Wrocław: Marszałek pyta dyrektora szpitala o dantejskie sceny na SOR-ze

Wrocław: Marszałek pyta dyrektora szpitala o dantejskie sceny na SOR-ze

Marszałek Dolnego Śląska Cezary Przybylski zażądał od dyrektora szpitala przy ul. Kamieńskiego prof. Wojciecha Witkiewicza wyjaśnień dotyczących ujawnionych wczoraj przez portal GazetaWroclawska.pl wydarzeń na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym szpitala. Sprawą zainteresował się także dolnośląski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia, który również będzie oczekiwał wyjaśnień. A szpital wciąż milczy i do tej pory nie skomentował skandalicznego zachowania swoich pracowników.

Przypomnijmy. Nasza Czytelniczka, która ze swoim ojcem czekała na przyjęcie przez lekarzy z SOR, opowiedziała nam o znieczulicy pracowników szpitala i ratowników z pogotowia. Karetki tego dnia czekały na przyjęcie swoich pacjentów po kilka godzin. Te załogi, które nie zdążyły przekazać pacjentów do godziny 19, czyli końca swojej zmiany, po prostu przełożyły ich na wózki i odjechały.

 

– Pani ze złamaną noga, która z godziny na godziny puchnie, zostaje przeniesiona na wózek, noga wisi w powietrzu na szynie, bo wózek nie ma szyny przytrzymującej nogę w pozycji poziomej. Ratownicy i karetki opuszczają podjazd bez przekazania pacjentów na SOR – opowiada nasza Czytelniczka. Najgorsze wydarzyło się jednak wieczorem, około godziny 21. Po pomoc zgłosił się młody mężczyzna, który czuł się bardzo źle i wymiotował. Miał wrócić z Turcji. Człowiek nie był w stanie stać przy okienku i po prostu położył się na podłodze. – Pan z okienka mówi do niego: proszę podjeść z dowodem osobistym.

 

Po reakcji ludzi z poczekalni podchodzi do młodego człowieka, po ów dowód, wypełnia papierki i dodaje: proszę podejść podpisać dokumenty. Facet nie ma siły wstać, po kolejnej naszej reakcji podchodzi do niego z dokumentami i… czeka – relacjonuje kobieta. Jednak na spisaniu danych pomoc dla młodego człowieka się kończy. Godzinę później czuje się on już naprawdę źle, zaczyna się dusić i wymiotować. Prosi o pomoc, ale od mijających go ratowników słyszy “to nie mój pacjent”, albo “ja nie pracuję na SOR-ze”. W końcu podchodzi do niego jeden z ratowników medycznych. Dyrekcja szpitala konsekwentnie milczy, nikt do tej pory nie skomentował zachowania pracowników.

 

Michał Nowakowski, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego (to samorząd Dolnego Śląska jest właścicicielem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu) potwierdził dziś, że po naszym tekście urzędnicy zwrócili się do dyrekcji placówki o wyjaśnienie sytuacji. Podobne pismo wysłał do szpitala Narodowy Fundusz Zdrowia.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0