“Wytłumacz mi, po jaką cholerę chodzisz do klubów dla ciot?!”. W Premier League trwa akcja wspierająca środowiska LGBT

“Wytłumacz mi, po jaką cholerę chodzisz do klubów dla ciot?!”. W Premier League trwa akcja wspierająca środowiska LGBT

W Premier League trwa akcja wspierająca środowiska LGBT. Angielska piłka ukłon w stronę mniejszości seksualnych robi tęczowymi tablicami świetlnymi, opaskami, zdjęciami, a nawet sznurowadłami

Przekonaliśmy się, że w Wielkiej Brytanii znakomicie poradzono sobie z przemocą na trybunach. Na angielskich arenach z coraz większą skutecznością walczą z rasizmem. Od pięciu lat, co jakiś czas, szefowie Premier League robią ukłon w stronę środowiska LGBT, walczącego o prawa mniejszości seksualnych. Kolor tęczy spotykany był w 13. kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Piłkarze i trenerzy mieli kolorowe sznurowadła, kapitanowie grali w tęczowych opaskach, chorągiewki też były multikolorowe. Nawet tablice wyników i tablice arbitrów technicznych miały element tęczy. Ciekawe, że firma TAG Heuer (która zajmuje się produkcją luksusowych zegarków) bez szemrania zgodziła się na ten zabieg.

Dużego wpływu na moc kampanii nie mogły mieć też portale społecznościowe. Na Facebooku, Twitterze i Instagramie wszystkie kluby Premier League dodawały zdjęcia swoich herbów z tęczą w tle. Najbardziej skonsternowani byli kibice Tottenhamu, którym zmieniono sam herb – z koloru granatowego na tęczowy. W Anglii pieniądze i skandale w zasadzie nigdy nie były tematem tabu, kampania wspierająca mniejszości seksualne potrwa do 3 grudnia. Jak poinformował „The Guardian” – według statystyk organizacji Stonewall (współpracującej z Premier League) w ciągu ostatnich pięciu lat aż 72 proc. ludzi na angielskich trybunach było świadkami różnego rodzaju homofobicznych tekstów.

– Ta kampania jest spięciem klamrą działań klubów, które chcą promować różnorodność na swoich obiektach, ale również ogólnie w sporcie. Poprzez dołączenie do akcji chcemy pokazać, że ludzie LGBT są ważną i integralną częścią naszej społeczności – powiedział szef Premier League Richard Scudamore. – Nie trzeba być homoseksualistą, aby być zwolennikiem tej kampanii. Mam nadzieję, że wiele znanych osób wesprze akcję i stwierdzi publicznie, że homofobia i obraźliwe komentarze są nie do zaakceptowania. Tęczowe sznurówki nie wystarczą – dodał Ryan Atkin, pierwszy profesjonalny sędzia, który otwarcie mówił o swojej odmiennej orientacji. Pierwszym piłkarzem, który dokonał coming outu był Justin Fashanu w 1990 r. Wcześniej stał się pierwszym czarnoskórym piłkarzem, za którego zapłacono milion funtów. Wtedy jeszcze ukrywał swoją orientację. Do miana legendy urosła scena z szatni Nottingham Forest, w której trener Brian Clough wściekał się na Fashanu: „Po co chodzisz do piekarni? Po chleb, prawda? A do rzeźnika? Oczywiście, że po mięso, mam rację? Dlatego wytłumacz mi, po jaką cholerę chodzisz do klubów dla ciot?!”.

Gdy grał już jako zdeklarowany gej, o jego wyczynach nie mówiło się wcale. Został zapomniany aż do 1998 r. Pewien amerykański siedemnastolatek oskarżył go wtedy o napaść seksualną. Zarzut został co prawda oddalony, jednak popadający w depresję Fashanu popełnił samobójstwo. Temat piłkarzy homoseksualistów wracał jak bumerang. Thomas Hitzlsperger był środkowym pomocnikiem, który zagrał 52 razy w reprezentacji Niemiec. Przez wiele lat gry w Premier League słynął z atomowego uderzenia. Prawdziwą bombę wypuścił dopiero w 2014 r. Po zakończeniu kariery. – Jestem gejem. Gdy zaczynałem karierę, byłem w związku z kobietą. Byliśmy ze sobą osiem lat. Po zerwaniu bardzo skoncentrowałem się na futbolu, a dopiero w ostatnich latach zdałem sobie sprawę, że chcę żyć z mężczyzną – powiedział w rozmowie z niemieckim „Die Zeit”. Ostatnio równie mocno zawrzało latem 2015 r. Wówczas dziennik „Daily Mirror” przekonywał, że dwóch piłkarzy Premier League wyzna światu swoją homoseksualną orientację. Pierwszym podejrzanym został Luke Shaw, boczny obrońca Manchesteru United. „To nie ja. Więc teraz wszyscy możecie się zamknąć” – zaśmiał się obrońca reprezentacji Anglii na swoim profilu na Twitterze. Wiele lat temu w kręgu „podejrzanych” był Sol Campbell, legendarny już obrońca Arsenalu.

Anglik nigdy nie potwierdził tych plotek. – Seksualna orientacja to nie kłopot, jesteśmy tutaj, by wykonywać swoją robotę. W cokolwiek byśmy nie wierzyli i czymkolwiek byśmy się nie zajmowali. Kiedy byłem jeszcze zawodnikiem, to było mi obojętne, z kim dzieliłem szatnię. Przede wszystkim to byli moi koledzy z zespołu. Gdybym dowiedział się, że któryś z nich jest gejem, wciąż podawałbym mu piłkę, wciąż traktował tak samo, wciąż wychodził z nim na miasto. Wszyscy jesteśmy ludźmi – mówił Thierry Henry. Sportowców, którzy „wyskoczyli z szafy”, tych, którzy przyznali się do swojej orientacji, jest już coraz więcej. Anglia, pewnie wzorem krajów ze Skandynawii, chce stać się otwarta na wszystkie środowiska. Dla harmonii, dla ratowania kultury osobistej, ale również dla pieniędzy. Gej również ma prawo grać i zarabiać czy kupić bilet na mecz.

 

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0