Urządzili dzikie wysypisko w Błotnicy Strzeleckiej i pozostają bezkarni

Urządzili dzikie wysypisko w Błotnicy Strzeleckiej i pozostają bezkarni

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie osób, które urządziły nielegalne wysypisko pod Błotnicą. Bo odpady nie są niebezpieczne.

Sprawa dotyczy dzikiego wysypiska, na które zwiezione zostały przemysłowe odpady z kopalń, m.in. gumowe elementy taśmociągów, osady z filtrów oraz węże hydrauliczne zabrudzone olejami i smarami. Zgodnie z przepisami takie odpady powinny być składowane i utylizowane tylko w wyznaczonych do tego miejscach.

Grupa pseudobiznesmenów z woj. śląskiego znalazła sposób, jak na tym zarobić. Założyli firmę, która pod pozorem utylizacji odbierała przemysłowe śmieci z dużych zakładów pracy. Za usługę pobierali opłaty, ale odpadów już nie niszczyli. Zamiast tego zwieźli je do Błotnicy Strzeleckiej, gdzie porzucili na placu wynajętym od Tomasza Wasiaka, prywatnego właściciela. Jemu obiecali z kolei, że po kilku miesiącach dzierżawy wykupią teren na własność, żeby wybudować w tym miejscu zakład do rozdrabniania gumy. Tak się jednak nie stało, a po porzuceniu odpadów ślad po pseudobiznesmenach zaginął. Mogli zarobić na tym procederze nawet 300 tys. zł. – Firma zarejestrowana była pod adresem, który nie istnieje – mówi Tomasz Wasiak, właściciel placu pod Błotnicą Strzelecką. – Na szczęście razem z ojcem udało nam się ustalić, kto stał za całym procederem. Nazwiska tych osób przekazaliśmy policji i prokuraturze, domagając się ich ścigania.

Prokuratura w Strzelcach Opolskich prowadziła śledztwo pod kątem ewentualnego zagrożenia, jakie może stwarzać nielegalne wysypisko. Śledczy skonsultowali sprawę z inspekcją sanitarną. – Otrzymaliśmy opinię, z której wynika, że odpady nie zagrażają życiu i zdrowiu ludzi oraz nie są niebezpieczne dla środowiska – informuje Jacek Celiński z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Opolskich. – W związku z tym musieliśmy umorzyć sprawę. Dla Tomasza Wasiaka oznacza to spore kłopoty. Gmina Strzelce Opolskie od kilku miesięcy domaga się, by usunął odpady z dzikiego wysypiska. Urzędnicy wysyłają mu wezwania, powołując się na polskie przepisy, które zakładają, że śmieci należą zawsze do właściciela terenu. W tym przypadku Wasiak ma dwie możliwości: albo wywiezie i zutylizuje odpady na własny koszt, albo będzie ścigał pseudobiznesmenów na drodze cywilnej. Tylko sąd może ich bowiem przymusić do uprzątnięcia około tysiąca ton odpadów. – Będę zakładał w sprawę w sądzie. Mój prawnik przygotowuje już dokumenty – deklaruje Wasiak.

, foto radosław Dymitrow

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0