HomePOLSKAWielkopolskie

Zepchnął ciężarną dziewczynę z kładki. Sąd skazał go na 8 lat

Zepchnął ciężarną dziewczynę z kładki. Sąd skazał go na 8 lat

Poznański sąd ogłosił w środę wyrok w procesie 24-letniego Bartosza K., którego ciężarna koleżanka spadła z kładki nad torami kolejowymi na Golęcinie. Uznał go winnym usiłowania zabójstwa, przymusowej aborcji oraz spowodowania poważnych obrażeń i skazał go na 8 lat więzienia.

2 stycznia 2009 roku niespełna osiemnastoletni Bartosz K. spotkał się z byłą dziewczyną, koleżanką jeszcze z gimnazjum. Poszli na spacer na Golęcin. Ona chciała się dowiedzieć, jak widzi przyszłość ich wspólnego dziecka. Potem Bartosz mówił, że gdy weszli na remontowaną wówczas i pozbawioną poręczy kładkę, dziewczyna stojąca blisko krawędzi poślizgnęła się i spadła. On natomiast był w takich szoku, że nie wezwał pomocy i uciekł. Natomiast dziewczyna od początku twierdziła, że to Bartek zepchnął ją z kładki. Udało jej się zadzwonić do znajomego, który zaalarmował pogotowie i policję.Jeszcze tego samego dnia urodziła zdrowe, donoszone dziecko dzięki operacji cesarskiego cięcia.

 

Sprawa latami toczyła się przed Sądem Rejonowym, który miał orzec, czy Bartosz K. jest winny nie udzielenia pomocy pokrzywdzonej. Taki zarzut pierwotnie postawiła prokuratura, gdyż biegli nie mogli wykluczyć ani wersji nieszczęśliwego wypadku ani celowego zepchnięcia na tory. Tak to trwało, dopóki sąd rejonowy nie uznał, że ewentualność popełnienia zbrodni powinna być rozpoznana przez Sąd Okręgowy. Gdy sędzia Joanna Rucińska uprzedziła strony o możliwości zmiany kwalifikacji na usiłowanie zabójstwa, przymusową aborcję dziecka i spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, prokurator wykorzystał to w swoim wystąpieniu. Przypomniał, że Bartosz K. nie chciał uznać dziecka za swoje i dopiero wyniki badań DNA zmusiły go do płacenia alimentów. Nastolatek od początku kłamał, twierdząc, że w ogóle nie współżył ze swoją byłą dziewczyną. Kiedy podczas spaceru powiedziała mu, że ma dwie osobowości: dobrą i złą, odpowiedział, że naraziła się “temu złemu Bartkowi” i “za dwie minuty będzie innym człowiekiem”.

 

Prokurator przypomniał, że gdyby pozostawiona bez pomocy pokrzywdzona – w 38 tygodniu ciąży, z połamanymi kośćmi miednicy, zmarła na nasypie kolejowym, dziecko przeżyłoby ją tylko o kilka minut. Zażądał dla oskarżonego 10 lat pozbawienia wolności. W podobnym tonie wypowiadał się pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej, mówiąc, że Bartosz K., który wcześniej namawiał dziewczynę do pozbycia się dziecka, w dniu zdarzenia namawiał kolegę, żeby w “razie czego”, zapewnił mu alibi na określone godziny. – Uciekając, zachował się źle, nieodpowiedzialnie, ale nielogiczne jest twierdzenie, że zaplanował zabójstwo – przekonywał obrońca oskarżonego, podkreślając, że zeznania pokrzywdzonej różniły się w opisie zdarzenia. – Mogę jedynie przeprosić poszkodowaną, za to co się stało – powiedział w “ostatnim słowie” Bartosz K.

 

W środę nie przyszedł na ogłoszenie wyroku. W uzasadnieniu orzeczenia sędzia Joanna Rucińska powiedziała, że sąd podzielił argumenty prokuratury. – Mimo różnic w oficjalnych przesłuchaniach i informacjach przekazywanych osobom bliskim i obcym, zawsze mówiła , że przyczyną jej upadku było zachowanie oskarżonego – powiedziała sędzia Rucińska. Sąd wymierzył Bartoszowi K. karę 8 lat, tłumacząc, że oskarżony kilka lat temu był może innym człowiekiem niż obecnie, dlatego wyższa kara byłaby zbyt surowa. Ma też zapłacić pokrzywdzonej 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Nieprawomocnego wyroku nie zaskarży ani prokuratura, ani pełnomocnik pokrzywdzonej. Należy się jednak spodziewać apelacji obrońcy oskarżonego.

 

 

COMMENTS