Rosyjska prokuratura wciąż bada tragedię sprzed 60 lat

Rosyjska prokuratura wciąż bada tragedię sprzed 60 lat

Rosyjska prokuratura wciąż próbuje ustalić okoliczności śmierci dziewięciorga turystów, którzy zginęli w górach Uralu 60 lat temu. Według dotychczasowych ustaleń, do tragedii doszło w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku na przełęczy, którą od nazwiska przewodnika feralnej wyprawy nazwano przełęczą Igora Diatłowa. Wydarzenia sprzed 60 lat są jedną z tych zagadek, które próbują rozwikłać rosyjscy śledczy, prywatni detektywi, dziennikarze i zwolennicy teorii spiskowych. O tragedii na przełęczy Diatłowa napisano kilka książek i gier komputerowych, nakręcono filmy i skomponowano piosenki.

 

23 stycznia 1959 roku dziewięcioro studentów i absolwentów Uralskiego Instytutu Politechnicznego w Swierdłowsku wyruszyła na narciarską wyprawę. Mieli do pokonania około 300 kilometrów, a ich celem był szczyt Północnego Uralu Otorten, nazywany przez miejscowy lud Mansów „Nie idź tam”.

Ponieważ w wyznaczonym czasie przewodnik Igor Diatłow nie powiadomił o zakończeniu wyprawy, wszczęto poszukiwania. 27 lutego ekspedycja ratunkowa znalazła ciała pięciu członków grupy Diatłowa, w tym i jego.

Zwłoki pozostałych czworga narciarzy odnaleziono dopiero w maju, gdy stopniał śnieg. Przebieg wyprawy, aż do 1 lutego znamy z dzienników prowadzonych przez studentów. Natomiast okoliczności ich śmierci do dziś pozostają tajemnicą.

Badacze stawiają kilka hipotez. Według jednych, śmierć grupy Diatłowa spowodowała lawina lub huragan. Według innych, studentów mogli zamordować kryminaliści ukrywający się w górach, dezerterzy, albo zamieszkujący ten region Mansowie. Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że narciarze padli ofiarą eksperymentów wojskowych, prowadzonych na pobliskim tajnym poligonie.

 

 

 

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/mcm/dw

 W tym tygodniu polecamy ► Kennedy’ego zabił Oswald. Adamowicza zabił Wilmont! Skończmy z ukrywaniem przestępców w Polsce





COMMENTS

WORDPRESS: 0