HomeSport

Schlierenzauer znowu na zakręcie. Tajner: Może być jak Ammann w Salt Lake City

Schlierenzauer znowu na zakręcie. Tajner: Może być jak Ammann w Salt Lake City

Gregor Schlierenzauer nie wystąpi w Wiśle. Naruszył więzadła poboczne w prawym kolanie. Kiedyś cudowne dziecko światowych skoków, pogromca rekordów – teraz robi wszystko, by wrócić na szczyt. – Czasem taki przymusowy odpoczynek jest nawet lepszy w takiej sytuacji życiowej, w jakiej znalazł się Schlierenzauer. Musi się z tym pogodzić i tyle. Może z nim być tak samo, jak z Simonem Ammanem, który 30 dni po groźnym upadku wygrał złoto w Salt Lake City – mówi Apoloniusz Tajner.

 

Kilka dni temu był bohaterem biograficznego filmu pt. Weitergehen. Gregor Schlierenzauer był bohaterem projekcji, którą sala wiedeńskiego Filmcasino nagradzała kilkuminutową owacją na stojąco. Cudowne dziecko austriackich skoków, 53 zwycięstwa w Pucharze Świata, przebity idol – Adam Małysz, a przede wszystkim dotychczasowy rekordzista w liczbie wygranych konkursów Matti Nykaenen. Medale MŚ, Igrzysk Olimpijskich, MŚ w lotach, zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. “Schlieri”, który już “Schlierim” być nie chce – pragnie dorosnąć, zerwać z przytłaczającym go splendorem. I oczywiście wrócić do świetnego skakania. Do swojego piekielnie silnego odbicia. Po nieudanym TCS 2016 zawiesił karierę. Pracował nad tym, by wrócić. Od nowa uczył się skakania, przyzwyczajał ciało w inny sposób, do tego, co robił całe życie. Wyłączył głowę, szukał luzu, bawiąc się w Dubaju, czy w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Do nowego sezonu, a przede wszystkim igrzysk w Pjongczangu będzie musiał pracować jeszcze ciężej. Naderwał więzadło w kolanie i będzie musiał pauzować kilka dobrych tygodni, na całe szczęście nie będzie potrzebował żadnego poważnego zabiegu. Na pewno nie zobaczymy go podczas inauguracji sezonu, która odbędzie się 18 i 19 listopada w Wiśle. Austriak zapowiada powrót w okolicach Turnieju Czterech Skoczni. – Duży pech, że to się stało tuż przed sezonem olimpijskim, nie będę się jednak zamartwiał i poddawał – mówi Gregor Schlierenzauer. W marcu 2016 roku przesadził, zerwał więzadło krzyżowe w prawym kolanie, bowiem postanowił pojeździć na nartach poza wyznaczonymi trasami na jednym ze stoków w Kanadzie. W lutym uszkodził więzadło w kolanie po upadku na mamuciej skoczni w Oberstdorfie, szkodę w tym samym miejscu poprawił w poniedziałek w Ramsau. Na specjalnym rozbiegu skoczek naruszył więzadła poboczne w prawym kolanie. Te krzyżowe przetrwały, dzięki czemu operacji nie będzie. Schlierenzauer już porusza się ze specjalnie założoną szyną. – Latem już wykazywał bardzo dobrą dyspozycję. Jeżeli on w ciągu miesiąca z tego wyjdzie, to będzie w formie. Pamiętam jak przed igrzyskami w Salt Lake City upadł Simon Ammann. Zrobił praktycznie salto, widziałem to z bliska. Tydzień był w szpitalu, następny tydzień się rehabilitował, potem zaczął skakać. 30 dni od upadku zdobył złoty medal. Nadal trzeba liczyć się z tym, że Schlierenzauer może wrócić i być groźny. Kto wie, czy jego superkompensacja w organizmie nie pomoże mu w dojściu do formy, a wtedy na pewno skupi się tylko na igrzyskach. Wszystko jest możliwe – mówi Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, były trener i autor sukcesów Adama Małysza.

Michał Skiba AIP

COMMENTS