Szalona jazda, wypadki, adrenalina czyli życie żużlowca

Szalona jazda, wypadki, adrenalina czyli życie żużlowca

Igrają z losem balansując na krawędzi życia i śmierci. To napięcie czasem eksploduje, a wtedy jesteśmy świadkami bójek i awantur. To bohaterowie żużla.

Życie żużlowca to życie ryzykanta. Szalona jazda, wypadki, adrenalina. Faule i spięcia. Sędziowskie decyzje, które budzą nie mniejsze emocje niż walka na torze. Czasem emocji nie da się utrzymać na wodzy. I wtedy kibice mają dodatkowe “atrakcje” w postaci bójek, kopniaków i awantur.

 

Szaleniec vs dżentelmen

Od początku swoich startów Nicki Pedersen słynął z bezpardonowej, agresywnej jazdy. Praktycznie nie ma w stawce czołowych żużlowców takich, którzy nie mieliby z nim na pieńku. Ostatnio trzykrotny mistrz świata był bohaterem dwóch skandali. Pierwszy wydarzył się w Szwecji. Duńczyk ścigał się z uchodzącym za wzór dżentelmena Gregiem Hancockiem. Na prostej doszło do kontaktu obu żużlowców, po którym Amerykanin padł na tor. Sytuacja wyglądała groźnie, bo motocykl Hancocka spowodował jeszcze upadek Michaela Jespena Jensena, ale nikt nie ucierpiał. Jak się okazało chwilowo… Amerykanin wstał i pobiegł w stronę parkingu, do którego zmierzał także Pedersen. Nieoczekiwanie Hancock rzucił się na Duńczyka zwalając go z motocykla. Doszło do szamotaniny i dopiero po chwili udało się rozdzielić obu zawodników. Sędzia uznał winę Pedersena i wykluczył go z powtórki, ale zdecydowanie większą karę poniósł Amerykanin. Musiał zapłacić 5 tysięcy koron, najwyższą grzywnę w regulaminie Elitserien. Sprawa wciąż trwa – Pedersen nie zamierzał odpuścić 45-letniemu rywalowi i pozwał go do sądu. Odbyła się już pierwsza rozprawa. Drugi incydent z udziałem Pedersena miał miejsce kilkanaście dni temu w lidze polskiej podczas meczu KS Toruń – Unia Leszno. Szarżujący Duńczyk ściął obu zawodników z Torunia, co rzecz jasna nie spodobało się menedżerowi gospodarzy Jackowi Gajewskiemu. W parkingu doszło do przepychanek, zdenerwowany Pedersen kopnął Gajewskiego za co został ukarany czerwoną kartką. Dodatkowo Duńczyk musi zapłacić 30 tysięcy złotych kary. Łagodniej został potraktowany menedżer zespołu z Torunia – 8 tysięcy zł kary w zawieszeniu na pół roku.

 

Kopniaki Pedersena

O porywczym charakterze Pedersena przekonał się także Słoweniec Matej Zagar. Podczas ubiegłorocznej Grand Prix Szwecji w Malilli Duńczyk zaatakował ostro Słoweńca i obaj upadli na tor. Zagar próbował wymierzyć sprawiedliwość jeszcze na torze, ale Pedersen był szybszy. Kopnął rywala i… odjechał do parkingu. Dogrywka miała miejsce w boksie Pedersena, w którym zjawił się Zagar, ale skończyło się na wyzwiskach. Do tej pory relacje obu zawodników są chłodne. Za niesportowe zachowanie Międzynarodowa Federacja Motorowa ukarała ich grzywnami po 600 euro.

 

Znokautowany Gollob

Na początku kariery zbyt ostrą jazdę zarzucano także Tomaszowi Gollobowi. Wielu konkurentów uważało, że Polak po prostu odkręca gaz, zamyka oczy i pędzi do mety nie patrząc na rywali. Podczas turnieju Grand Prix Wielkiej Brytanii w 1995 roku walczący o zwycięstwo Gollob spowodował na łuku upadek Craiga Boyce’a. Australijczyk zostawił swój motocykl na torze i ruszył w stronę ustawiającego się pod taśma startową Golloba. Potem akcja potoczyła się błyskawicznie. Boyce wyprowadził cios, który zwalił z motocykla kompletnie zaskoczonego Polaka. – Wymierzyłem idealnie, może powinienem walczyć na ringu – przyznał po jakimiś czasie z wyraźną dumą Australijczyk i dodał, że kiedy emocje opadły jednak Golloba przeprosił. Polski mistrz nie był lubiany, plotki głosiły wręcz, że zawiązano przeciwko niemu koalicję. I coś chyba było na rzeczy, bo na karę nałożoną wówczas na Australijczyka złożyli się wszyscy pozostali uczestnicy cyklu.

 

Bratobójczy pojedynek

Gollob rzeczywiście aniołem nie był. Miał zatargi z m.in. Duńczykiem Tommym Knudsenem, w 1999 roku podczas Grand Prix Szwecji wdał się w awanturę z Tony’m Rickardssonem, wcześniej zajeżdżając mu drogę, a kilka lat temu zadał ciosy Tomaszowi Bajerskiemu, po tym jak ten spowodował upadek jego brata Jacka. Sprawa trafiła do sądu, Bajerski domagał się 100 tysięcy odszkodowania. Ostatecznie Gollob został zawieszony (w zawieszeniu) na pół roku. Gollob wdawał się w spory nie tylko z zawodnikami. Mocno dał się we znaki sędziemu Markowi Wojaczkowi, kiedy ten wykluczył go z finału Grand Prix w Pradze. Wulgarną wiązanka za pośrednictwem telewizji słyszały miliony kibiców. Relacje obu panów do dziś są lodowate, a arbiter wyjątkowo skrupulatnie wychwytuje wszystkie przewinienia byłego mistrza świata.



COMMENTS

WORDPRESS: 0