HomeŁódzkie

Proces mafii vatowskiej w Łodzi. Skarb Państwa stracił prawie 250 mln zł

Proces mafii vatowskiej w Łodzi. Skarb Państwa stracił prawie 250 mln zł

Proces w sprawie mafii vatowskiej zaczął się we wtorek w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Na ławie oskarżonych zasiada 45 osób, wśród których jest pięciu Wietnamczyków i siedmiu Turków. Oskarżonych było więcej – 51, ale sześciu dobrowolnie poddało się karze. W wyniku vatowskiej karuzeli z lipnymi fakturami Skarb Państwa miał stracić 246 mln zł. Zgodnie z nowymi, zaostrzonymi przepisami, tego typu przestępstwa traktowane są jako tzw. zbrodnia fakturowa, za którą grozi nawet do 25 lat więzienia.

To drugie podejście do tego procesu. Pierwsze zakończyło się fiaskiem, bowiem nie zdołano na czas przetłumaczyć aktów oskarżenia dla zamieszanych w aferę obcokrajowców. Teraz nie było już tych problemów i po wielogodzinnych potyczkach proceduralnych sędzia Wioletta Kubasiewicz odebrała dane osobowo-zawodowe od oskarżonych. Oznacza to, że nic już nie stoi na przeszkodzie, aby na następnej rozprawie – we wtorek zabrakło czasu – prokurator Paweł Lutomski odczytał akt oskarżenia. Śledztwo w sprawie tej afery prowadziła Prokuratura Okręgowa w Łodzi, według której na czele procederu stały dwie osoby: 52-letnia Renata B. i jej dobry znajomy, 46-letni Bartłomiej R.

 

Oboje usłyszeli zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wystawiania „pustych” faktur vatowskich i prania brudnych pieniędzy. Zdaniem śledczych, proceder polegał na fikcyjnych transakcjach między spółkami, które mimo że na papierze notowały wysokie obroty, to faktycznie nie zatrudniały pracowników, nie posiadały zaplecza logistycznego w postaci magazynów z towarami i samochodów do ich przewożenia. Siedziby tych firm miały charakter tymczasowy bądź były to biura wirtualne. Prokuratorzy podkreślają, że były to spółki – słupy kierowane przez prezesów – słupów. Chodziło jedynie o uzyskanie nienależnego zwrotu podatku VAT i wyprania brudnych pieniędzy.

 

Okazuje się, że mafia vatowska działała jak dobrze zorganizowana korporacja. Prokuratura zwraca uwagę, że podział ról był ściśle określony. I tak jedni sprawowali nadzór nad „słupami”, obsługiwali konta bankowe, sporządzali bilanse, sprawozdania i deklaracje podatkowe, a drudzy sprawowali fikcyjne funkcje prezesów spółek, prokurentów i właścicieli przedsiębiorstw. Jeszcze inni wysyłali dokumenty do KRS i ZUS oraz podejmowali gotówkę z rachunków bankowych lub z bankomatów. Wśród takich „kasjerów” był 62-letni Mirosław S., który na co dzień działał jako prokurent w kilku spółkach. Miał on kierowcę wożącego go od banku do banku w Łodzi i okolicy, w których wypłacał gotówkę. Musiał to być złoty interes, bowiem – według śledczych – tygodniowo podejmował około miliona złotych. Pieniądze miał przekazywać szefom procederu, Renacie B. i Bartłomiejowi R. lub osobom przez nich wskazanym.

 

Chwile grozy przeżył za to inny oskarżony, 35-letni Dariusz K., któremu grożono śmiercią. Według prokuratury, do mafii vatowskiej zwerbowała go Renata B. Podjął „pracę” i został prezesem spółki. W pewnym momencie zbuntował się. Zmienił hasła do konta bankowego spółki i zablokował kartę bankomatową. Reakcja przełożonych była natychmiastowa. Renata B. podczas rozmowy telefonicznej oznajmiła, że od tej pory nie zna dnia ani godziny. Poradziła mu, aby oglądał się za siebie, bo nie wiadomo, kiedy mu ktoś łeb upier… Ponadto groziła mu mówiąc, że ma ładną córkę i że może już nie być taka urodziwa. Pojawiła się też sugestia, że córkę będzie można drogo sprzedać i w ten sposób odzyskać pieniądze. Tak twierdzą śledczy. Dariusz K. tak się przeraził, że przez pewien okres nie wypuszczał dzieci z domu.

 

aip

COMMENTS