Sprawa Ewy Tylman: Według świadka Adam Z. był agresywny i krzyczał

Sprawa Ewy Tylman: Według świadka Adam Z. był agresywny i krzyczał

– Pod koniec listopada około 3 nad ranem odebrałem telefon i usłyszałem, że mam przyjechać. Byłem zaspany, zapytałem, po kogo i gdzie. Mężczyzna, który dzwonił powiedział: „po Ewę, po twoją laskę”. Mówił wyraźnie, nie bełkotał, ale był zdecydowanie zdenerwowany – zeznał w sądzie Andrzej M. świadek w sprawie o zabójstwo Ewy Tylman. 

Adam Z. zadzwonił do niego feralnej nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku kilkanaście minut przed zaginięciem kobiety. Jak wynika z akt sprawy, do tej sytuacji doszło, gdy w drodze w klubu Mikstura w Poznaniu Ewa upuściła telefon. Oskarżony podniósł go, ale aparat nie działał. Adam miał zadzwonić do jej chłopaka, jednak wybrał zły numer. Rozmowa trwała zaledwie kilkadziesiąt sekund, jednak świadek zapamiętał, że oskarżony był nerwowy. – To połączenie obudziło mnie w nocy. Byłem zdziwiony. Pamiętam, że rozmówca mówił agresywnym, nakazującym tonem. Nie zapamiętałem, by w tle był inny głos. To nie była rozmowa bełkotliwa. Mężczyzna krzyczał do telefonu, że są na ulicy Wierzbowej i mam przyjechać po moją laskę – mówił świadek. – To istotna relacja. Świadek wskazał na pewną determinację oskarżonego. To bardzo ważne w kontekście monitoringu, który nie był wcześniej pokazany – komentuje Mariusz Paplaczyk, pełnomocnik rodziny Ewy Tylman. 

 

Andrzej M. był jednym z wielu świadków, którzy zeznawali we wtorek w poznańskim Sądzie Okręgowym. Proces w sprawie śmierci Ewy Tylman trwa już od ponad roku. Kobieta zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku. Oskarżony o jej zabójstwo Adam Z. był ostatnią osobą, która widziała ją żywą. Prokuratura oskarżyła Adama Z. o zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Według śledczych feralnej nocy między Adamem i Ewą doszło do sprzeczki. Mężczyzna miał zepchnąć koleżankę ze skarpy, a następnie nieprzytomną przeciągnąć przez tereny nadwarciańskie i wrzucić do Warty.

 

Ciało Ewy Tylman odnaleziono w lipcu ubiegłego roku w Warcie. Adam Z. utrzymuje, że nie pamięta, co stało się z kobietą i nie przyznaje się do winy. – Gdy się spotkaliśmy Adam był zdezorientowany. Mówił, że nie wie co się stało, że nie pamięta, był przejęty. Jedyne, co mu się przypominało, to napisy na sklepach, loga samochodów – zeznała Kinga W., koleżanka oskarżonego, z którą spotkał się kilka dni po zaginięciu Ewy w Pile. Wówczas miał przyznać także, że nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się, aby stracił pamięć po spożyciu alkoholu. – Adam po alkoholu nie był agresywny, na imprezach towarzyskich dużo się śmialiśmy. Pamiętam, że raz odprowadzałam go do domu, bo sam nie był w stanie. – To kolejne zeznania, które pokazują jak Adam Z. przedstawiał wydarzenie ze swojej perspektywy. Naszym zdaniem od samego początku budował w ten sposób swoją linię obrony – komentuje mec. Mariusz Paplaczyk.

 

Na jednej z kolejnych rozpraw prawdopodobnie odtworzony zostanie monitoring, pokazujący ostatnie chwile życia Ewy Tylman. Kompilacje nagrań przygotowali policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu – Monitoring to jeden z kluczowych dowodów. O ile świadkowie mogą się mylić, o tyle kamery przy prawidłowym zestawieniu czasu i daty, pokazują obiektywnie nie tylko drogę przejścia Ewy Tylman i Adama Z., ale także stan w jakim się znajdowali, to że Ewa mocno korzystała z jego pomocy, by pokonać choćby odcinek drogi, gesty i ruchy. Nie wyobrażam sobie, żeby ostatnich chwil życia Ewy Tylman nie odtworzyć podczas rozprawy – mówi mec. Paplaczyk, który złożył wniosek o odtworzenie nagrań przed sądem.

 

AIP



COMMENTS

WORDPRESS: 0