Uczelnie zwane “drukarniami dyplomów” działają nie tylko w Polsce… John Grisham „Bar pod Kogutem”

Uczelnie zwane “drukarniami dyplomów” działają nie tylko w Polsce… John Grisham „Bar pod Kogutem”

Uczelnie zwane “drukarniami dyplomów” działają nie tylko w Polsce – twierdzi znany amerykański pisarz

Pamiętacie Państwo taki stary amerykański dowcip? – Co to jest: 3 tysiące prawników na dnie morza? – Dobry początek. Jak widać, w Stanach prawnicy nie cieszą się zbyt wielką sympatią. Poniekąd trudno się dziwić – to efekt systemu, w którym każdy może zaskarżyć każdego o cokolwiek, żądając olbrzymiego odszkodowania. A pomogą mu w tym właśnie prawnicy, oczywiście takoż żądając fury pieniędzy. Właśnie prawnicy są bohaterami najnowszej powieści Johna Grishama, zatytułowanej „Bar pod Kogutem” – tym razem nie thrillera, do czego autor nas przyzwyczaił, ale powieści obyczajowej z elementami kryminału. Z jednej strony pewien miliarder, tak charakteryzowany: „Skończył prawo na Harvardzie, potem pracował kilka lat w wielkiej korporacji prawniczej.

 

Nie spodobało mu się tam, więc z paroma kolegami poszedł na swoje, przeprowadził kilka fuzji i obecnie jest właścicielem lub kontroluje cztery kancelarie” (ma także udziały w uczelniach kształcących prawników). Z drugiej – kilkoro studentów prawa, zgłębiających tajniki tego zawodu na podrzędnej prywatnej uczelni, przyjmującej każdego naiwnego chętnego (zwłaszcza pozbawionego predyspozycji), zwabionego mirażami wielkich dochodów, acz niedającej żadnej perspektywy zatrudnienia w zawodzie. Za to pobierającej wysokie czesne, spłacane przez studentów z państwowych kredytów, wpędzających ich w gigantyczne, niespłacalne długi.

 

Zdaniem bohaterów powieści to wszystko w zasadzie jest zgodne z prawem, acz owe praktyki uważają może nie tyle za oszustwo, ile za zwykłe naciągactwo, postanawiają więc się zemścić. Powieść, jak zwykle u Grishama, jest świetnie napisana, zabawna oraz – na ile mogę to orzec z polskiej perspektywy – realistyczna; chociaż można mieć zastrzeżenia do szczegółów intrygi przeprowadzonej przez szukających zemsty (w czasach komórek, e-maili i kont na portalach społecznościowych trudno chyba ukryć się przed odpowiednimi służbami). Co może najciekawsze – można wypreparować z tej książki (niezamierzone przez autora) analogie do sytuacji widocznej i w Polsce. Także u nas działa wiele drugorzędnych uczelni, pobierających wysokie opłaty a cieszących się u pracodawców nienajlepszą opinią, będących tylko (podobnie jak powieściowa Foggy Bottom) „drukarniami dyplomów”.

 

Za to przeciwstawiających się prowadzonym przez ministra nauki Jarosława Gowina próbom zreformowania systemu kształcenia… I tak na marginesie – przy okazji warto polecić opracowanie Bogusława Śliwerskiego „Turystyka habilitacyjna Polaków na Słowację w latach 2005-2016”, opisujące zaskakujące a nie mające podstawy w dokonaniach naukowych awanse niektórych polskich wykładowców akademickich…

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0