HomeUSAMiami

Protesty uderzają w restauracyjną społeczność Miami

Protesty uderzają w restauracyjną społeczność Miami

Telefon Marca Falsetto zadzwonił w niedzielny wieczór około 22:00. z wiadomościami, że jego restauracje w centrum Fort Lauderdale zostały zdewastowane.

 

„Nie mogłem zejść na dół, aby zobaczyć, co się dzieje z powodu godziny policyjnej” – mówi Falsetto. Kiedy dyrektor generalny Handcrafted Hospitality Group w końcu dotarł do korytarza restauracji i barów przy Southwest Second Street znanej jako Himmarshee Village, był zdumiony. Okna w Tacocraft, jednej z dwóch restauracji, które posiada w sąsiedztwie, zostały rozbite. Na następnej ulicy, w drugiej restauracji, Pizzacraft, parasole były zepsute.
W pobliżu Himmarshee, „Public House” była pokryta graffiti, jej okna zostały rozbite, a „O-B” House, legenda śniadaniowa, został zdemolowany.
„Byliśmy zamknięci na dwa miesiące i ledwo mogliśmy przeżyć” – mówi Falsetto. „W końcu otrzymaliśmy polecenie ponownego otwarcia i teraz zrobiliśmy ogromny krok do tyłu”.
Napisał o zniszczeniach na Facebooku, pisząc: „Pokojowe protesty zrujnowane przez wandali!”
Falsetto mówi, że wandalizm w połączeniu z utratą dochodów spowodowaną godziną policyjną narzuconą przez urzędników hrabstwa Broward będzie kosztował go dziesiątki tysięcy dolarów.
„To wszystko tylko dodało pracy i stresu”, mówi właściciel restauracji, dodając, że „popiera protesty”. Ale dla personelu, który wciąż próbuje znaleźć równowagę po zamknięciu spowodowanym pandemią, ten dodatkowy cios jest dodatkowym obciążeniem.


„Jak planujesz? Jak planujesz podczas godziny policyjnej? Mam pracowników, którzy nie chcą tu jeździć, bo boją się zostawić swoich samochodów. Jak sobie radzisz z tą niepewnością?” Fort Lauderdale nie był jedynym miejscem na południowej Florydzie, gdzie demonstranci zgromadzili się w weekend, aby zaprotestować przeciwko zabiciu George’a Floyda, 46-letniego czarnego mężczyzny, który zmarł podczas interwencji policji.

Stephanie Vittori mówi, że w końcu widziała pewne oznaki życia pojawiające się w South Beach w sobotni wieczór, kiedy policjanci kazali jej zamknąć o 22:00. „Były protesty i rozumiem to. Ale moja restauracja jest otwarta na wszystko” – mówi. „To nas kopie, kiedy jesteśmy na dole”. Vittori, właścicielka Cheeseburger Baby, twierdzi, że Washington Avenue, zwykle ruchliwa arteria komunikacyjna, od soboty przypomina miasto-widmo. „Jest całkowicie martwy. Jest gorzej niż wcześniej. Siedzę tutaj, próbując ustalić harmonogram i dać wszystkim godziny, ale do tej pory miałem dwa zamówienia. Co chcesz, żebym z tym zrobił?” Mówi, że ma prawo do pokojowego protestu i zauważa, że „Ameryka została zbudowana na protestach”. Ale jest sfrustrowana tym, jak poradzono sobie z ostatnimi protestami. „Właśnie się otworzyliśmy i jesteśmy niszczeni” – mówi. „Jestem tu 20 lat. Prawie całe życie pracowałem, próbując rozwinąć ten biznes”.

Patrząc na południe od Lil Greenhouse, restauracji z duszą, którą jest współwłaścicielem na NW Third Avenue w Overtown, szef kuchni Karim Bryant widział niedzielę protestów w centrum Miami. „Dosłownie mogłem wyjść przez drzwi i zobaczyć, co się dzieje” – mówi Bryant. Kiedy grupy zaczęły się łączyć na pobliskich ulicach, on i jego partnerzy James „Buckwheat” Gibson i Keon Williams podjęli działania. „Sprowadza się to do bycia świadomym tego, co się dzieje i próbowania wyprzedzenia tego” – wyjaśnia Bryant. „Nie wiedzieliśmy, kim są organizatorzy i nie wiedzieliśmy, jakie są ich intencje”. Kilka razy w niedzielę Gibson zabrał się na Facebook Live, aby zgromadzić społeczność Overtown, aby wystrzegać się napływu demonstrantów. Był przekonany, że większość nie pochodzi z sąsiedztwa i że wielu zamierza wyrządzić szkody lokalnym przedsiębiorstwom i zagrażać mieszkańcom.

„Przesuwając tłum na wschód, policja była w stanie poradzić sobie z sytuacją zeszłej nocy”, mówi Bryant. „Nie obwiniam policji. Nie mogą być wszędzie”. Bryant mówi, że on również jest zły na śmierć George’a Floyda, która została uznana za zabójstwo. Ale nie uważa, by osoby z zewnątrz chodziły w Overtown – kulturalnym sercu czarnej społeczności Miami i miejscu zamieszek rasowych przy wielu okazjach w latach 80. i na początku lat 90. – aby to zademonstrować. „Nie mówię nikomu, żeby nie protestował” – mówi. „Wszyscy odczuwamy ten ból i potrzebujemy odpowiedzialności i logicznej zmiany. Ale staramy się wrócić do poczucia normalności i nie jest to możliwe z tym chaosem. Nie pozwolimy, by ludzie rozszarpali nasze sąsiedztwo”. Dodaje Bryant: „W okolicy mamy wielu starszych ludzi, którzy widzieli już dość. Zabierz to gdzie indziej. Dla nas nie chodzi tylko o jedzenie i biznes. Służymy społeczności na każdym poziomie”.

JK

COMMENTS