HomeŚwiatPILNE

Turcja ostrzega: “Nie poradzimy sobie z migrantami, mogą oni znów zalać Europę”

Turcja ostrzega: “Nie poradzimy sobie z migrantami, mogą oni znów zalać Europę”

Turecki prezydent ostrzega przed powtórką migracyjnej fali, która zalała Europe w roku 2015. Powód? Znów przybywa uciekinierów z Syrii, gdzie wciaż trwa wojna.

Turecki prezydent ostrzega: pięć lat po kryzysie migracyjnym w Europie Turcja ​​może nie poradzić sobie sama z rosnącą falą uchodźców z Syrii. A to oznacza, że kolejna fala migrantów może zalać nasz kontynent. W ostatnich tygodniach dziesiątki tysięcy Syryjczyków uciekły w kierunku granicy tureckiej z powodu ataków reżimu syryjskiego i sił rosyjskich na pozycje rebeliantów w północno-zachodniej części Syrii. Sytuacja może pogorszyć i tak już fatalne warunki panujące w obozach dla uchodźców na wyspach greckich, które latem odnotowały wzrost liczby przybywających z tureckiego wybrzeża. Jeśli Syryjczycy zaczną do nas docierać mój kraj sam nie udźwignie tego ciężaru przypomina, że Turcja przyjęła już 3,7 miliona syryjskich uchodźców. -Negatywne skutki presji na nas będą problemem odczuwanym przez wszystkie kraje europejskie, zwłaszcza Grecję- mówił Erdogan, ostrzegając, że powtórka kryzysu migracyjnego z roku 2015 stanie się nieunikniona.

 

Organizacje humanitarne spieszące uchodźcom z pomocą mówią, że w ciągu ostatnich dni co najmniej sto tysięcy Syryjczyków musiało uciekać ze swoich domów w prowincji Idlib, bo nasiliły się tam walki między syryjskimi siłami rządowymi, wspieranymi przez Rosję i niedobitkami ugrupowań przeciwnych Damaszkowi. Szacuje się, że dodatkowe pół miliona ludzi może zostać zmuszonych do porzucenia swoich domów, jeśli nasili się przemoc w Syrii. Oznaczałoby to największe przemieszczenie ludzi od wybuchu wojny w tym kraju osiem lat temu. W fatalnej sytuacji znajduje się już Grecja, która boryka się z kryzysem migracyjnym na wyspach Morza Egejskiego. Szacuje się, że około 40 tysięcy osób ubiegających się o azyl z Syrii, Iraku, Afganistanu, Jemenu i innych krajów utknęło w tamtejszych obozach.

 

Na Lesbos działa owiany złą sławą obóz dla uchodźców Moria. Oficjalnie może on pomieścić dwa tysiące osób, ale obecnie szacuje się, że jest ich tam dziesięć razy więcej! Tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci koczują w koszmarnych warunkach, śpiąc w małych namiotach otoczonych błotem i stertami śmieci. Prawie półtora tysiąca dzieci pozbawionych jest opieki. Jak informują miejscowi lekarze z powodu fatalnych warunków targają się na swoje życie nawet dziesięciolatki. Jak opisuje „The Telegraph” dr Jessica Hanson, brytyjska lekarka pracująca w Morii w okresie Bożego Narodzenia opowiadała o ludziach, którzy do niej przychodzili po próbach samobójczych, bo nie byli w stanie znieść warunków. Lekarka dodaje, że w obozie nie ma prądu, warunki sanitarne są tragiczne. Jednym słowem ponuro. W ramach umowy zawartej między Brukselą i Ankarą w roku 2016 Turcja dostała sześć miliardów euro, by zatrzymała u siebie uchodźców, którzy chcieliby ruszyć do Europy zachodniej.

 

Migranci bez prawa do azylu mieli być deportowani z powrotem do Turcji, natomiast ci, którzy zostali przyjęci jako uchodźcy, mieli uzyskać prawo osiedlenia się w Unii Europejskiej. Porozumienie jednak nie działa, ponieważ odsyłanie migrantów z Grecji do Turcji odbywa się zbyt wolno, a nowych przybywa coraz więcej. Konserwatywny rząd Grecji, zobowiązał się przyspieszyć rozpatrywanie podań o azyl i relokację 20 tysięcy uchodźców z wysp do obozów na kontynencie, gdzie jest już 80 tysięcy migrantów i uchodźców. Działania utrudnia biurokracja i sprzeciw lokalnych społeczności. Na przykład właściciel jednego z hotelu w pobliżu Salonik w północnej Grecji otrzymał groźby podpalenia jego budynku po tym, jak zgodził się przyjąć ubiegających się o azyl. Dlatego grecki rząd rozmieszcza niektórych migrantów w nieczynnych ośrodkach narciarskich, a nawet w opuszczonym klasztorze prawosławnym. -Transfery z wysp odbywają się, ale znacznie się spowolniły w porównaniu do liczby przybywających na wyspy …

 

To zasady krótkowzroczne i nie działają, żali się Renata Rendon, szefowa misji Oxfam w Grecji. Przebywający w Mori narzekają, że trudno się tam żyje. Dostają niewielkie ilości jedzenia,a w kolejce po żywność czasami czeka się dwie lub trzy godziny. Tak między innymi żalił się młody Afgańczyk, który musiał opuścić Afganistan, ponieważ jego brat był tłumaczem armii amerykańskiej, a talibowie chcieli go zabić Inny z przebywających w tym obozie, jak opisuje „The Telegraph” to 25-letni Somalijczyk: Nie lubię tego mówić, ale Europa nic nie robi. Każda osoba ma prawo ubiegać się o azyl. Nawet Brytyjczycy mogliby zmierzyć się z tym problemem, mogliby kiedyś zostać uchodźcami. Zastanawiam się, czy poradzą sobie z tym.

 

aip

COMMENTS