Tragedia w Kutnie. 53-latka przed sądem: “Myślałam, że jak zobaczy nóż, to się uspokoi”

Tragedia w Kutnie. 53-latka przed sądem: “Myślałam, że jak zobaczy nóż, to się uspokoi”

Proces 53-letniej Renaty W. z Kutna, której prokuratura zarzuciła zabójstwo 41-letniego przyjaciela Mariusza S., zaczął się we wtorek w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Kobieta częściowo przyznała się do winy. Grozi jej dożywocie.

Prokurator Piotr Helman z Prokuratury Rejonowej w Kutnie zarzucił oskarżonej, że w nocy z 15 na 16 sierpnia 2018 roku w mieszkaniu przy ul. Barlickiego w Kutnie zadała pokrzywdzonemu co najmniej osiem ciosów nożem. Stąd rany kłute i cięte w różnych częściach ciała. Najgroźniejszy okazał się cios w klatkę piersiową, który spowodował zgon. Jak zaznacza adwokat Wojciech Woźniacki, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, którym jest matka ofiary Marianna S., 41-latka znaleziono leżącego na podłodze w kałuży krwi. Odpowiadając na pytania sędzi Izabeli Lewandowskiej – Sokół,

 

Renata W. oznajmiła, że ma wykształcenie średnie ogólnokształcące. Ostatnio nie pracowała i utrzymywała się z oszczędności. Obecnie przebywa w Zakładzie Karnym nr 1 w Łodzi. Do tej pory nie była karana. Przyznaję się do zadania ran, ale nie do zabójstwa, bowiem nie chciałam zabić agresywnego Mariusza, lecz jedynie odstraszyć, żeby się uspokoił – zeznała Renata W.

 

Z jej relacji wynikało, że w pewnym momencie doszło do sprzeczki, podczas której Mariusz S. miał bić oskarżoną otwartą dłonią po twarzy. W tej sytuacji 53-latka chwyciła za nóż, który leżał na stole i służył do krojenia mięsa. Myślałam, że jak Mariusz zobaczy nóż to się uspokoi. Machałam nożem w powietrzu. On wywijał rękami i w ten sposób zahaczał o nóż. Nie zadawałam mu ciosów, bo to by oznaczało zabójstwo, a ja nie chciałam go zabić. Finał był taki, że Mariusz usiadł na fotelu, a ja poszłam po bandaż i zawinęłam mu rękę, z której leciała krew. Nie pamiętam, co było dalej, gdyż urwał mi się film – oznajmiła oskarżona.

 

Wszystko wskazuje na to, że zmożona alkoholem nożowniczka udała się na spoczynek, zaś ciężko ranny Mariusz S. pozostał w fotelu, z którego zsunął się na podłogę i skonał. Rano znalazłam Mariusza leżącego na podłodze. Był zimny. Przy jego ciele była krew. Byłam w szoku. Znów urwał mi się film. Wkrótce w moim mieszkaniu pojawiła się policja. Nie pamiętam, co zrobiłam z nożem – zeznała 53-latka. Zapytana przez sędzię Lewandowską–Sokół jakie relacje łączyły oskarżoną i pokrzywdzonego, Renata W. odparła: – Byliśmy przyjaciółmi. Mariusz u mnie nie mieszkał.

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0