Prezydent Duda ułaskawi Marka Falentę? Nadał bieg sprawie, ale nic nie jest przesądzone

Prezydent Duda ułaskawi Marka Falentę? Nadał bieg sprawie, ale nic nie jest przesądzone

Marek Falenta, skazany w związku z aferą podsłuchową, prosi prezydenta o łaskę. Ten skierował sprawę do Prokuratora Generalnego, co może stanowić początek drogi do aktu łaski. Ale nie musi.

Najgłośniejszym aktem ułaskawienia, z którego skorzystał prezydent Andrzej Duda, był ten zastosowany wobec Mariusza Kamińskiego. Ułaskawienie byłego szefa CBA w listopadzie 2015 roku komentowano jako kontrowersyjne, ponieważ w sprawie Kamińskiego (skazanego wcześniej w sądzie niższej instancji) nie zapadł jeszcze wyrok Sądu Najwyższego. W ostatnich dniach rodzina Marka Falenty, zatrzymanego w Hiszpanii w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania, również wnioskowała do prezydenta Dudy o ułaskawienie. Jak poinformował prezydencki minister Błażej Spychalski, Andrzej Duda skierował „w trybie zwykłym” wniosek o ułaskawienie Falenty do Prokuratora Generalnego. To jednak nie oznacza, że biznesmen zostanie ułaskawiony.

 

Przekazaniem sprawy prokuraturze prezydent „nadał bieg sprawie”. „Akt łaski stosowany jest przede wszystkim, gdy skutki wyroku są nadmiernie dolegliwe” – czytamy na oficjalnej stronie kancelarii prezydenta RP. „(…) a ich represyjny charakter znacznie przekracza poziom zamierzony przez sąd, gdy wymagają tego względy humanitaryzmu i sprawiedliwości, a nie można uczynić im zadość w drodze postępowania sądowego oraz gdy występują wyjątkowe, nieznane dotąd wydarzenia”. Biznesmen Marek Falenta, który zlecił dwóm kelnerom pracujących w warszawskich restauracjach podsłuchiwanie czołowych postaci świata polityki i biznesu, został skazany na dwa lata i sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Jeden z kelnerów – Konrad L. usłyszał wyrok dziesięciu miesięcy więzienia w zawieszeniu. Będzie także musiał zapłacić karę finansową.

 

Taki sam wyrok usłyszał współpracownik Falenty Krzysztof Rybka. Sąd odstąpił od ukarania więzieniem kelnera Łukasza N. Prokuratura domagała się kary 1,5 roku więzienia w zawieszeniu dla Falenty i 540 tys. zł grzywny. Tak zwana afera podsłuchowa wyszła na jaw 14 czerwca 2014 r. po publikacji w tygodniku „Wprost” stenogramów z nielegalnie podsłuchanych rozmów osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych w kilku warszawskich restauracjach. Nagrań dokonywano od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. Podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań nagrano rozmowy ponad stu osób, m.in. ówczesnych ministrów: Elżbiety Bieńkowskiej, Bartłomieja Sienkiewicza, Radosława Sikorskiego. Ujawnienie nagrań spowodowało kryzys w rządzie Donalda Tuska.

 

Zdaniem mediów, nagrane w restauracjach materiały mogły być zemstą Falenty za śledztwo w sprawie jego firmy Składy Węgla oraz próbą zdobycia ważnych dla działalności gospodarczej informacji. Falenta był jeszcze w 2014 roku właścicielem większościowego pakietu udziałów w spółce SkładyWęgla.pl, która miała siedzibę w Białych Błotach pod Bydgoszczą. Miał wprowadzić tego dystrybutora węgla (sprowadzanego z Rosji) na giełdę. Plany spaliły na panewce, kiedy w czerwcu 2014 roku aresztowano kierownictwo SkładówWęgla.pl. Działania policji zbiegły się w czasie z wybuchem afery taśmowej. Pierwotnie brano pod uwagę, między innymi wątek rozliczeń z rosyjskim eksporterem węgla. Ostatecznie w procesie, który prowadził warszawski sąd w sprawie nagrywania polityków, ten wątek nie został w ogóle poruszony.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0