20 C
Chicago
środa, 24 lipca, 2024

Prokurator chce prac społecznych dla Sebastiana Kościelnika, którego cinquecento zderzyło się z rządową limuzyną w Oświęcimiu

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Sebastian Kościelnik oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku do którego doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu, kiedy to jego cinquecento zderzyło się z rządową limuzyną wiozącą do domu w Przecieszynie ówczesną premier Beatę Szydło, jest zdziwiony żądaniem prokuratora Rafała Babińskiego. Ten chce dla niego kary roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania w tym czasie prac społecznych po 20 godzin w miesiącu. Wyrok w tej sprawie przed oświęcimskim Sądem Rejonowym zapadnie jutro, tj. 9 lipca 2020 roku.

[przycisk]g[/przycisk] Prokurator Rafał Babiński uważa, że prace społeczne „wychowają” Sebastiana Kościelnika. – Nie ma wątpliwości, że oskarżony jest sprawcą czynu – mówił prokurator w oświęcimskim sądzie. Oprócz roku ograniczenia wolności i prac społecznych wniósł też o to, by Sebastian Kościelnik poniósł koszty postępowania sądowego. – Oskarżony ani razu nie uświadomił sobie, czego się dopuścił. Musi mieć świadomość własnych ograniczeń i zwracać szczególną uwagę na innych uczestników ruchu drogowego – wyjaśniał. Sąd Rejonowy w Oświęcimiu już 16 czerwca zamknął postępowanie dowodowe w sprawie wypadku w którym brały udział cinquecento i rządowa limuzyna audi A8L.

 

Wówczas oskarżyciel publiczny Rafał Babiński wygłosił mowę końcową, ale nie podał jakiej kary domaga się dla Sebastiana Kościelnika. Prokurator Rafał Babiński na czerwcowej rozprawie wskazał m.in. na opinie biegłych, zeznania świadków i wyjaśnienia młodego oświęcimianina, który – gdy był po raz pierwszy przesłuchiwany, jeszcze bez udziału obrońcy, przyznał się do winy. Potem z tego wycofał się. Z opisu zdarzeń prokuratora wynikało, że oskarżony prawidłowo ustąpił pierwszeństwa przejazdu pierwszemu pojazdowi w rządowej kolumnie, zatrzymał się przy prawej krawędzi jezdni, ale potem nagle skręcił w lewo, chcąc jechać w boczną uliczkę. Nie upewnił się jednak, że zbliżały się dwa kolejne pojazdy z kolumny i uderzył w audi, na którego fotelu pasażera siedziała Beata Szydło. Kierowca Biura Ochron Rządu odbił kierownicą w lewo, ale auta i tak zderzyły się.

 

Trzytonowa limuzyna siłą rozpędu pojechała dalej i w efekcie rozbiła się na lipie, która rośnie po przeciwnej stronie drogi. Trzy osoby zostały ranne. Szef ochrony pani premier, Piotr G., dostał złamana kości udowej, lżejsze obrażenia miał kierowca z BOR, a była premier miała złamany mostek i kilka żeber oraz stłuczone płuca i serce. Najpierw trafiła do oświęcimskiego szpitala a po kilku godzinach została odtransportowana helikopterem do szpitala w Warszawie.

Kwestią pozostaje, czy rządowa limuzyna była właściwie oznakowana, tj czy miała włączone odpowiednia światła i dawała wygnały dźwiękowe oraz czy auta jechały w odpowiedniej od siebie odległości. W dodatku adwokat Sebastiana Władysław Pociej podważa ustalenia biegłych, jakoby prędkość rządowej limuzyny w momencie uderzenia w drzewo miała wynosić 40 km na godzinę. Jego zdaniem jechała 112 km. Przekonuje też, że kierowca audi z Beatą Szydło podjął manewr wyprzedzania na podwójnej ciągłej, gdy młody oświęcimianin stał już na skrzyżowaniu, skręcał w lewo i kierunkowskazem dawał znać, jaki manewr chce wykonać.

 

Przekonuje, że jego klient prawidłowo wykonał manewr, za to kierowca BOR nie upewnił się, czy inni uczestnicy jazdy wiedzą, że się to jedzie kolumna rządowa. – Mój klient tego nie wiedział, bo nie było widać odpowiednich sygnałów świetlnych i nie było słychać sygnałów dźwiękowych – twierdzi mec. Pociej. On i Sebastian Kościelnik chcą uniewinnienia. Dzisiaj Sebastian był zdziwiony, że prokurator domaga się dla niego prac społecznych. – Myślałem, że będzie chciał kary w zawieszeniu – mówi. Liczy, że jutro cała ta sprawa zakończy się dla niego ostatecznie. Ma już dość nerwów. Ma teraz inne auto – jeździ audi i już nie mieszka w Oświęcimiu, przeprowadził się na drugi koniec Polski – do Olsztyna.

 

Co ciekawe, zakupiona zaledwie dwa miesiące przed wypadkiem za 2,5 mln zł rządowa pancerna limuzyna audi A8L nie była ubezpieczona, nie miała Autocasco. Jeśli sąd uznałoby go winnym spowodowania wypadku, wówczas koszty strat zostaną pokryte z ubezpieczenia OC sprawcy. Całości kosztów nie pokryją.

 

aip

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520