieczory gier, zaprasza rodzeństwo i znajomych.
Jeżeli świadomie nie stworzymy przestrzeni na bliskość, zajmie ją coś innego. A im bardziej się od siebie oddalimy, tym trudniej później do siebie wrócić.
PAP: Raport nosi tytuł „Między samotnością a innowacją. Człowiek i gospodarka w świecie AI”. Co samotność ma wspólnego z gospodarką?
Z.D.: Człowiek nie zostawia swojego osamotnienia przed drzwiami firmy. Brak więzi, traktowanie pracowników jak zasób, a nie jak ludzi, obniża ich poczucie wartości, motywację i zaangażowanie. Potrzebujemy wiedzieć, że jesteśmy dla kogoś ważni i że to, co robimy, ma sens. To dotyczy również środowiska pracy. Potwierdza to regułę słynnych Q12 Gallupa.
Zainteresowały nas różnice w deklarowanej satysfakcji zawodowej osób mieszkających samodzielnie i tych z większych gospodarstw domowych. Funkcjonuje przekonanie, że człowiek żyjący w pojedynkę może w pełni poświęcić się pracy, być bardziej dyspozycyjny. Tymczasem wśród mieszkających samodzielnie zadowolenie z pracy deklaruje tylko 48 proc., wobec 62 proc. w gospodarstwach co najmniej dwuosobowych. To skłania do przyjrzenia się znaczeniu więzi także w życiu zawodowym.
Innowacje potrzebują współpracy, wymiany myśli i gotowości do konfrontowania pomysłów. Trudno je rozwijać, kiedy każdy zamyka się we własnym świecie. Uważam, że samotność dawno przestała być wyłącznie sprawą jednostki czy problemem społecznym. Ma znaczenie również dla funkcjonowania firm i w efekcie całej gospodarki i to bez uwzględnienia podniesionego wcześniej wpływu na demografię.
To zresztą nie jest tylko nasza intuicja. Międzynarodowe firmy analityczne, w tym Gartner, wpisały samotność na listę kluczowych ryzyk biznesowych w 2025 rok. Sami Polacy też dostrzegają ten związek – w naszym badaniu aż 66 proc. respondentów przyznało, że samotność osłabia współpracę w zespołach, a 57 proc. uważa, że hamuje budowanie innowacyjnej gospodarki.
PAP: Po czym pracownik może poznać, że firma rzeczywiście dba o relacje? Po owocowym czwartku i wyjeździe integracyjnym?
Z.D.: Jabłka w kuchni i ergonomiczne biuro nie zmienią kultury organizacyjnej, jeśli nie zmieni się sposób zarządzania i zainteresowanie drugim człowiekiem. Zasadnicza różnica polega na tym, czy zatrudniamy człowieka, czy widzimy w nim wyłącznie zasób do wykorzystania.
Warto zacząć od najprostszych rzeczy. Słyszę od młodych ludzi wiele historii o rekrutacjach, podczas których obiecuje się im odpowiedź, a później nikt nie odpisuje ani nie oddzwania. Wysyłają setki CV i nie dostają nawet podziękowania. Jak mają budować zaufanie, jeśli już na początku czują się niezauważeni?
Relacje powstają w codziennych kontaktach. Czy dotrzymujemy słowa? Czy znajdujemy chwilę, żeby zainteresować się kimś jako osobą? Czy dajemy mu poczucie, że jest ważny? Od tego zaczyna się bezpieczeństwo i zaufanie, bez których trudno mówić o otwartości i budowaniu relacji.
PAP: Jak można tworzyć okazje do takich spotkań? W akcji „Dwie Godziny dla Rodziny/dla Człowieka” zachęcacie do tego również pracodawców.
Z.D.: W tym roku odbyła się już XV edycja naszej Akcji HumanBE – Dwie Godziny dla Rodziny/dla Człowieka, której celem jest przeciwdziałanie kryzysowi więzi i samotności. Dołączyło do niej powyżej 4000 firm z ponad 50 krajów na świecie. Co roku proponujemy prosty temat, który pomaga zacząć rozmowę i łączy pokolenia. Były już marzenia, sport, smaki, w tym roku jest kultura poprzez pokolenia. Przygotowujemy też karty AskME z pytaniami o wspomnienia, muzykę, koncerty czy sztukę. Czasem właśnie takiego pierwszego prostego pytania brakuje, żeby rozpocząć dialog.
Firmy organizują wspólne wyjścia i wieczory filmowe, konkursy fotograficzne, tworzą mapy miejsc polecanych przez pracowników. Przy okazji odkrywają, że ktoś maluje, śpiewa albo gra w zespole, choć wcześniej nikt o tym nie wiedział.
Przy temacie smaków powstały książki kucharskie współtworzone przez pracowników, z wielopokoleniowymi przepisami i osobistymi historiami. Za przepisem kryje się człowiek, jego rodzina, wspomnienia. Możemy zobaczyć w koledze z pracy ojca, matkę, pasjonata, kogoś, kto wnosi znacznie więcej, niż wynika z opisu stanowiska.
Kiedy człowiek czuje się zauważony i ma szansę podzielić się tym, co jest dla niego ważne, zmienia się również jego poczucie przynależności. Nie wystarczy raz w roku zabrać ludzi na spektakularny wyjazd integracyjny. Relacja zaczyna się i dzieje w codziennych kontaktach.
###
Badanie „Między samotnością a innowacją. Człowiek i gospodarka w świecie AI” przeprowadzono pomiędzy kwietniem a czerwcem 2026 r. na panelu internetowym metodą CAWI, na próbie 1050 osób w wieku 18-64 lata pracujących lub zajmujących się domem.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)