Warto przeczytać – tak bawiła się brytyjska elita !

Warto przeczytać – tak bawiła się brytyjska elita !

Elitarne uczelnie na Wyspach i zamknięte kluby były miejscem imprez, na których królowały alkohol, seks i narkotyki. Brał w nich udział m.in. młody David Cameron. Brytyjczycy poznali jego drugie oblicze.

Mówiąc słowami jednego z organizatorów, zaproszenia rozsyłano tylko do „najbardziej ekscytujących mężczyzn jakich można znaleźć i najładniejszych kobiet”. Drugi ostrzegał, że wszystkich przyłapanych na nudnej gadaninie natychmiast usuwa się z listy gości.
Jesteśmy w 1983 r. na letnim balu stowarzyszenia Piers Gaveston, który odbywa się w śródmieściu Londynu w hotelu Park Lane. To znakomita okazja do zademonstrowania najdziwaczniejszych strojów i upicia się na umór. Kogo znajdujemy wśród uczestników? Jest młodziutki Hugh Grant ubrany w obcisłą tunikę z cętkowanym wzorem jakby żywcem wziętym ze skóry lamparta i wieńcu laurowym na głowie. Obok Nigella Lawson paradująca w wyszukanym nakryciu głowy przypominającym nietoperza. Jeden z gości ma na sobie mundur wojskowy ze swastyką na ramieniu. – Inny – milionerka i projektantka torebek Lulu Rivett-Carnac, opisuje to, co ma głowie jako – stroik pokryty winogronami i innymi owocami. Dodaje: – Oczywiście mam na sobie tak mało jak to tylko możliwe. Dziś dowiadujemy się, że pięć lat po tej wystawnej imprezie, w jednym z kolejnych balów słynnego stowarzyszenia, brał udział młody David Cameron. Piers Gaveston założono w 1977 r. Nazwę zapożyczono od nazwiska jednego z kochanków króla Edwarda II. Stowarzyszenie organizowało letnie bachanalia, podczas których transwestyci i równie skąpo co egzotycznie ubrane panie mieli odurzać się ogromnymi ilościami narkotyków i alkoholu. Prawdziwy wstrząs na Wyspach może nastąpić dopiero po ukazaniu się nieautoryzowanej biografii Davida Camerona Jednak w Piers Gaveston, inaczej niż w przypadku starszych powstałych w Oksfordzie tajnych stowarzyszeń służących raczeniu się alkoholem jak Bullingdon Club, nie obowiązywały wyszukane rytuały, drogie ubrania, czy procedury przyjmowania na członka. Do Bullingdon Club należeli między innymi dzisiejszy brytyjski premier Boris Johnson czy George Osborne. Hedonistycznie nastawione Piers Gaveston było mniej liczne. Liczyło raptem tuzin członków – samych mężczyzn. Istniało właściwie po to, by organizować letnie bale, na których obowiązywały najdziwaczniejsze i najbardziej ekscentryczne stroje. Bilety w cenie 50 funtów sprzedawano przyjaciołom i przyjaciołom przyjaciół.
W 1983 r. – dwa lata przed pojawieniem się tam Davida Camerona – jeden z niewymienionych z nazwiska założycieli stowarzyszenia opisywał jego cele w wywiadzie dla „Evening Standard”: „Polegał on dosłownie na zapraszaniu najprzystojniejszych facetów i najładniejszych kobiet. Nawet jeśli sami ich nie znaliśmy. Nikt nie miał prawa wracać do domu sam i trzeźwy”. Członkowie stowarzyszenia pozowali na panów i ich służących, przyjmując takie pseudonimy jak „Pan Rozpusty” czy „Homoseksualny Kochanek”. Każde przyjęcie miało ustalony temat przewodni. Na przykład inspirowany obrazem Hieronima Boscha „Ogród ziemskich rozkoszy”. Wśród gości balów stowarzyszenia znajdowali się między innymi Tom Parker Bowles, naczelny „Mail on Sunday” Geordie Creig czy finansista Nat Rothschild. Imprezy Piers Gaveston słynęły z ostrej muzyki, powszechnego brania narkotyków i otwartego seksu. Jednak jego byli członkowie, uczestnicy imprez i ówcześni rówieśnicy Camerona z Uniwersytetu w Oksfordzie, twierdzą, że w latach 80. imprezy przybrały bardziej stonowany charakter.
„Nadworny” fotograf różnych stowarzyszeń Dafydd Jones brał udział w wielu balach oksfordzkich i imprezach klubów tworzonych z myślą o piciu – przypomina sobie imprezy, gdzie pito na umór, ale twierdzi, że nigdy nie widział na nich narkotyków. – Bullingdon Club bardziej niż Piers Gaveston hołdował postawie macho i „Hurra, mości panowie”. To drugie bardziej lubiło zwykłe transwestyckie przebieranki – mówi Jones. To była fajniejsza ekipa. Zupełnie inni ludzie niż w Bullingdon. Naczelny opiniotwórczego brytyjskiego dwutygodnika satyrycznego „Private Eye” Ian Hislop również wspomina, że bale stowarzyszenia dostarczały mnóstwo ubawu, ale w gruncie rzeczy to były „łagodne” w swojej wymowie imprezy. – Uczestniczyłem w dwóch przyjęciach. Świetna zabawa. Sądzę, że członkowie byli ludźmi bardzo zamożnymi, stąd mnóstwo przepychu – mówi Hislop. Pisarka i dziennikarka Rachel Johnson studiowała na Oksfordzie rok wyżej niż Cameron. Wspomina, że razem ze swoim partnerem Sebastianem Shakespeare’em uczestniczyła w „okropnie nieseksownym” balu Piers Gaveston. – Przyjechaliśmy i zobaczyliśmy rozkrzyczanych facetów z wyższych sfer poprzebieranych za kobiety. Chłopcy mieli makijaże. Nie przepadam za takimi rzeczami, więc szybko wyszłam. Wyglądało to jak bal szkoły publicznej – wspomina Johnson. W publikowanej w odcinkach książce byłego wiceszefa Partii Konserwatywnej lorda Michaela Ashcrofta i Isabel Oakeshott „Call Me Dave: The Unauthorised Biography of David Cameron” (Mów mi Dave. Nieautoryzowana biografia Davida Camerona) czytamy, że dzisiejszy premier brał kiedyś udział w „dziwacznej ceremonii inicjacyjnej podczas balu Piers Gaveston”, gdzie miał wkładać „intymną część ciała” do łba martwej świni. Książka ukaże się w przyszłym miesiącu.
Jednak już jeden z założycieli stowarzyszenia Valentine Guinness powiedział w wywiadzie dla tygodnika „The Spectator”, że autorzy opowiadają „śmieszne rzeczy”. – Na ile znam Davida Camerona, nigdy nie był on członkiem Piers Gaveston. Dlatego nie musiał też uczestniczyć w żadnej ceremonii inicjacyjnej. Mógł uczestniczyć w innych przyjęciach, ale historia z łbem świni to czysto złośliwa plotka – mówi Guinness. Świńskie łby bardziej wiąże się z działalnością innego tajnego oksfordzkiego klubu pijących o nazwie The Assassins. Jednak dwóch uczestników oddzielnych bali Piers Gaveston w początkach lat 90. i późniejszego z początku naszego wieku twierdzą, że takie łby widzieli. Znany aktor Rick Warden mówi, że razem z przyjacielem we wczesnych latach 90. brał udział w zorganizowanym przez stowarzyszenie balu na otwartym powietrzu w okolicach Oksfordu. Dodaje, że sam był pijany, ale uważa, że widział świńskie łby powieszone na ścianach namiotu. Inny gość późniejszego przyjęciu widział łeb świni wbity na pal w jednym z namiotów.
Hrabia Gottfried von Bismarck był członkiem Piers Gaveston w latach 80. Również i on miał lubować się w wystawianiu takich łbów. Po przyjeździe na studia w Oksfordzie wydał kolację, podczas której na dwóch końcach długiego stołu umieszczono dwa łby nieszczęsnych zwierząt. Bez względu na wartość rewelacji dotyczących Camerona, stowarzyszenie lubiło szokować. Krążą opowieści o galaretkach owocowych przybranych amfetaminą, czy setkach ludzi przebranych w stroje do praktyk sadomasochistycznych. Organizatorzy dokładają wszelkich starań, by zapewnić swoim gościom poczucie prywatności. Osoby zaproszone informuje się tylko o przewodnim temacie dorocznej imprezy, wyznaczonym im pseudonimie o seksualnych konotacjach oraz dacie i miejscu, gdzie mają wsiąść do pociągu. – Wsiadasz do wagonu, a później jedziesz autem około godziny. Przyjęcie odbywa się w prywatnej posiadłości na otwartym powietrzu – mówi jeden z pragnących zachować anonimowość gości. Przy wejściu uczestnikom odbiera się telefony komórkowe i aparaty fotograficzne. Dostają je z powrotem dopiero około piątej rano, gdy wracają pociągiem do Oksfordu. W czasie zabawy DJ ma do dyspozycji gigantyczny zestaw nagłośnieniowy – puszcza elektroniczną muzykę dance. Uczestników zachęca się do zakładania cudacznych, ale też drogich strojów. Jedna z kobiet wspomina na przykład, ze miała na sobie tylko futro i małe kitki na sutkach.
– Ludzie wiedzą, że będzie sporo narkotyków. To hedonistyczna zabawa. Któregoś roku narkotyki – głównie koka i ecstasy – leżały wprost na stole. Ustawiała się do nich kolejka. Niedaleko czekała karetka- wspomina jeden z uczestników. Często wydziela się namioty dla pragnących uczestniczyć w orgiach, ale niewielu gości pamięta, by używano ich często. – Warto pamiętać, że po ekstazy masz trudności z erekcją. Pamiętam parę, która kochała się na zboczu pobliskiego wzgórza. Byli daleko, ale na oczach nas wszystkich – dodaje ten sam anonimowy uczestnik. Tłumaczenie: Zbigniew Mach



COMMENTS

WORDPRESS: 0