HomePOLSKA

Wyszło “Szydło” z worka… czyli kto tak naprawdę tworzy rząd

Wyszło “Szydło” z worka… czyli kto tak naprawdę tworzy rząd

Beata Szydło wróciła z urlopu. W tym czasie ministrów przyszłej premier ustalała drużyna PiS. Potwierdza się scenariusz, w którym z tylnego siedzenia rządzić będzie Jarosław Kaczyński
Urlop po ciężkiej pracy to normalna rzecz. Każdy zasługuje na spokój. Zwłaszcza wtedy, gdy na wysokich obrotach funkcjonuje praktycznie od roku. Tak było z Beatą Szydło, która szefowała zwycięskiej kampanii prezydenta Andrzeja Dudy, a później poprowadziła PiS do wygranej w wyborach parlamentarnych. No właśnie, czy rzeczywiście to ona była wodzem, na którego ją kreowano? Skoro tak, to czemu nie bierze udziału w „podziale łupów” zwycięskiej kampanii.

Tymi łupami są oczywiście ministerialne stanowiska. W momencie ustalania szefów poszczególnych resortów, przyszła premier zamiast mieć decydujący lub chociaż jeden z najważniejszych głosów…przebywała na urlopie. W siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej pojawiła się dopiero we wtorek, co wielu dziennikarzy okrzyknęło jako wydarzenie dnia! Jako wielki powrót Beaty Szydło!

Nikt nie wątpił, że to prezes Jarosław Kaczyński jest w PiS osobą najważniejszą. Wiadomo, że każda decyzja przechodzi przez niego. Ale nikt nie spodziewał się, że Beata Szydło w tak ważnym momencie zostanie odsunięta – bo tak odczytuje się jej tygodniowy urlop. Ktoś może powiedzieć, że sama zrobiła sobie wolne, że nikt jej nie odsunął. Bardzo prawdopodobne. Jednak w końcówce kampanii wyborczej prezes Szydło wyraźnie zaznaczyła, że w jej rządzie nie będzie Antoniego Macierewicza. Po wypowiedziach prominentnego polityka PiS w Chicago i spotach Platformy Obywatelskiej wymierzonych w Macierewicza, którego typowano na ministra obrony narodowej, Beata Szydło zorganizowała konferencję prasową, podczas której jasno powiedziała: moim kandydatem na szefa MON jest Jarosław Gowin. Teraz słyszymy, że Gowin może równie dobrze objąć resort nauki albo kultury, co przyznał na antenie Radia Kraków. Na czele MON ma za to stanąć właśnie Macierewicz. To byłby cios uderzający zarówno w samodzielność Szydło jak i w kompetencje Gowina.

Osłabianie pozycji Beaty Szydło zaczęło się tuż po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych. Portal wpolityce.pl podał informację, że premierem wcale nie musi zostać wiceprezes PiS, tylko prof. Piotr Gliński. Ktoś mógłby pomyśleć: jak to? Ogłaszamy podczas kampanii, że kandydatką na premiera jest Beata Szydło, a teraz po wygranych wyborach okazuje się, że jednak nie?! Plotkę szybko zdementowała rzeczniczka PiS, Elżbieta Witek. Nie powiedziała jednak że tematu zmiany kandydata na premiera nie było, tylko że komitet polityczny partii podjął decyzję, że tym kandydatem będzie Beata Szydło. Dziennikarze portalu wpolityce.pl mają dobre i sprawdzone źródła w PiS, więc skoro ktoś sprzedał im takiego newsa, to nie zrobił tego bez powodu.

– To nie będzie rząd autorski. To będzie rząd Prawa i Sprawiedliwości – podkreślał ostatnio przewodniczący klubu parlamentarnego PiS, Mariusz Błaszczak. Szef sztabu wyborczego Beaty Szydło, Stanisław Karczewski był nieco bardziej dyplomatyczny, mówiąc że rząd tworzą zarówno Beata Szydło jak i PiS, ale to Szydło będzie nim kierować. – Współczuję Beacie Szydło. Mną nikt z tylnego siedzenia nie kierował – skomentowała premier Ewa Kopacz. O ile wcześniej słowa przewodniczącej PO można było bardzo łatwo odeprzeć, o tyle teraz są one coraz bliższe rzeczywistości.

Zwłaszcza, że to wcale nie nowy zabieg. W 1997 roku, gdy rząd współtworzyły AWS z Unią Wolności premierem nie został szef Solidarności Marian Krzaklewski, tylko prof. Jerzy Buzek, którego Krzaklewski wskazał. Do dziś mówi się, że Krzaklewski rządził wówczas z drugiego siedzenia. O całkowitej niezależności nie możemy mówić też w przypadku premier Ewy Kopacz. Namaszczona przez Donalda Tuska nie podjęła żadnej niewygodnej dla przewodniczącego Rady Europejskiej decyzji, co zarzucano jej zwłaszcza przy okazji unijnego podziału kwot uchodźców. Beata Szydło też ma być zależna od Jarosława Kaczyńskiego. Zresztą wielu czołowych polityków PiS w trakcie kampanii podkreślało jej całkowitą lojalność wobec prezesa.

Pod siedzibą PiS we wtorek miał miejsce wymowny obrazek. Jarosław Kaczyński przyjechał na ul. Nowogrodzką i niczym gwiazda piłki nożnej przemknął obok dziennikarzy z telefonem przy uchu, udając że rozmawia. Przecież jeszcze kilka dni temu, po wygranych wyborach nie stronił od mediów. Wręcz przeciwnie – triumfował! To wycofanie się i unikanie odpowiedzi jest aż nadto czytelne. Pytanie padło tylko jedno. – Kto ma ostateczny głos?! – pozostało jednak bez odpowiedzi. Może dlatego, że jest retoryczne. Oczywiście, że prezes!

COMMENTS