HomeŚląskie

Śląsk się dramatycznie wyludnia. Te miasta tracą mieszkańców i opustoszeją najszybciej. Tarnowskie Góry i Żory są wyjątkami

Śląsk się dramatycznie wyludnia. Te miasta tracą mieszkańców i opustoszeją najszybciej. Tarnowskie Góry i Żory są wyjątkami

Miasta województwa śląskiego z każdym rokiem wyludniają się. Co charakterystyczne dla naszego regionu, ludzie znacznie częściej niż w reszcie Polski decydują się na wyjazd za granicę lub do innych dużych miast w kraju. Są też nieliczne miasta, którym mieszkańców przybywa, a liderem tej klasyfikacji są Tarnowskie Góry. 

 

Faktem jest, że miasta województwa śląskiego wyludniają się od wielu lat. Każdego roku liczba ludności miasta spada, a wpływają na to dwa główne czynniki. Pierwszym z nich jest ujemny przyrost naturalny, czyli wyższa liczba zgonów niż narodzin. Drugim z nich jest bilans migracji, zgodnie z którym więcej osób wyprowadza się, niż wprowadza się do miast naszego regionu. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 roku z wyżej wymienionych miast ubyło 15 tys. 500 mieszkańców. W galerii zdjęć znajdziecie dane dotyczące wyludniania się poszczególnych miast naszego regionu.

 

– Tendencja wyludniania się miast w województwie śląskim jest widoczna od 20-30 lat. To proces bardzo złożony. Z jednej strony obserwujemy czynniki ogólnoświatowe dla krajów wysokorozwiniętych. Z drugiej strony chodzi o grupę czynników lokalnych. Nie da się tej tendencji odwrócić, możemy ją jedynie wyhamować – uważa prof. Robert Krzysztofik z Uniwersytetu Ślaskiego. Jeszcze na początku 2019 roku w województwie śląskim liczba ludności w 22 miastach przekraczała 50 tysięcy. Ze względu na procesy demograficzne z tej stawki wypadły jednak Świętochłowice.

 

 

    • Będzin (56 tys. 354)

 

    • Bielsko-Biała (170 tys. 663)

 

    • Bytom (165 tys. 263)

 

    • Chorzów (107 tys. 807)

 

    • Częstochowa (220 tys. 433)

 

    • Dąbrowa Górnicza (119 tys. 373)

 

    • Gliwice (178 tys. 603)

 

    • Jastrzębie-Zdrój (88 tys. 743)

 

    • Jaworzno (91 tys. 115)

 

    • Katowice (292 tys. 774)

 

    • Mysłowice (74 tys. 618)

 

    • Piekary Śląskie (55 tys. 030)

 

    • Racibórz (54 tys. 739)

 

    • Ruda Śląska (137 tys. 360)

 

    • Rybnik (138 tys. 098)

 

    • Siemianowice Śląskie (66 tys. 841)

 

    • Sosnowiec (199 tys. 974)

 

    • Świętochłowice (49 tys. 557)

 

    • Tarnowskie Góry (61 tys. 686)

 

    • Tychy (127 tys. 590)

 

    • Zabrze (172 tys. 360)

 

    • Żory (62 tys. 472)

 

 

Żory są jedynym miastem powyżej 50 tys. mieszkańców w województwie śląskim, które odnotowało w 2019 roku dodatni przyrost naturalny. Nie jest to jednak liczba imponująca, ponieważ różnica pomiędzy ilością narodzin a zgonów wynosi tam 48. Wypada to jednak o wiele lepiej niż w Częstochowie, gdzie ten sam współczynnik to 1249 na minusie.

 

– Zwróćmy uwagę na zmianę modelu funkcjonowania rodziny. Młode małżeństwa nie decydują się już na dwójkę lub więcej dzieci. Częściej są to rodziny „2 plus 1” lub małżeństwa bezdzietne z wyboru. To tendencja globalna, którą obserwujemy od wielu lat – zauważa prof. Krzysztofik. Drugim czynnikiem jest przemijanie pokolenia wyżu demograficznego, który nastąpił po II wojnie światowej. Osoby, które przyszły na świat w stosunkowo krótkim czasie po 1945 roku to pokolenie dzisiejszych 70- lub 75-latków.

 

W tym przedziale mieści się średnia długość życia mężczyzn w Polsce, która dla kobiet jest nieco wyższa. Tym samym spora część tego pokolenia umiera. Oczywiście do elementów wyludniania się miast, które związane są z przyrostem naturalnym, należy dodać wysoką liczbę zgonów związanych z nowotworami oraz chorobami zawodowymi, które są charakterystyczne dla przemysłu ciężkiego, przez lata prowadzonego w naszym regionie.

 

Ujemny przyrost naturalny stanowi blisko 60 proc. całości wyludniania się miast w województwie śląskim. Pozostałe 40 proc. dotyczy migracji, zarówno tej wewnątrz kraju, jak i zagranicznej. Klasycznym trendem ogólnoświatowym jest przemieszanie się ludności miejskiej do gmin ościennych, gdzie można odpocząć od zgiełku miasta. – Konurbacja górnośląska, o której głównie mówimy, różni się pod tym względem od reszty Polski. Mieszkańcy Krakowa, Wrocławia lub Poznania osiedlają się tuż za rogatkami miasta, gdzie można kupić taniej grunt, znaleźć więcej zielonej przestrzeni itd. Oczywiście u nas też obserwujemy mniejsze gminy, które bogacą się kosztem większych, ale ponad 30 proc. migracji odbywa się za granicę lub do innych dużych miast w kraju – mówi prof. Krzysztofik. Ten współczynnik w województwie śląskim jest największy dla całej Polski. Dlaczego? M.in. z powodu dużego rozbicia pomiędzy centrami poszczególnych miast. Zwłaszcza młodzi ludzie, np. studenci, chętniej wybierają miejsca takie jak Kraków czy Wrocław, gdzie życie jest skoncentrowane w obszarze 2 lub 3 kilometrów wokół rynku. Charakterystyka naszego regionu sprawia, że brak w nim punktu, który kumulowałby uczestników migracji.

 

– Poza tym część społeczeństwa chce naprawdę odciąć się od miejskiego krajobrazu, który w naszym regionie jest często związany z przemysłem. Wyjeżdżając poza rogatki Katowic, Rudy Śląskiej czy Dąbrowy Górniczej, nie zawsze można odciąć się od widoku kominów, szybów i industrialnych terenów – zauważa profesor. W związku z tym mieszkańcy dużych miast województwa śląskiego częściej migrują w inne rejony Polski lub chociażby w niedalekie Beskidy.

 

Zaledwie dwa spośród 22 analizowanych przez nas miast województwa śląskiego odnotowało w ubiegłym roku wzrost liczby mieszkańców. Pierwsze z nich to Żory, gdzie liczba ludności wzrosła o 10 osób. Drugie z nich, czyli bezapelacyjny lider w tym zestawieniu, to Tarnowskie Góry, gdzie według danych GUS-u przybyło 269 mieszkańców. Główny Urząd Statystyczny odnotował w Tarnowskich Górach przyrost naturalny na poziomie minus 73. Za to liczba migrantów, którzy postanowili sprowadzić się do miasta, to aż 342 na plusie.

 

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Urząd Miasta w Tarnowskich Górach. Mariusz Jarzobmek z Biura Promocji Miasta był co najmniej zaskoczony danymi GUS. – Oczywiście cieszymy się z informacji, jakie podaje GUS, ale z wszelkiej wiedzy jaką posiadamy wynika, że Tarnowskie Góry miały pod koniec 2019 roku 55 tys. 933 mieszkańców, a nie jak podaje GUS 61 tys. 686. Odnotowaliśmy także przyrost liczby mieszkańców, ale nieco skromniejszy, bo wynoszący dokładnie 40 osób – poinformował. – Tarnowskie Góry są po prostu miastem, w którym dobrze się żyje, a nie jest to jedynie zasługa urzędników, ale przede wszystkim mieszkańców. Mamy tutaj dużo ciekawy wydarzeń, dobre restauracje i pozytywny klimat. Do tego trzeba dodać dobrą sieć szkół, przedszkoli i żłobków, co przyciąga młode rodziny – podkreśla Jarzombek.

 

– Tarnowskie Góry mają w swoich granicach też bardzo dobre tereny podmiejskie, które są w dobry sposób zagospodarowywane. To powoduje, że mieszkańcy Bytomia, Świętochłowic czy Rudy Śląskiej decydują się tu zamieszkać. Te miasta nie posiadają aż tak bogatej oferty o charakterze podmiejskim – uważa prof. Krzysztofik. Wzrost migracji wpływa również na współczynnik związany z przyrostem naturalnym. Na migracje najczęściej decydują się ludzie młodzi, którzy już mają własne lub w przyszłości będą zakładać rodziny. Kiedy te zaczną się powiększać, naturalnie wzrośnie przyrost naturalny, dlatego miasta takie jak Tarnowskie Góry zyskują podwójnie.

 

aip

COMMENTS