HomePOLSKA

Tragedia setek rodzin czekających na in vitro

Tragedia setek rodzin czekających na in vitro

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział, że refundacja procedury in vitro będzie możliwa tylko do połowy przyszłego roku. Specjaliści z klinik leczenia niepłodności dostają setki listów od kobiet i przyznają: to cios w pacjenta.

Program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, zwany powszechnie rządowym programem in vitro, rozpoczął się w lipcu 2013 r. i przewidziany był do końca czerwca 2016 r. Wskutek jego realizacji urodziło się dotychczas ponad 3,6 tys. dzieci a ponad 17 tys. par jest w trakcie leczenia. Sejm VII kadencji przedłużył program w ostatnich dniach urzędowania. Miał być realizowany od lipca 2016 r. do grudnia 2019 r. a przeznaczonych na niego zostało ponad 300 mln zł. Nowy minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł, zapowiedział jednak stopniowe likwidowanie programu.

– Bezpłodność to choroba. Każdy, kto płaci składki zdrowotne, powinien mieć prawo do refundacji leczenia – mówi Marta Górna, prezeska Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji “Nasz Bocian”. – To ogromny cios dla pacjentów, wiele osób całkowicie straci szansę na potomstwo – dodaje. I wyjaśnia, że koszt jednego podejścia do in vitro to wydatek na poziomie kilkunastu tysięcy złotych a, z uwagi na to że z reguły za pierwszym razem się nie udaje, potrzebnych jest kilka prób.

Od kiedy minister zdrowia oświadczył, że program finansowania in vitro będzie wygaszany, do kliniki przychodzą listy od osób, które nie wiedzą co robić dalej. Jedni piszą, że mieli zagwarantowane trzy podejścia, a teraz tylko jedno, inni wysyłają pytania o to, co zrobić z lekami za 8 tys. zł, które kupili aby podejść do programu.

Anna Krawczak, związana ze stowarzyszeniem „Nasz Bocian” od siedmiu lat, wspomina z jakimi trudnościami i wyrzeczeniami borykały się pary, które zmuszone były do pokrycia kosztów in vitro z własnej kieszeni. Obok zaciągnięcia kredytu były to sprzedaż samochodu, zapożyczanie się u lichwiarzy, unikanie rodzinnych wesel ze względu na związane z nimi kosztowne prezenty czy ograniczanie wydatków na żywność.

Jak twierdzą Marta Górna i Anna Krawczak, koniec refundowania procedury in vitro z budżetu państwa to wyraz niesprawiedliwości, ponieważ podatki płacone przez osoby niepłodne wykorzystywane są m.in. na szkolnictwo, przychodnie pediatryczne czy place zabaw z których nie korzystają ich dzieci. Dodają też, że pieniądze przeznaczane na leczenie osób niepłodnych to inwestycja państwa, ponieważ dzięki temu rodzą się dzieci, które będą płacić podatki i które będą polskimi obywatelami.

Obywatelką Polski jest m.in. Magda, pierwsze dziecko z in vitro w Polsce. Niedawno spotkał się z nią prof. Marian Szamatowicz, twórca polskiego in vitro. – Magda, która długo nie chciała się zgodzić na pokazanie swojej twarzy, jest wspaniałą kobietą, mężatką, miała ślub w kościele, a potem jeszcze urodziła dwójkę własnych, naturalnie poczętych dzieci. I ona by nigdy na świat nie przyszła, gdyby nie in vitro – powiedział profesor.

– Wydawanie ponad 90 mln zł na program, który nie jest jedynym rozwiązaniem problemu niepłodności, a z drugiej strony budzi bardzo zasadnicze opory etyczne dużej części społeczeństwa, wydaje się po prostu niecelowe – oznajmił podczas czwartkowej konferencji minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. – Problem leczenia niepłodności nie może być sprowadzany do in vitro. To jest nadużycie z punktu widzenia medycznego – dodał.

Jak zapewnił, „w zamian będziemy refundować inne metody leczenia niepłodności, które są nastawione na diagnozę, szukanie i leczenie przyczyn niemożności poczęcia dziecka”. Dodał też, że walka z niepłodnością i jej profilaktyka będzie jednym z priorytetów narodowego planu zdrowia w latach 2016–2020.

– Procedura oczywiście jest legalna, ustawa obowiązuje. Mówimy tylko o programie finansowanym ze środków publicznych za setki milionów, na który nas nie stać. Zastaliśmy budżet w którym mamy kłopot ze związaniem końca z końcem – tłumaczył minister.

Wskazał też, że w krajach takich jak Irlandia, Luksemburg i Słowenia procedura in vitro nie jest refundowana. – Są to kraje zamożniejsze od Polski. Więc to nie jest tak, że wszyscy wokół finansują ten program, a my nie chcemy go finansować. Wydaje się, że w kontekście dyskusji, która się odbywa, też trzeba mieć na uwadze konieczność dokonywania pewnych wyborów.

– Jeśli w narodowym programie niepłodności pan minister chce umieścić naprotechnologię – będzie to jedna z największych bzdur, jakie się pojawią w całej Europie. Naprotechnologia nie daje najmniejszej szansy na posiadanie własnego potomstwa wtedy, kiedy są nieodwracalnie uszkodzone jajowody, wtedy gdy jest zaawansowana endometrioza, kiedy inne metody są nieskuteczne. Czyli ponad 50 proc. par nie dostaje żadnej szansy na ciążę. A jeśli jakaś metoda rozpoznając przyczyny, nie daje jednocześnie szansy na leczenie – jest swoistym oszustwem – powiedział Szamatowicz.

COMMENTS