Tajemnica zaginionego “Złotego pociągu”

Tajemnica zaginionego “Złotego pociągu”

 W Wałbrzychu coraz więcej osób próbuje na własną rękę odnaleźć zaginiony niemiecki pociąg, odkryty ponoć w jednym z zasypanych tuneli na terenie miasta. Tymczasem ministerstwo ostrzega z jednej strony przyznaje: na 99 procent pociąg rzeczywiście jest w tym miejscu, a z drugiej ostrzega – może być zaminowany. Ale znawca historii Wałbrzycha studzi emocje: w pociągu nie ma złota.

Z Tadeuszem Słowikowskim, emerytowanym górnikiem z Wałbrzycha i badaczem tajemnic miasta oraz regionu, rozmawia Artur Szałkowski.
Czy jest Pan zaskoczony tym, że o ukrytym rzekomo przez Niemców na terenie Wałbrzycha pociągu jest obecnie głośno na całym świecie? Przecież zajmuje się Pan tą sprawą od ponad pół wieku, media wielokrotnie informowały o Pana kolejnych ustaleniach, ale nigdy nie towarzyszył temu taki rozgłos.
To jest rzeczywiście bardzo ciekawe. Przez wiele lat gromadziłem relacje świadków, z wielkimi problemami docierałem do dokumentów powiązanych z tą sprawą. O swoich poszukiwaniach informowałem władze lokalne i państwowe, ale nigdy sprawa nie została nagłośniona do tego stopnia, by mówiono o niej na całym świecie. Według mnie dobrze się jednak stało, że media nadały sprawie pociągu tak duży rozgłos. Nie powinny odpuszczać i dalej drążyć ten temat. Będzie to najlepsza forma nacisku na władze państwa, by poważnie podeszły do sprawy i podjęły działania, które doprowadzą do jej wyjaśnienia.

Prawdopodobnie olbrzymi rozgłos towarzyszący sprawie to efekt informacji, która znalazła się w piśmie do starosty. Stwierdzono w nim jednoznacznie: “Pociąg mieści w sobie także przedmioty wartościowe, cenne materiały przemysłowe oraz kruszce szlachetne”. Pan zawsze sceptycznie podchodził do informacji o tym, by ukryty pociąg miał przewozić np. złoto.
Trzeba do sprawy podchodzić w sposób realny. Pociąg miał wyjechać ze Świebodzic i nie dojechał do Wałbrzycha pod koniec II wojny światowej. Miało do tego dojść już po konferencji jałtańskiej, na której przywódcy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego, podjęli m.in. decyzję o powojennym podziale wpływów w Europie i ustaleniu granic np. Polski. Osoby odpowiedzialne w Niemczech za ukrywanie złota lub dzieł sztuki musiały wiedzieć, że Dolny Śląsk po wojnie może się znaleźć poza granicami III Rzeszy. Niemcy nie ukrywaliby tu złota, które było im potrzebne chociażby do zorganizowania ucieczek swoich zbrodniarzy wojennych do krajów Ameryki Południowej. Pociąg mogli jednak ukryć w tunelu i wysadzić jego wlot, by nie wpadł w ręce żołnierzy radzieckich. Jeśli pociąg przewoził jakiś ładunek, to moim zdaniem mogły być to surowce strategiczne dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy np. rudy wolframu. Ewentualnie jego ładunek stanowiło uzbrojenie, nie można również wykluczyć pocisków z gazami bojowymi. Dlatego wszelkie prace związane z tym znaleziskiem powinny być prowadzone pod nadzorem wojska.

Kiedy po raz pierwszy usłyszał Pan o pociągu i w jakich okolicznościach?
Najpierw dowiedziałem się o tajemniczym tunelu kolejowym, który miał istnieć w okolicach 65 km linii kolejowej z Wrocławia do Wałbrzycha, a po wojnie nie było po nim śladu. Usłyszałem o nim po raz pierwszy w latach 50. od Niemców mieszkających na terenie obecnego Wałbrzycha w trakcie wojny, z którymi pracowałem na kopalni.

Niemcy słynący z dyscypliny i dyskrecji wyjawili Polakowi taki sekret?
Po wojnie w wałbrzyskich kopalniach pracowali wspólnie Polacy i Niemcy. Raz byłem świadkiem sytuacji jak młody polski górnik kopnął starszego niemieckiego górnika i stanąłem w jego obronie. Niemcy, którzy byli świadkami zdziwienia, że Polak stanął w obronie jednego z nich. Tak zyskałem sobie ich sympatię, a później również zaufanie. W ten sposób dowiedziałem się m.in. o tunelu. Natomiast historię o pociągu usłyszałem od Niemca o nazwisku Schulc, który w czasie wojny był zawiadowcą na stacji Wałbrzych Szczawienko. Twierdził, że często przejeżdżały tędy składy kolejowe z surowcami strategicznymi dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy. Mówił, że prawdą jest również to, że przed zakończeniem wojny ze Świebodzic wyjechał skład kolejowy z nieznanym mu ładunkiem, który nie dotarł do stacji Wałbrzych Szczawienko. To odcinek, z którego pociąg nie może zjechać. Logicznym wytłumaczeniem dlaczego zniknął, jest ukrycie go w tunelu.

Wiele osób twierdzi, że zajmowanie się wyjaśnianiem niektórych tajemnic z okresu II wojny światowej, nie jest zajęciem bezpiecznym. Czy przekonał się Pan o tym osobiście?
Kiedy usłyszałem o tunelu i pociągu w latach 50. nie było szans na rozpoczęcie prac poszukiwawczych. Szybko zainteresowałby się mną milicja lub Służba Bezpieczeństwa. Dopiero w latach 80. można się było bez obaw zajmować tą sprawą. Zainteresowałem nią wówczas Ministerstwo Obrony Narodowej, które zleciło zajęcie się nią wojewodzie wałbrzyskiemu. Ostatecznie sprawy nie wyjaśniono. W 2003 r. sam zgromadziłem wszystkie niezbędne zezwolenia na wykopaliska i ekipę, która je wykonywała. Zezwolenie było ważne przez pół roku. Po trzech dniach wykopalisk, kiedy w ziemi zaczęliśmy natrafiać na ociosane bloki piaskowca, kolej cofnęła nam zezwolenie. Na miejscu zjawiło się dwóch panów, którzy nie chcieli się wylegitymować i strasząc konsekwencjami prawnymi nakazali zakończyć wykopaliska. W ciągu tych wszystkich lat, kiedy zajmowałem się zagadkami Wałbrzycha z okresu wojny, odbierałem wiele razy głuche telefony lub z pogróżkami, włamano mi się do mieszkania, ktoś otruł mi psa, który był w ogrodzie przy domu.



COMMENTS

WORDPRESS: 0