HomeCiekawostki

Wybory prezydenckie 2020: Szymon Hołownia naprawdę może kandydować?

Wybory prezydenckie 2020: Szymon Hołownia naprawdę może kandydować?

 

Kiedy przed tygodniem „Polityka Insight” podała, że znany publicysta katolicki i prezenter TVN Szymon Hołownia zastanawia się nad startem w wyborach prezydenckich, komentatorzy polityczni od lewa do prawa przyjęli tę wiadomość głośnym rechotem. Takiego kandydata w wyborach prezydenckich jeszcze w Polsce nie było. Ale wcale nie znaczy to, że to pomysł ze sfery zupełnego politycznego absurdu.

Dziwiono się, że news nie został opublikowany 1 kwietnia, przypominano historię sprzed lat, z sondażem prezydenckim, w którym pojawiło się (z niezłymi notowaniami) nazwisko Tomasza Lisa, byli i tacy, którzy znacząco pukali się w głowę. Bogusław Chrabota, naczelny „Rzeczpospolitej”, żartował zaś w rozmowie z Wirtualnymi Mediami, że „Lepszy byłby nawet Mariusz „Pudzian” Pudzianowski”. Tymczasem coraz więcej wskazuje zarówno na to, że Hołownia naprawdę może wystartować, jak i na to, że ten pomysł wcale nie jest aż tak bardzo oderwany od politycznych realiów, jak mogło się w pierwszej chwili zdawać.

 

Według Polityki Insight prace nad przygotowaniem kampanii Hołowni miały być już mocno zaawansowane. Działać miały dwa sztaby odpowiedzialne za kampanię – programowy i strategiczny, tworzona też już miała być ogólnopolska sieć wolontariuszy. Tych informacji nie udało nam się potwierdzić. Wiemy za to, że zamawiane były w jednym ze znanych ośrodków socjometrycznych badania – i te mające sprawdzić samą rozpoznawalność kandydata i te badające jego potencjalne szanse w polityce. Pierwsze miały wyjść dla Hołowni świetnie, drugie zaś co najmniej obiecująco. Dokładnych wyników nie znamy. Od momentu publikacji Polityki Insight przez mniej więcej tydzień Szymon Hołownia, jeśli chodzi o temat jego ewentualnego startu w wyborach, konsekwentnie milczał – to samo tyczy się jego przyjaciół. Nie ma potwierdzenia, nie ma zaprzeczenia. Co jednak znamienne, choć praktycznie wszystkie media podchwyciły newsa Polityki Insight, żaden materiał dotyczący ewentualnych zamiarach Hołowni nie ukazał się w serwisie TVN24.pl, należącym do macierzystej stacji dziennikarza. Hołownia nadal nie zadeklarował, czy rzeczywiście zamierza wystartować w wyborach prezydenckich.

 

Nie znaczy to jednak, że Hołownia zniknął, by przeczekać medialną burzę. Od momentu publikacji przez „Politykę Insight” materiału o jego możliwych zamiarach już kilka razy postował na Facebooku. Najpierw o kryzysie klimatycznym, lecz nie bez odniesień do polskiej polityki: „Na spotkaniach mówię ludziom: nie ma znaczenia, czy jesteś lewakiem, czy prawakiem, gejem czy heterykiem, wyborcą Jarosława czy fanem Grzegorza: bez powietrza dusimy się dokładnie tak samo. Bez wody – tak samo konamy z pragnienia. Kwestia środowiska – ekumeniczna do bólu – powinna być dziś absolutnym priorytetem dla wszystkich, nie powinna schodzić z ust i biurek naszych liderów dzień w dzień, bo to – a nie ciągnące się tygodniami spory o stołek marszałka, albo partyjne przekładańce w PO czy PiS-ie – jest nasze życie. Dużo bardziej chcę świata z wodą i powietrzem niż świata z Platformą czy PiS-em”.

 

W kolejnym poście Hołownia pisał o potrzebie odnowy więzi społecznych, zatrzymania procesów polaryzacji politycznej: „Paręnaście miesięcy temu, na jedynej demonstracji, na jakiej byłem w życiu, mówiłem ze sceny o tym, że Polsce nie potrzeba dziś kolejnych mesjaszy, a producentów kleju. Dzięki którym znów poczujemy, ile spokoju, nawet w trudnych czasach, daje płynąca z dobrej więzi siła. Potrzebujemy nie kolejnych szuflad, a ludzi, którzy będą nam pokazywali, że nie zgodność poglądów jest naszym celem, a szacunek. I że, sparafrazuję kardynała Dolana, „nie ma w Polsce takich problemów, których nie dałoby się rozwiązać przy pomocy pizzy zjedzonej razem na patio” . W końcu, w ostatnią środę, Hołownia wystąpił w wp.pl. Owszem, nie potwierdził – ale i nie zaprzeczył, co po tygodniu medialnego wrzenia na jego temat było już bardzo wymowne.

 

– Jestem szczerze zaskoczony i zbudowany tym, jak życzliwie to zostało przyjęte. Zobaczymy. – do tych słów można sprowadzić to, co powiedział w kwestii ewentualnego startu w wyborach prezydenckich. Gdy nazwisko Szymon Hołownia pada w kontekście ewentualnego startu w wyborach prezydenckich, nasuwa się kilka skojarzeń z kandydatami niezwiązanymi z żadną z mainstreamowych partii, odnoszącymi spektakularne sukcesy w wyborach prezydenckich w kilku krajach Europy. Jest więc francuski przykład Emmanuela Macrona wraz z krajowymi marzeniami liberalno-centrowych mediów o „polskim Marconie”. Jest ukraiński przykład Wołodymyra Zelenskiego. Na Litwie z kolei (trochę w roli „litewskiego Macrona”) wygrał wybory prezydenckie bankowiec Gitanas Nauseda. Każdy z nich szedł do wyborów z innymi hasłami i w inny sposób. Zelenskiego, aktora komediowego, z bankowcem Macronem nie łączy prawie nic. Ale przecież nie byłoby niczym sprzecznym z duchem czasów, gdyby obok nich miał stanąć znany prezenter (i nieco mniej znany – o tych niuansach za moment – publicysta w jednej osobie) z Polski. Rzecz jasna Hołownia nie jest osobą, którą dałoby się sprowadzić do hasła „znany prezenter”. Kolejna etykietka to „publicysta katolicki”. Owszem też pasuje, Hołownia był nawet dwukrotnie nowicjuszem w zakonie dominikanów. Zaczynał w dziale kultury „Gazety Wyborczej”.

 

Od 2001 do 2012 roku (z dwuletnią przerwą m.in. na pracę w tygodniku „Ozon”) był związany z „Newsweekiem”. Później był felietonistą „Wprost, a od 2015 roku „Tygodnika Powszechnego”. Dwukrotnie zdobywał nagrodę Grand Press. Pierwszą w 2006 w kategorii „wywiad” za rozmowę z teologiem ks. prof. Jerzym Szymikiem pt. „Niebo dla gołębi”. Drugą rok później, w kategorii „Dziennikarstwo specjalistyczne” za wywiad z etykiem i filozofem dr. Kazimierzem Szałatą pt. Pamięta Pan Hioba?” W 2011 otrzymał prestiżową nagrodę telewizyjną „Wiktor publiczności” . W tej dziennikarskiej roli był i jest ceniony i szanowany przez redaktorów naczelnych, dziennikarzy i publicystów od lewa do prawa. Założył też dwie fundacje charytatywne – Kasisi i Dobrą Fabrykę. Pierwsza zajmuje się wspieraniem sierocińca w Zambii, druga prowadzi szerszą działalność charytatywną w Afryce. Absolutnie kluczowa dla rozpoznawalności Hołowni jest jednak zupełnie inna rola – ta, którą pełni w TVN. Od 12 lat Hołownia współprowadzi kolejne edycje programu „Mam talent”. Te pierwsze biły rekordy oglądalności – te ostatnie nadal interesują i niemałą liczbę widzów, i plotkarskie portale i tabloidy.

 

To wszystko daje Hołowni rozpoznawalność wielokrotnie większą niż ta, którą mogłyby mu dać same felietony i książki. To zaś znaczy – w kontekście ewentualnej kariery politycznej – naprawdę wiele. O ile dla czytelników inteligenckiej prasy Hołownia to postępowy katolik, który wielokrotnie „stawiał się biskupom” i konsekwentnie opowiada się za wizją Kościoła otwartego w duchu, powiedzmy, tej prezentowanej przez papieża Franciszka, o tyle dla szerokich mas to ktoś zupełnie inny. To „ten najmilszy gość” z „Mam talent”, ten, który rozmawia z kolejnymi kandydatami do programu, dodaje im otuchy, a potem pomaga im się oswoić czy to z wizją nadchodzącej sławy, czy to ze sromotną porażką. To bardzo pozytywny pakiet skojarzeń, który może być bardzo pomocny w ewentualnych staraniach o prezydenturę. Sam w sobie stawiałby Hołownię w jednym rzędzie z pogodynkami – jednak wsparty jego działalnością publicystyczną i autorską robi z niego znacznie poważniejszego gracza. Jeden z głównych zarzutów pod adresem Hołowni i jego ewentualnego kandydowania dotyczy jego całkowitego braku doświadczenia politycznego.

 

Oczywiście to prawda – Hołownia nigdy nie był członkiem partii, nigdy nie startował w żadnych wyborach, nawet na radnego. Ale jest coś, co każe do tezy o całkowitym braku doświadczenia podchodzić ze sporą ostrożnością. Otóż w ciągu prawie dwóch dekad Hołownia wydał 19 książek o tematyce w zdecydowanej większości związanej z religią – ale również różnymi aspektami ludzkiego życia. W realiach polskiego rynku wydawniczego od kilkunastu lat jego codziennością są zatem spotkania autorskie z czytelnikami w najróżniejszych zakątkach Polski. W swej publicystyce Hołownia porusza tematy, które skłaniają uczestników tych spotkań i do osobistych wyznań i do czasem bardzo ostrej dyskusji. To z kolei sprawia, że przebieg tych spotkań często przypomina raczej otwartą debatę społeczno-polityczną niż klasyczne spotkanie autorskie, na którym autor, dajmy na to powieści kryminalnej, opowiada o swych inspiracjach, researchu czy metodach konstruowania bohaterów. Czytelnicy książek Hołowni rozmawiają z nim o swoich doświadczeniach, konfrontują ze sobą nawzajem swe światopoglądy, często żywo się spierając. Owszem więc, jeśli chodzi np. o negocjacje kształtu list wyborczych, czy grę o stanowiska w sejmowych komisjach, to doświadczenie Hołowni jest zerowe.

 

Natomiast jeśli chodzi o prowadzenie kampanii wyborczej, jest już kompletnie inaczej. Spotkania z wyborcami, rozmowy o Polsce, obrona propozycji programowych – to wszystko może być dla Hołowni jego środowiskiem naturalnym. To bardzo, bardzo dużo. Dlaczego? Cofnijmy się o rok – do momentu, w którym stawało się jasne, że Robert Biedroń naprawdę myśli o założeniu nowej partii. Co było wtedy jego najmocniejszym atutem? Oczywiście długie serie spotkań z wyborcami w różnych regionach Polski – od wielkich miast, po średnie miasteczka. Biedroń nieźle na nich wypadał, wchodził w naturalny kontakt z uczestnikami – ostatecznie dało mu to dwucyfrowy wynik w sondażach w dniu inauguracji partii. To, co później stało się z notowaniami i wynikami wyborczymi Wiosny to zupełnie inna historia. Ważne jest to, że Biedroń startując z serią przedkampanijnych spotkań jesienią, w lutym był w stanie legitymować się sondażami z kilkunastoprocentowym poparciem. Ewentualne powtórzenie tego tempa przez Hołownię mogłoby bardzo mocno wpłynąć na kształt wyborów prezydenckich w 2020 roku. K

 

to może pomóc Hołowni w staraniach o prezydenturę – lub chociaż w nich nie przeszkadzać? Zacznijmy od tej drugiej kategorii. Bardzo ciekawa jest postawa jego macierzystej stacji. Kiedy w 2004 roku nazwisko Tomasza Lisa zaczęło się pojawiać w sondażach prezydenckich, a on sam zdawał się nie wykluczać startu, spowodowało to bardzo ostrą reakcję TVN. W efekcie Lis musiał pożegnać się z „Faktami”, którym szefował. W wypadku Hołowni zaś TVN zachowuje, powiedzmy, życzliwe myślenie. To zaś jedna z największych stacji telewizyjnych w kraju. Nieoficjalnie słyszymy, że Hołownia może też liczyć na wsparcie rodziny Kulczyków. Wcześniej jego drogi z Dominiką Kulczyk przecinały się między innymi w TVN, gdzie od 5 lat emitowany jest jej serial dokumentalny „Efekt Domina” – ale także przy okazji działalności charytatywnej, w którą Hołownia bardzo aktywnie się angażuje. Ostatni taki przypadek jest bardzo niedawny.

 

Przed ponad miesiącem Szymon Hołownia zorganizował publiczną zbiórkę – na bardzo cenny społecznie cel. Chodziło o Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, prowadząca Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Fundacja nie dostała dotacji od Ministerstwa Edukacji Narodowej na następny rok funkcjonowania – co oznaczało dla niej katastrofę i najprawdopodobniej koniec telefonu zaufania. – Każdego dnia dzwoni do telefonu średnio 18 młodych osób, które informują nas o zamiarze popełnienia samobójstwa. Podejmujemy interwencje w takich sytuacjach, ponad 300 interwencji rocznie to interwencje kryzysowe podejmowane przez fundację we współpracy z komendą policji – mówiła dr Monika Sajkowska, prezes pozbawionej przez MEN finansowania fundacji. W ogłoszonej przez Szymona Hołownię zbiórce na dalsze funkcjonowanie Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży udało się w ciągu dwóch dni zebrać 360 tysięcy złotych. Dużo – ale wciąż za mało.

 

Wtedy do akcji wkroczyła Dominika Kulczyk i prowadzona przez nią Kulczyk Foundation, która wpłaciła ponad półtora miliona złotych. *** W tej chwili stuprocentowo pewna wydaje się być tylko jedna kandydatura w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, Andrzej Duda z pewnością będzie walczył o drugą kadencję jako kandydat PiS. Po stronie opozycyjnej trwają targi i przymiarki, przedłuża się coraz bardziej nudnawy casting. Dopóki tak wygląda sytuacja, dopóty trzeba by było być bardzo pewnym siebie, by skreślać potencjalnego kandydata Hołownię, przynajmniej dopóki on sam nie odsłoni swych planów. Dopóki opozycja nawet nie przedstawiła swych kandydatów, dopóty nie warto ad hoc skreślać możliwego kandydowania Hołowni

 

COMMENTS