10.7 C
Chicago
czwartek, 30 maja, 2024

Tomasz Gollob – wirtuoz owalnego toru

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Jest prawdziwym wirtuozem owalnego toru. Nazwisko Gollob zawsze ściągało na trybuny kibiców, zafascynowanych jego widowiskową i skuteczną jazdą. Wielu z nich starało się jeździć na wszystkie stadiony, na których nasz najlepszy żużlowiec w dziejach tego sportu występował. Dziś ci sami kibice przed bydgoskim szpitalem starają się w dalszym ciągu być ze swoim idolem i wspierać go w najtrudniejszym wyścigu.

Dramatyczny wypadek Tomasza Golloba wstrząsnął – śmiało rzec można – całą Polską, nie tylko kibicami żużla. Bo to właśnie jego kariera, zyskana charyzma i osobowość sprawiły, że dawny „czarny sport”, którego miejsce było w krajowym zaścianku, zapukał do drzwi eleganckich salonów. Przed Gollobem było tak: w kilkunastu, na ogół średniej wielkości miastach Polski, tłumy kibiców waliły na żużlowe stadiony, lokalne gazety pisały długie sprawozdania, ale tym sportem nie interesowały się praktycznie wcale ogólnokrajowe media. Telewizja żużel pokazywała tylko incydentalnie, podobnie zachowywała się centralna prasa. „Czarny sport” pojawiał się w nich najczęściej wówczas, kiedy dochodziło na torze do tragicznego, śmiertelnego wypadku. Od kiedy Tomasz Gollob otworzył żużlowi bramy, prowadzące do popularności tego sportu w skali całego kraju, od kiedy to głównie dla niego zorganizowano Grand Prix na stadionie Narodowym w Warszawie, jest już inaczej.

Przed Gollobem było też tak, że tylko jeden żużlowiec wygrał plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski. Był nim Jerzy Szczakiel, niesłusznie traktowany przez ogół kibiców jako „fuks”, mistrz świata z przypadku. Z Gollobem było inaczej. Mozolnie wspinał się na kolejne miejsca w tym plebiscycie, zyskując coraz większą rzeszę kibiców, nie tylko pasjonatów żużla, aż w końcu w nim triumfował. I nikomu nawet przez myśl wówczas nie przeszło, że to przedstawiciel „jakiegoś tam” speed-waya i przypadkowy triumfator. O żużlu po prostu zaczęto w kraju mówić częściej i inaczej. Dzięki Gollobowi.
Na początku był motocross
Tomasz Gollob to przykład kariery, polegającej na tytanicznej pracy nad wykorzystaniem posiadanego przez siebie talentu. Mozolnie wspinał się na coraz wyższy pułap, a kiedy trafił do światowej czołówki, pozostał w niej przez całe dwie dekady. Historia żużla zna jeszcze jeden tylko podobny przypadek – wciąż czynnego zawodnika, Grega Hancocka.
Droga na żużlowy Olimp w przypadku Golloba wcale nie była łatwa. Zaczynał od motocrossu. Tego samego, który spłatał mu niedawno takiego figla. To na piaszczystych łachach, na pagórkach i w wądołach uczył się panowania nad motocyklem. Niezwykłego panowania, jakie dane jest tylko nielicznym. Nie wiemy jeszcze, co było przyczyną upadku w niedzielny poranek, ale na pewno przyczyna leżała poza sportowcem. Zielona, twarda okładka z pozłacanym profilem gryfa i napisem Klub Motorowy Szczecin kryje pierwszy w życiu dyplom, zdobyty przez Tomasza Golloba. Szczeciński klub gratulował w nim 16-latkowi z Bydgoszczy zajęcia pierwszego miejsca w VII eliminacji motocrossowych mistrzostw Polski w klasie 50 ccm 11 października 1987 roku. Pod spodem widnieją podpisy: kierownik zawodów E. Desa i sędzia I. Młynarski. Na wolnej stronie tego dyplomu 16-letni wówczas Tomasz podpisał się pod „oświadczeniem”, skreślonym ręką jego ojca, Władysława: „Wierzymy, że dyplom ten, poparty zapałem, pracą i talentami, jest początkiem sukcesów sportowych i wychowawczych B. K. Mot. w latach 1988 i następnych”.
Prorocze były to słowa. Tomasz we wspomnianym 1988 roku rozpoczął treningi na żużlowym torze i 17 lipca tego roku zadebiutował w meczu Apator – Polonia, rozgrywanym w Toruniu. Tak rozpoczęła się ta kariera, absolutnie wyjątkowa nie tylko w skali krajowej, ale i światowej.


Na torze zamienia się w panterę
– Tomka można śmiało nazwać wirtuozem żużlowego toru. Nie było drugiego takiego zawodnika i długo nie będzie – mówi Andrzej Koselski, były zawodnik, długoletni trener Polonii i reprezentacji Polski. – Zwykło się mówić, że o sukcesie żużlowca w co najmniej 50 procentach decyduje sprzęt. W przypadku Tomka jest inaczej. Jego umiejętności zdecydowanie przewyższają możliwości, które daje maszyna. Ma niesamowite wyczucie motocykla i sytuacji na torze, doskonały refleks. Widzi dosłownie wszystko. Zdaniem Koselskiego, na torze Gollob przemienia się w panterę, poruszającą się kocimi, kontrolowanymi, elastycznymi ruchami. Jak nikt inny potrafi poruszać się „po orbicie” i wjeżdżać tam, gdzie nikt inny by się nie odważył, doskonale przewidując rozwój wydarzeń na torze. – O jego sukcesach przesądziło i to, że Tomek od dziecka był przyzwyczajony do ciężkiej pracy i zaznajomiony z motocyklem – dodaje Koselski. – Był żużlowcem prawie kompletnym, bo na sprzęcie znał się tak dobrze, że sam sobie potrafił przygotować i dostosować maszynę do toru. Chciały go mieć w składzie wszystkie drużyny, bo nie tylko gwarantował dwucyfrowy dorobek punktowy, widowisko i licznych kibiców, ale także potrafił „prowadzić” niemal jak za rękę swoich partnerów z pary.
– Tomasza Golloba znam od trzydziestu lat i wiem, że jest bardzo konsekwentny, nie rzuca słów na wiatr – twierdzi Jerzy Kanclerz, kibic i menedżer bydgoskiej Polonii. – Od niedzieli słyszę od wielu osób: „Po co w dniu meczu pojechał na ten feralny motocross?” To pytanie pozbawione sensu. Tomek bardzo kochał motocykle, przez całe życie startował na crossie, to był istotny element jego życia. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że tak się stanie. Ja wierzę, znając Tomka charakter, że prędzej czy później stanie na nogi i dalej w żużlu pozostanie. Pewnie już nie jako zawodnik, ale z jego wiedzy i umiejętności będą korzystali inni…
Robert Noga, dziennikarz TVP Sport i Wizja TV, pochodzący z Tarnowa, autor książki „Żużel w PRL-u” Tomasza Gol-loba poznał osobiście, kiedy żużlowiec był jeszcze juniorem. Wielokrotnie komentował zawody z jego udziałem, przeprowadzał wywiady, wspólnie podróżowali samolotem do Anglii, kiedy Tomasz startował w barwach Ipswich, a Noga te zawody komentował w telewizji.
– Nie był początkowo człowiekiem łatwo dostępnym, kontaktowym, raczej osobą wzbudzającą kontrowersje – uważa. – Różnie wówczas o nim mówiono. Przekonałem się dopiero później, że Gollob musi najpierw kogoś dobrze poznać, dopiero wówczas staje się człowiekiem otwartym. Mam bardzo sympatyczne wspomnienia ze wspólnych podróży i jego startów w Unii Tarnów. Ten epizod w jego karierze to były najpiękniejsze lata tarnowskiego żużla, których ukoronowaniem stały się dwa tytuły drużynowych mistrzostw Polski.
Nocna podróż z odsieczą dla klubu
Początkowo wcale nie wyglądało na to, że Tomasz Gollob stanie się asem nad asami. Dopiero w gdańskim Wybrzeżu pod koniec sezonu 1989 roku objawił swój wielki talent. Potem mozolnie przedzierał się na krajowe wyżyny, jednak prowadzony ojcowską ręką często wchodził w konflikty z działaczami, trenerami, zawodnikami. Musiał przejść całą serię upokorzeń, bowiem władze polskiego speedwaya nie zamierzały grać tak, jak Gollobowie chcieli. Tomasz zapowiadał zakończenie kariery, a w liście do Polskiego Związku Motorowego nazwał oferowane mu warunki finansowe w reprezentacji Polski „ścierwem na kiju”. Był niesłusznie wykluczany przez sędziów za, ich zdaniem, zbyt niebezpieczną jazdę.
W październiku 1995 roku cały żużlowy świat oglądał, jak Australijczyk Craig Boyce przeszedł przez murawę stadionu, by powalić Tomasza silnym bokserskim ciosem na ziemię, bo młodzik z Polski śmiał „nie odpuścić” doświadczonemu Australijczykowi. Potem musiał znosić wyzwiska niechętnych mu szwedzkich kibiców, którzy masowo trzymali transparenty z dwoma tylko słowami „Gollob k…” po polsku. Być może właśnie to uczyniło go wyjątkowo twardym i odpornym. W 1994 roku po ostatnim jednodniowym finale indywidualnych mistrzostw świata w Vojens i „dzwonie”, jaki tam zaliczył, jechał całą noc do Bydgoszczy, żeby wziąć udział w meczu Polonii z Wybrzeżem i wspomóc ratującą się przed spadkiem bydgoską drużynę. A teraz to ci, którym wielokrotnie zapewniał radość, mają szansę mu się odpłacić. Choćby silną, niezłomną wiarą w powrót Tomasza Golloba do sprawności.
Najpiękniejsza akcja Tomasza Golloba
Wielu kibiców żużla pamięta nawet po latach niektóre akcje Golloba, choćby dlatego, że nikt przed nim nie miał takich pomysłów na pokonywanie rywali. Obserwatorzy jednak zgodnie podkreślają, że najpiękniejszą akcją w wykonaniu Tomasza Golloba było wyprzedzenie na ostatnim łuku finałowego wyścigu Grand Prix 1999 roku we Wrocławiu Jimmy’ego Nilsena, rywalizującego wówczas z Polakiem o czołowe lokaty w całym cyklu. Tomasz, który przegrał start, przez trzy i pół okrążenia trzymał się blisko za plecami rywala. Kiedy zdawało się, że jest już „pozamiatane”, Gollob wszedł wówczas wyprostowanym motocyklem w ostatni łuk, zmieścił się między krawężnikiem a Szwedem i następnie przy samej bandzie gwałtownie zawrócił, odkręcając na maksa manetkę gazu i ścinając wyjście z wirażu. Zaskoczonego Nilsena wyprzedził na samej mecie o długość motocykla.
Autor serii rekordów wszech czasów

Tomasz Gollob na żużlu ściga się już 29 lat. Ten sezon miał być jego jubileuszowym, trzydziestym. Przez wszystkie lata startował w ekstralidze.

W Polonii Bydgoszcz startował od 1988 do 2003 roku (z przerwą w 1989 r. na występy w gdańskim Wybrzeżu). Potem cztery lata ścigał się dla „Jaskółek” z Tarnowa i pięć kolejnych sezonów dla gorzowskiej Stali. W latach 2013-14 startował z plastronem toruńskiego Unibaksu, a w 2015-2016 – GKM-u Grudziądz.

W ciągu 29 sezonów startów Tomasz Gollob ustanowił wiele rekordów wszech czasów polskiej ligi. Wziął udział w 511 meczach ligowych i 2603 wyścigach, z których wygrał aż 1460! Jego dorobek punktowy zamyka się liczbą 6007,5 plus 13 „oczek”, przyznawanych dodatkowo, kiedy startował jako „dżoker”.

Krzysztof Błażejewski (aip)

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520