30.3 C
Chicago
piątek, 21 czerwca, 2024

Tomasz Zimoch: Pani Prezes odcięła mi tlen. Tyle, że mnie nie udusi

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Mogłem siedzieć cicho i spokojnie jechać na Euro i igrzyska olimpijskie. Ale nie byłbym sobą. Tak, pani prezes Polskiego Radia odcięła mi tlen. Tyle, że mnie nie udusi – mówi Tomasz Zimoch, dziennikarz, sprawozdawca sportowy, w rozmowie z Anitą Czupryn.

Jest jeszcze nadzieja, że pojedzie Pan na Mistrzostwa Europy do Francji i igrzyska do Brazylii?

Nie pojadę, bo pani prezes Polskiego Radia Barbara Stanisławczyk-Żyła w piśmie, które przekazała mi ponad 2 tygodnie temu, wyraźnie napisała, że odwołuje mój wyjazd na Euro i na igrzyska olimpijskie. Zatem nie jadę. Mimo, że miałem akredytacje, rezerwacje hoteli, bilety lotnicze, przeloty, połączenia. Taką decyzję podjęła pani prezes, powtarzam, 16 maja. W piśmie od pani prezes nie ma żadnego uzasadnienia decyzji. A Komisja Etyki nie wydała jeszcze żadnej …opinii, orzeczenia.

Co Pan usłyszał na spotkaniu Komisji Etyki 1 czerwca?

To było kolejne posiedzenie. Pierwsze odbyło się dwa tygodnie temu. Byłem wtedy na zwolnieniu lekarskim, ale nakazano, bym się stawił. Po 2,5 godzinach wyczerpującej rozmowy, moich odpowiedziach, wydawało się, że Komisja nie ma już więcej pytań, ba, nawet przewodnicząca Komisji, pani Ewa Heine powiedziała, że w ciągu 4 czy 5 dni będzie wydana opinia. Ale tak się nie stało, za to 30 maja w godzinach popołudniowych zostałem poinformowany drogą mailową, że Komisja zaprasza mnie na kolejne posiedzenie, bo chce zadać mi kilka dodatkowych pytań.

O co pytano?

Nie chcę tego komentować, ale ponieważ był to Dzień Dziecka, to chwilami czułem się jak dziecko. Jeśli ktoś spodziewa się ode mnie samokrytyki, albo pisania sprostowań, to ja tego nie zrobię. Czasy, kiedy składano samokrytykę, wiele osób jeszcze pamięta. Nie wycofuję się z niczego, co powiedziałem w wywiadzie dla Magdaleny Rigamonti.

Tego od Pana oczekiwano? Że złoży Pan samokrytykę, uderzy się w piersi?

Pani Anito, nie chcę mówić o szczegółach. Już i tak powiedziałem za dużo. Wie pani, że i mnie, i mojemu pełnomocnikowi odmawia się prawa do, nie tylko otrzymania, ale nawet przejrzenia protokołów z posiedzenia tej Komisji? To się dzieje…

Myślałam, że list do Komisji Etyki czeskiego dziennikarza publicznego radia Petra Vavrouska pomoże spojrzeć na Pana sprawę inaczej.

W kilku momentach tego posiedzenia Komisji Etyki cytowałem nawet ten list, ale, ciekawe, nie wszyscy członkowie Komisji ten list znali, choć z tego, co wiem, czeski dziennikarz wysłał ten list również do pani prezes radia, do biura zarządu, jak i do Komisji Etyki. Wspólnie z moim pełnomocnikiem przekazaliśmy więc kopie, nie tylko tego listu zresztą, ale też bardzo ciekawej opinii wydanej przez mojego ostatniego rozmówcę przed zawieszeniem, czyli dominikanina Krzysztofa Popławskiego, który pracuje w Rzymie, a który na blogu Dominikanie.pl ciekawie napisał o mojej sprawie i istniejącym problemie. Napisał: „ Dla mnie największym nieobecnym tych Mistrzostw będzie pan Tomasz Zimoch odsunięty od komentowania meczy po wypowiedzi na temat bieżącej sytuacji polityczno-społecznej w naszym kraju”. Dodał, że trudno mu zrozumieć, w jaki sposób Pana ocena sytuacji w Polsce, do której każdy ma prawo i nie wszyscy muszą się z nią zgadzać, miałaby wpłynąć na Pana pracę jako sprawozdawcy sportowego, w której to dziedzinie nie ma Pan sobie równych. Nie spodziewałem się takiej reakcji ojca Krzysztofa Popławskiego, ale nie ukrywam, że i list czeskiego dziennikarza emocjonalnie mnie rozwalił. Odczuwam ogromną solidarność od wielu innych ludzi, ogromne pokłady wsparcia.

Petr Vavrouska nie spodziewał się, że będzie musiał stawać w obronie dziennikarza z Polski, bo, jak napisał, wcześniej bronił wolności słowa dziennikarzy z Ukrainy czy Białorusi. Wymowne?

Też się nad tym zastanawiałem. Poruszył przy tym szereg bardzo istotnych spraw, choćby to, czym jest dziennikarski wywiad, co w czasie posiedzenia komisji cytowałem.

Napisał, że niezrozumiałe jest stawianie Panu zarzutu o jednostronność, bo odpowiedzi w wywiadzie są zawsze subiektywne i na tym polega istota tego dziennikarskiego gatunku.

Trafnie to ujął. I jest to dziennikarz radia publicznego, co też jest istotne. Zatem wracając do pani pierwszego pytania – nie jadę, nie będę komentował Mistrzostw Europy, ani Igrzysk Olimpijskich. Nikt mi wprost tego nie powiedział, ale moją akredytację zamieniono, otrzymała ją inna osoba. Już po posiedzeniu Komisji Etyki dotarła do mnie uchwała Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Zacytuję fragment: „[…]Zarząd Polskiego Radia SA nie postawił jednak red. Zimochowi zarzutów braku profesjonalizmu i nierzetelności dziennikarskiej, a to czy naruszył on etykę dziennikarską bada dopiero Komisja Etyczna PR SA. Dlatego uważamy, że stosując represje w postaci zawieszenia w obowiązkach pracownika i odsunięcia od komentowania rozgrywek piłkarskich Euro 2016 (a być może i Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro), zarząd Polskiego Radia zachował się niedopuszczalnie, bo ugodził w fundamentalną zasadę wolności wypowiedzi, szczególnie bliską nam, dawnym działaczom opozycji antykomunistycznej i podziemia solidarnościowego. Wzywamy zatem Zarząd Polskiego Radia do przestrzegania prawa i zaprzestania szykan wobec dziennikarza, który w roku 2016, w kraju Unii Europejskiej, ma odwagę korzystania z wolności słowa, gwarantowanej także przez prawo europejskie (Artykuł 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności)”. Ciekawe, czy pani prezes zapoznała się z tą uchwałą?

Kto pojedzie za Pana?

Oficjalnie nikt mi tego nie powiedział. Nie chcę mówić.

Słyszę opinie, że pozbawienie Pana pracy na takich imprezach sportowych jak Euro, czy igrzyska olimpijskie, to jak odcięcie Pana od tlenu.

Nie ulega wątpliwości, że zabrano mi tlen, powiedziałem to na posiedzeniu Komisji, przed pięciorgiem dziennikarzy. Mogłem nic nie mówić, prawda? Mogłem siedzieć cicho i spokojnie jechać na Euro i igrzyska olimpijskie. Ale nie byłbym sobą – i powtarzam to po raz kolejny. Tak, pani prezes Polskiego Radia odcięła mi tlen. Tyle, że mnie nie udusi… Solidarność innych osób, to jak podanie maseczki, butli tlenowej.

Jest w Panu żal, że nie może w tych wydarzeniach uczestniczyć?

No tak, ale widzi Pani, musiałbym oszukiwać samego siebie. I tak to najlepiej skomentuję. Jasne, to byłyby moje piętnaste czy szesnaste igrzyska, już dokładnie nie pamiętam, to byłyby kolejne Mistrzostwa Europy… No, ale jest tak, a nie inaczej. Decyzja została podjęta 16 maja, jednoosobowo podjęła ją pani prezes, jak wynika z pisma, jakie otrzymałem. Tego też samego dnia został przekazany komunikat do prasy. I to nawet nim ja się o tym dowiedziałem…

A mogą się okazać wyjątkowe dla polskiej reprezentacji mistrzostwa. Już chociażby dzięki panu Robertowi Lewandowskiemu, który reprezentuje światowy format.

Trzymam kciuki i będę im bardzo kibicował. Niczego więcej do tej sprawy dodawać nie trzeba.

O tym, żeby był Pan sobą, mówił Panu prezydent Lech Kaczyński, kiedy zaprosił Pana ze sportowcami do Pałacu Prezydenckiego, miesiąc przed katastrofą smoleńską. Nie czuje Pan swoistej ironii losu?

Nie chcę tego tak odbierać. Uważam, że trzeba jasno mówić o pewnych sprawach, nie można zaklinać rzeczywistości. Wszystko, co dzieje się wokół jest istotne, nawet o trudnych sprawach trzeba mówić normalnie, także w mediach publicznych. To po pierwsze. Po drugie – jeśli mówiłem coś o Polskim Radiu, firmie, w której przepracowałem niemal dokładnie 36 lat, to mówiłem to z poczucia ogromnej troski i jeszcze raz wyraźnie to podkreślam: to była moja pierwsza i jedyna praca, moja miłość, to było coś, co w połączeniu ze sportem, dla mnie było wyjątkowe.

Jedyna praca? W oświadczeniu, jakie wystosowało Polskie Radio, wytknięto Panu, że jest Pan jednym z najlepiej nagradzanych dziennikarzy, ai że miał zgodę na współpracę z innymi podmiotami.

Odpowiem pytaniem. A podobało się pani to oświadczenie?

Nie traktowałam go w kategoriach: podobało – nie podobało.

Bo mnie, wie pani, przypominało czasy, które, zdawało mi się, już minęły.

Czytałam właśnie wypowiedź pana Bronisława Wildsteina, który z kolei zarzuca , że kiedy wcześniej, za poprzedniej ekipy rządzącej, wyrzucano z mediów publicznych dziennikarzy, to Pan się nie oburzał.

To znaczy, że pan Wildstein oburza się na decyzje pani prezes. To dziękuję i za takie wsparcie. Nie znam pana Wildsteina, nie czytałem tej wypowiedzi. Ale może było i tak, że po prostu nie dawali sobie rady w radiu? Mam taką teorię, że każdy radiowiec, jeśli chodzi o dziennikarstwo, da sobie radę w innych mediach, ale nie każdy, kto przychodzi do radia, daje sobie w nim radę. Kogo konkretnie ma na myśli pan Wildstein? Nie wiem kogo wyrzucono, ale może nie potrafił montować, może nie był do tego przygotowany? A znalazł się tam tylko z polecenia kierujących firmą, czyli z polecenia partyjnego. Radio to nie tylko to, że ktoś przyjdzie i przeprowadzi np. rozmowę na żywo. Wbrew pozorom, zawód dziennikarza radiowego to zajęcie, do którego trzeba przygotowywać się wiele lat i trzeba posiadać wielorakie umiejętności, w tym umiejętność nagrywania, obsługi urządzeń, montażu. Naprawdę nie jest to takie proste, jakby się mogło komuś wydawać. Ale nie chcę komentować wypowiedzi pana Wildsteina. Jak mówiłem – nie znam, nie czytałem.

Co wolno komentatorowi, sprawozdawcy sportowemu?

W czasie relacji?

W ogóle.

Nie znoszę twierdzeń tego typu, że, jak ktoś ma talent muzyczny, to może mówić tylko o muzyce.

Właśnie pan Wildstein zarzucił Panu, że wypowiada się Pan jak ekspert, którym Pan nie jest, o Trybunale Konstytucyjnym.

To zapytam, czy ten pan może się wypowiadać? Ma jakiekolwiek przygotowanie prawne, żeby mówić? Przecież problem z Trybunałem Konstytucyjnym jest sprawą naprawdę prostą, to tylko politycy mówią nam, że jest trudny. A on jest do rozwiązania w godzinę, dwie najwyżej. Problem, który rozwiąże student, jaki na drugim roku prawa zdał dobrze egzamin z prawa konstytucyjnego.

Ale dziennikarze mediów publicznych dostali – zalecenie? – że nie powinni w mediach społecznościowych przedstawiać opinii, których nie przedstawiliby na antenie.

Niedawno takie pismo dotarło do pracowników radia, że właśnie w mediach społecznościowych dziennikarz nie powinien się wypowiadać w inny sposób, niż zrobiłby to na antenie radiowej. Jeżeli chodzi o mnie, to wszystko to, co do tej pory na swoich profilach, na portalach społecznościowych umieściłem, dokładnie to samo powiedziałbym na antenie Polskiego Radia.

Pana zdaniem, nie naruszył Pan etyki zawodowej, nie były to wypowiedzi niegodne dziennikarza, jakie padły w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”?

Ja? Nie. Tak nie uważam i z takimi zarzutami się po prostu nie zgadzam. Jeszcze raz powtórzę, że warto wczytać się w list czeskiego dziennikarza, bo to jest tekst do przemyślenia dla każdego dziennikarza.

Był Pan osobą niezwykle popularną… E tam! Jaką popularną.

…a teraz stał się Pan sławny. To ten rodzaj sławy, który ciąży, czy przeciwnie?

Nie jestem, proszę pani, sławny. Jestem sobą. Ale muszę powiedzieć, że to, jak reagują ludzie, chwilami jest niebywałe. Nieznani ludzie, słuchacze Jedynki, zaczepiają mnie na ulicy. A 16 maja pani prezes powiedziała do mnie, że obraziłem polskie społeczeństwo. A ja od tego dnia nie spotkałem nikogo, kto by mnie skrytykował. Byłem na urlopie w górach, spotykałem ludzi na szlakach, nie znałem ich przecież. A nawet, wie pani, starałem się trochę ukrywać. Jestem na zakupach i nieznane osoby, widząc mnie, podnoszą kciuk do góry. Ale to przecież żadna sława. Powiedziałem publicznie o tym, co mnie bardzo boli, co mnie poruszyło. Mówiłem między innymi dlatego, że jesteśmy narodem skłóconym. Mówiłem o szacunku dla osób inaczej myślących, czy mających inne poglądy. Tym, którzy chcieliby mnie wplątać w politykę, mówię, że tu nie chodzi o politykę. Chodzi o to, żebyśmy szanowali instytucje państwowe, instytucje prawa. Ale w tej mojej wypowiedzi był też znaczący wątek dotyczący Polskiego Radia.

Wywiad sprzed ponad dwóch tygodni zdenerwował władze radia, ale też zdjęcie ze sławetnym gestem Kozakiewicza.

Pierwsze oświadczenie, jakie wydało, po ukazaniu się wywiadu, Polskie Radio, było niepodpisane, bezosobowe, ale też to poruszało tę sprawę. Miesięcznik Press, branżowe pismo i serwis dziennikarzy, skomentował to w taki sposób, że kiedy Kozakiewicz wykonywał ten gest, to Rosjanie też byli źli.

Teraz zgłaszają się do Pana komercyjne stacje radiowe, proponują pracę?

Dobrze, że pyta Pani o to, czy „teraz”, bo niektórzy mówią, że to się działo wcześniej i dlatego udzieliłem wywiadu. A tak nie było. A czy teraz? Odpowiem: nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Ale proszę mi wierzyć – nie wiem, co będę robił. Jeszcze nie myślę o przyszłości.

Jakiś czas temu mówił Pan, że myślał, aby spróbować czegoś nowego. Myślał o dokumencie.

Oczywiście, myślałem o tym, pracując jako radiowiec. Dziennikarzem na pewno pozostanę, chociaż mam wiele pomysłów. Ale jak będzie – nie wiem.

Uważał się Pan za człowieka odważnego?

Trudno na takie pytanie odpowiedzieć. Bo, co to znaczy być odważnym? Odważni byli wielcy bojownicy, odważni byli ludzie walczący w trudnych chwilach.

Dziś odwagą jest głosić swoje poglądy?

To pani komentarz, ale nie tylko od pani to słyszę. Słyszę to od wielu osób, które spotykam, które do mnie piszą, nie tylko z kraju, ale z różnych stron świata. Wszyscy chcemy normalności, bez względu na to, kto rządzi, bez względu na poglądy polityczne. Szanujmy się. Nie poniżajmy ludzi, nie poniżajmy przeciwników, od polityki, po sport. Osoby, które kierują mediami publicznymi, niech nie będą, nie należą, do aparatu władzy, aparatu partyjnego.

Politycy PiS mówią o Panu: resortowe dziecko.

Dlatego mam żal do Polskiego Radia, że na to nie zareagowało. To, po pierwsze jest kłamstwo, a po drugie obraża mnie. Moją pracę. Mimo że jestem zawieszony bez żadnej decyzji dyscyplinarnej, to zarząd Polskiego Radia, ale też każdej firmy, nie tylko, że ma prawo, ale i ma obowiązek bronić swojego pracownika. Ponieważ to pani poruszyła ten temat, powiem, że to jest najbardziej przykre dla mnie, w tym czasie, w ostatnich dniach, tygodniach, że takiej reakcji nie było. Proszę zapytać panią prezes dlaczego tego nie uczyniła?

Pamięta Pan, jak spotkaliśmy się cztery lata temu, przy okazji Euro 2012? Fajna atmosfera, fajny czas! Ci rozbawieni ludzie, ten fantastyczny nastrój! Ale byli też tacy, którym się to nie podobało. Pamiętam też, ile było krytyki, a po co nam te stadiony, a po co nam te mistrzostwa. I pamiętam dokładnie tę rozmowę z panią. Siedzieliśmy przy Złotych Tarasach i na naszych oczach przewalał się kolorowy tłum kibiców z całego świata.

I wtedy piłka połączyła polityków.

Wtedy Joachim Brudziński trzymał słynną biało-czerwoną flagę na meczu Polska-Czechy. Już o tym powiedziałem w wywiadzie wcześniej, że to zdjęcie wisi w moim pokoju.

To co się teraz stało z politykami?

Musi pani o to pytać polityków. Dlaczego zasady fair play ze sportu nie mogą zastosować w polityce, w życiu codziennym? To nie jest tylko pytanie do nich. To jest pytanie do nas wszystkich.

Uważał się Pan za szczęściarza. Nie zmienił zdania?

Nie. Urodziłem się w czepku, wykonywałem pracę, którą lubiłem. O, widzi pani, mówię w czasie przeszłym. Mogłem połączyć miłość do radia z miłością do sportu. Poznałem wielu fantastycznych ludzi. I teraz też poznaję wiele kapitalnych osób. Które chcą mnie wspierać. No, jestem szczęściarzem.

Liczy Pan na to, że wróci do Polskiego Radia?

Ja jestem w Polskim Radiu.

Zawieszony. Wróci Pan do pracy?

To jest dla mnie sytuacja dziwna, ale pewnie będziemy o tym rozmawiali z moim pełnomocnikiem w zupełnie innym miejscu i ktoś inny będzie musiał tę sprawę rozstrzygać.

Kiedy zostaną podjęte decyzje wobec Pana?

No, nie wiem. Na początku pośpiech był niebywały. Byłem na zwolnieniu lekarskim, kiedy zmuszono mnie, aby pojawił się na posiedzeniu Komisji. Potem była cisza. Prosiłem o termin odpowiedzi – cisza. Pismo do pani prezes wysłał mój pełnomocnik. Do dzisiaj nie otrzymał odpowiedzi. Wygląda to na lekceważenie. A jakiś czas wcześniej pani prezes powiedziała, że byłbym ostatnią osobą, którą by zwolniono.

A Pan wtedy powiedział, że chce to na piśmie.

To był sytuacyjny żart. Ale chodzi mi o to, aby mediom publicznym nikt nie przeszkadzał. Od słuchaczy, po polityków i odwrotnie. Niech taki kapitał i taki potencjał, który nadal jest do wykorzystania, nie będzie wykorzystywany politycznie. Od wyborów do wyborów. Od zmiany ustawy do kolejnej zmiany ustawy. Dziś, w tym szalejącym świecie, nie chodzi o to, aby robić krok do przodu. Trzeba robić pięć kroków do przodu. Ci, którzy tego nie robią, wykonują pięćdziesiąt kroków do tyłu. I o to, tak naprawdę, w tym wszystkim chodzi.

Polskie Radio, lekką ręką rezygnuje z publicznych pieniędzy. Zapłacono już za Pana bilety lotnicze, To nie są pieniądze, jak za bilet do metra.

Pani Anito, jakie ma pani kolejne pytanie?

Co by Pan powiedział podczas meczu polskiego zespołu z Niemcami, Ukrainą, Irlandią?

Ale przecież tego nie można przygotować. Każdy mecz jest inny, ale na pewno, jeśli będę oglądał te mecze, będę coś tam w myślach sobie klepał. I na pewno wewnętrznie będę ten mecz transmitował.

Znam ludzi, którzy oglądali w telewizji Małysza, ale wyłączali fonię i włączali radio, żeby posłuchać Zimocha.

Może Pani zadzwonić do pani prezes Polskiego Radia i jej o tym powiedzieć?

 

Anita Czupryn AIP/fot.Bartek Syta AIP

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520