HomePOLSKA

Sąd uznał kierowcę seicento winnym spowodowania wypadku limuzyny z Beatą Szydło

Sąd uznał kierowcę seicento winnym spowodowania wypadku limuzyny z Beatą Szydło

Przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu zakończył się proces w sprawie Sebastiana Kościelnika, oskarżonego o spowodowanie wypadku. Ponad trzy lata temu prowadzonego przez niego seicento zderzyło się z jednym z pojazdów kolumny rządowej, którą podróżowała ówczesna premier Beata Szydło. Sąd warunkowo umorzył postępowanie karne wobec Sebastiana Kościelnika. Nakazał jednak zapłacić mu nawiązkę na rzecz byłej premier Beaty Szydło i funkcjonariusza BOR. Wyrok nie jest prawomocny i nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Co ważne, do prokuratury zostanie złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez kierowcę BOK.

 

Wyrok Sądu Rejonowego w Oświęcimiu oznacza, że Sebastian Kościelnik jest winny wypadku ale nie zostanie za niego osądzony. Sędzina warunkowo umorzyła postępowanie karne. Jeżeli wyrok się uprawomocni, Sebastian będzie musiał zapłacić po tysiącu złotych nawiązki Beacie Szydło i funkcjonariuszowi BOR.

Jest jednak mała szansa, że wyrok się uprawomocni. Nie zgadza się z nim ani Sebastian Kościelnik i jego obrońca ani prokurator Rafał Babiński. – Nie zgadzam się z decyzją sądu – wprost mówił Sebastian Kościelnik.

Co bardzo ważne, w ustnym uzasadnieniu sędzina wskazała, że trzy rządowe auta, które jechały przez Oświęcim, nie tworzyły kolumny uprzywilejowanej. Miały włączone sygnały świetlne ale dźwiękowych już nie. Po analizie m.in. nagrań z monitoringów, biegli wyliczyli, że między samochodami nie było też zachowanej odpowiedniej odległości. Na jednym z nagrań, na których uchwycone zostały samochody niedługo przed wypadkiem, pomiędzy pierwszym a drugim jest ponad 29 metrów odległości a między drugim a trzecim – 6 metrów.

– Nie tworzyły więc kolumny uprzywilejowanej – mówiła sędzina Agnieszka Pawłowska.

Kierowca z BORu też winny

Jak podkreśliła obaj kierowcy, tj. Sebastian Kościelnik i kierowca limuzyny rządowej są winni spowodowania wypadku. Nie przestrzegali przepisów ruchu drogowego. Sędzina zapowiedziała, że złoży zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez kierowcę samochodu, którym jechała Beata Szydło.

Przypomnijmy:
Prokurator Rafał Babiński chciał dla Sebastiana Kościelnika kary roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania w tym czasie prac społecznych po 20 godzin w miesiącu i pokrycia kosztów postępowania sądowego. Prokurator na wczorajszym posiedzeniu (8 lipca) stwierdził, że prace społeczne “wychowają” tego młodego człowieka. – Nie ma wątpliwości, że oskarżony jest sprawcą czynu – mówił prokurator.
Sebastian Kościelnik i jego obrońca, mec. Władysław Pociej podkreślali, że nie ma tu jego winy.
Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. już po zmroku. To był piątek. Rządowa limuzyna A8L Security jechała z premier Beatą Szydło przez Oświęcim do jej domu, do Przecieszyna. To kilkanaście kilometrów dalej.

Kolumna, składająca się z trzech samochodów, systematycznie wyprzedzała inne. Na ul. Powstańców Śląskich, niedaleko dworca kolejowego, przy skrzyżowaniu z ul. Elizy Orzeszkowej miała wyprzedzić seicento Sebastiana Kościelnika.

Przez trzy lata sądy ustalały, co tu właściwie się stało. Czy zawinił Sebastian Kościelnik, czy kierowcy rządowej kolumny. Sebastian twierdził, że nie widział limuzyny, tylko światła pierwszego samochodu. Sygnałów dźwiękowych w ogóle nie było. Po przejechaniu samochodu z migającymi światłami – czerwonymi i niebieskimi, wracał na swój tor jazdy i chciał jechać w boczną uliczkę. Wtedy rządowe auto uderzyło w jego seicento.

Inną wersję przedstawia prokurator. Z opisu zdarzeń prokuratora wynikało, że oświęcimianin prawidłowo ustąpił pierwszeństwa przejazdu pierwszemu, uprzywilejowanemu pojazdowi w rządowej kolumnie, zatrzymał się przy prawej krawędzi jezdni, ale potem nie upewnił się, że zbliżają się dwa kolejne pojazdy z kolumny i uderzył w ten, w którym na fotelu pasażera była premier Szydło. Sebastian Kościelnik był oskarżony o nieumyślne spowodowanie tego wypadku.

W tej sprawie zeznawało wielu świadków, ale ich słowa często wykluczały się wzajemnie, m.in. w kwestii, czy kolumna rządowa miała włączone sygnały dźwiękowe. Do tego została nieodwracalnie uszkodzona płyta z nagraniem z monitoringu, która była dowodem obrony w sprawie wypadku.

Prokurator Rafał Babiński na wcześniejszych rozprawach podkreślał, że gdy młody oświęcimianin był po raz pierwszy przesłuchiwany, tuż po wypadku, przyznał się do winy. Potem z tego wycofał się.

Red. Małgorzata Gleń PolskaPress AIP

COMMENTS