W szpitalu usłyszała, że poroniła. Dziś Tymon ma już… 14 miesięcy

W szpitalu usłyszała, że poroniła. Dziś Tymon ma już… 14 miesięcy

W 2017 roku Ewa Skórka z Siewierza zgłosiła się do szpitala w Myszkowie. Była w ciąży, tymczasem doszło do plamienia z dróg rodnych. Skarżyła się także na bóle podbrzusza. Po kilku dniach w szpitalu, usłyszała, że straciła dziecko. Zaproponowano jej zabieg łyżeczkowania, czyli czyszczenia jamy macicy. Kobieta była w szoku.

 

Stwierdziła jednak, że na własne życzenie wypisze się z myszkowskiego szpitala i potwierdzi diagnozę u innego specjalisty. Trafiła do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach, gdzie… urodziła zdrowe dziecko. Dzisiaj Tymon ma już 14 miesięcy. Jest pełnym energii chłopcem, a jego mama zdecydowała się opowiedzieć o horrorze, jaki przeżyła. – Ubolewam nad tym, że doszło do takiej sytuacji – mówi nam dyrektor szpitala w Myszkowie.

Gdy Ewa Skórka trafiła do myszkowskiego szpitala, była w 6. tygodniu ciąży. Pojawiły się plamienia z dróg rodnych i bóle podbrzusza. Mieszkanka Siewierza była hospitalizowana od 13 do 18 września 2017 roku. Ostatniego dnia przeżyła szok. Z dokumentacji medycznej wynika, że podczas badania USG „nie uwidoczniono struktur zarodka”. Kobiecie zaproponowano zabieg wyłyżeczkowania (wyczyszczenia) jamy macicy.

– Lekarz odwrócił się i spojrzał w monitor. Powiedział: o, tam nic nie ma. Od razu powiedział, że konieczny jest zabieg i podsunięto mi papiery. Odpowiedziałam jednak, że nic nie podpiszę. Byłam w takim szoku, że prawie zemdlałam. Złapała mnie jednak pielęgniarka – wspomina Ewa Skórka. – Bulwersuje to, w jaki sposób dowiedziałam się, o tym, że straciłam dziecko. Lekarz powiedział to takim tonem, jakby chciał zapytać mnie czy wolę kawę czy herbatę – podkreśla kobieta. Ewa Skórka od razu zdecydowała, że na własne żądanie wypisze się z myszkowskiego szpitala. Razem z mężem pojechali do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego im. prof. K. Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Wykonano tam dwa badania USG, na dwóch różnych sprzętach.

 

 

– Dzięki lekarzom z Katowic, Tymon żyje. Tam dokładnie sprawdzono co dzieje się z moim dzieckiem – podkreśla jego mama. Pełnomocniczka kobiety zwróciła się do Szpitala Powiatowego w Myszkowie z wnioskiem o zadośćuczynienie (20 tysięcy złotych). – Sprawa bardzo mocno wpłynęła na psychikę kobiety i dopiero po prawie 2 latach zdecydowała się o tym mówić. Ten temat trzeba nagłośnić z tego względu, że inne kobiety muszą wiedzieć, że jedna diagnoza nie oznacza przerwania ciąży. Zawsze warto poznać opinię innego specjalisty – podkreśla mecenas Małgorzata Łukasik.

– Pieniądze nie są dla nas w tej chwili najważniejsze. Zależy nam na tym, by żadna kobieta nie została już tam w ten sposób potraktowana – podkreśla Grzegorz Skórka, mąż pani Ewy i tata Tymona.

O sprawę zapytaliśmy Dariusza Kaczmarka, dyrektora Szpitala Powiatowego w Myszkowie. – Ubolewam nad tym, że doszło do takiej sytuacji. Tak po ludzku mogę cieszyć się z tego, że nie doszło do nieszczęścia – podkreśla dyrektor. Dodaje jednak, że analizował tę sprawę i jego zdaniem zawiodła komunikacja międzyludzka.

– Wynik badania sugerował poronienie zatrzymane (obumarcie zarodka) i rzeczywiście padła propozycja wyłyżeczkowania jamy macicy, ponieważ jest to jedna z opcji postępowania. Na tym oddziale, na którym przebywała pacjentka, obowiązuje jednak taka procedura, że przed każdym takim zabiegiem wykonywane jest kolejne badanie USG, by potwierdzić rozpoznanie. Nie byłem przy rozmowie pacjentki z lekarzem i nie wiem czy usłyszała o takim dodatkowym badaniu czy też nie.

W świetle obowiązujących w szpitalu procedur, mam jednak pełne przekonanie, że w sytuacji gdyby pani Ewa pozostała w szpitalu, wykonane zostałoby kontrolne badanie USG i na 99,9 proc. zabieg nie zostałby wykonany. Jeden lekarz nie widział zarodka, ale prawdopodobnie druga osoba by go zobaczyła. Jeśli chodzi o wniosek o zadośćuczynienie, to jest w tej chwili analizowany przez naszych prawników – podsumowuje dyrektor Kaczmarek. W karcie informacyjnej leczenia szpitalnego jest adnotacja o tym, że „pacjentka wypisała się do domu na własne żądanie przed zakończeniem diagnostyki”. Wskazano również, że panią Ewę poinformowano o konieczności dalszego leczenia i diagnostyki. W dokumentacji opisującej przebieg choroby czytamy natomiast jedynie o propozycji zabiegu wyłyżeczkowania jamy macicy.

– Gdybym usłyszała o dodatkowym badaniu, to na pewno nie wypisałabym się ze szpitala. Takich słów jednak nie było. Dobrze, że nie zdecydowałam się na zabieg, bo z tej sali wyjechałabym już bez Tymona – podkreśla natomiast Ewa Skórka. Rozmawialiśmy z lekarzem, który stwierdził, że kobieta poroniła i zaproponował jej zabieg łyżeczkowania. Czy pani Ewa została poinformowana o dodatkowym badaniu po tym, jak usłyszała, że poroniła? Lekarz podkreśla, że nie pamięta dokładnie sytuacji z 18 września 2017 roku, ponieważ od tego dnia minęło już sporo czasu. Zaznacza jednak, że jest mu przykro. Dlaczego lekarz nie dostrzegł zarodka podczas badania USG? Specjalista powiedział, że w tym czasie w szpitalu testowane były nowe aparaty. Podobnie jak dyrektor, zwraca też uwagę na to, że na pewno zostałoby przeprowadzone drugie badanie.

Red. AIP



COMMENTS

WORDPRESS: 0