Wisła Kraków: Milionów od Vanny Ly nie ma, ale jest… kabaret

Wisła Kraków: Milionów od Vanny Ly nie ma, ale jest… kabaret

W Wiśle szukają awaryjnego wyjścia dla piłkarskiej spółki, ale wyplątanie się z kuriozalnej transakcji może być kłopotliwe. A stare problemy przygniatają coraz bardziej.

Wisła Kraków SA nadal nie doczekała się przelewu 12,2 mln zł od jednego z jej nowych właścicieli Vanny Ly ani potwierdzenia, że pieniądze są transferowane. Warunki umowy były takie, że bez tej wpłaty piłkarska spółka wróci do TS Wisła. Skomplikowana sytuacja spowodowała jednak, że decyzja w tej sprawie nie została podjęta automatycznie. Krakowski klub zaplanował konferencję prasową na 4 stycznia i do tego czasu powinno się już wszystko wyjaśnić, choć nie wykluczone, że decyzję podjęte zostaną już dziś.

 

W Sylwestra TS Wisła wydała komunikat, w którym przyznało: „Uznano, że na chwilę publikacji komunikatu warunki umowy nie zostały spełnione”. W klubie zdają sobie sprawę, że na wpłatę 12,2 mln zł nie ma co liczyć, ale teoretycznie rozważają jeszcze taką możliwość, że pieniądze przelewane z Luksemburga gdzieś utknęły, np. z powodu kontroli skarbowych. Staje się to tym bardziej wątpliwe, gdy spojrzy się w rejestry spółki. Okazuje się bowiem, że nie dysponuje ona żadnym poważnym majątkiem. To samo dotyczy Noble Capital Partners, którą w rozmowach z Wisłą reprezentował Mats Hartling, ale według dokumentów dostępnych w internecie Szwed nie jest już z nią formalnie związany od ponad roku. Pieniądze na spłatę długów Wisły nowi właściciele klubu zamierzali pożyczyć.

W Krakowie zakładają więc, że skoro Vanna Ly nie przelał zgodnie z zapowiedziami 28 grudnia zaległych wypłat dla piłkarzy, nie potwierdził do 29 grudnia wpłaty 12,2 mln zł i do dzisiaj nic się nie zmieniło, to trzeba będzie szukać innych scenariuszy na ratowanie piłkarskiej spółki. Jeżeli z powrotem ma ona wrócić do TS Wisła, to podstawą będzie odnalezienie akcji klubu. Jeżeli ma je Vanna Ly, to będzie kłopot. Z Francuzem kambodżańskiego pochodzenia TS Wisła nie ma kontaktu. A Wisła SA wydała w niedzielę komunikat, że Vanna Ly poważnie zachorował w piątek 28 grudnia podczas lotu przez Atlantyk i dlatego nikt nie był w stanie się z nim skontaktować. Kolejna sprawa to wybór nowych władz Wisły SA. Jest pytanie, kto zdecyduje się wziąć odpowiedzialność za klub pogrążony w takim chaosie.

Jeżeli transakcja z Vanną Ly i Szwedem Matsem Hartlingiem zakończy się fiaskiem, to w Wiśle wciąż wierzą, że może jeszcze uda się znaleźć inwestora spośród lokalnych przedsiębiorców. Każdy dzień bez rozstrzygnięć wiąże się z ryzykiem, że piłkarze będą rozwiązywać umowy z winy klubu. Mógł to zrobić Zoran Arsenić. Chorwat postanowił jednak jeszcze poczekać do końca roku. Trzeba mu zapłacić 320 tys. zł. Stowarzyszenie Wisła Socios zdeklarowało się przekazać 69 tys. z tej kwoty. Kolejne 100 tys. miałaby dopłacić osoba prywatna, a pozostałe brakujące fundusze lokalni inwestorzy. Pieniądze mogą jednak pożyczyć, jak piłkarska spółka wróci do TS i będzie w niej nowy zarząd. Arsenić może jednak odejść do innego klubu, a Wisła i tak będzie musiała mu zapłacić do końca kontraktu. Podobnie niedługo może być z innymi piłkarzami. To tylko zwiększyłoby zadłużenie „Białej Gwiazdy”. A spłacenie Arsenicia i jego wytransferowanie dawałoby szansę na pozyskanie pieniędzy na uregulowanie zaległości wobec innych piłkarzy.

A tak, nawet jeśli zespół dokończyłby ten sezon ekstraklasy wystawiając juniorów, to bez zastrzyku dużej gotówki nie ma co liczyć na dostanie licencji. W znalezieniu nowych inwestorów i dużym zaangażowaniu kibiców (np. poprzez zbiórki pieniędzy czy sprzedaż karnetów) pomogłoby wyjaśnienie wielu wątpliwości związanych z wpływami na klub grup pseudokibiców oraz rozliczenie działalności piłkarskiej spółki pod rządami poprzedniej prezes Marzeny Sarapaty. Z umowy z Vanną Ly i Matsem Hartlingiem wytłumaczyć muszą się też pozostali członkowie TS Wisła.

Piotr Tymczak (AIP)



COMMENTS

WORDPRESS: 0