Poznań: Słoń Ninio po operacji usunięcia ciosa dochodzi do siebie. Jest obolały, ma spuchniętą nogę, którą trzeba masować

Poznań: Słoń Ninio po operacji usunięcia ciosa dochodzi do siebie. Jest obolały, ma spuchniętą nogę, którą trzeba masować

Mieszkaniec poznańskiego zoo Ninio po poniedziałkowej operacji jest obolały. Wycięcie ciosa powiodło się, jednak słoń powoli dochodzi do siebie. W nocy czuwali przy nim pracownicy. Obecni wciąż są także lekarze z Republiki Południowej Afryki, którzy przeprowadzali zabieg. – Zwierzę jest na środkach przeciwbólowych. Chodzi, a to najważniejsze, jednak jest na nas zły i boli go noga – mówi Małgorzata Chodyła, rzeczniczka zoo.

W poniedziałek, 27 stycznia odbył się najprawdopodobniej ostatni zabieg związany z wycięciem ciosa słonia Ninio. Lekarze z uniwersytetu w Pretorii z RPA: Gerhard Steenkamp i Adrian Tordiff wycinali kość wraz z korzeniem, pozostałości, które zostały w szczęce zwierzęcia. Zabieg był trudny i skomplikowany, trwał kilka godzin. Pomagali im pracownicy zoo, którzy nie tylko podawali narzędzia, ale także dbali, by zwierzęciu nic się nie stało.

 

Zębowe problemy Ninia rozpoczęły się w 2015 roku, gdy podczas zabawy ze swym bratem ułamał sobie prawy cios. Od tego czasu zwierzę przeszło kilka operacji, jedną z poważniejszych w sierpniu 2019 roku, gdy słoń pozostawał w uśpieniu prawie pięć godzin. – Zabieg zakończył się pomyślnie. Ninio jest jednak zły na nas i bardzo obolały. Bardzo długo leżał, przez co jego lewa, przednia noga jest opuchnięta i boli. Na szczęście słoń już stoi – opowiada Małgorzata Chodyła, rzeczniczka zoo.

Pracownicy zoo starają się mu ulżyć w cierpieniu. – Polewają nogę ciepłą wodą, by ją rozmasować. Ninio musi po operacji dojść do siebie. Wciąż trzymają go silne środki przeciwbólowe, ale możemy domyślać się, że rana jest zaogniona i wciąż boli – dodaje rzeczniczka zoo. Lekarze z Pretorii wciąż są w zoo i zostaną w Poznaniu do środy. – Chcą mieć pod kontrolą, czy słoniowi nic złego się nie dzieje. Jutro też podejmiemy pierwszą próbę karmienia. Musimy teraz czekać, aż rana się zagoi. Jest głęboka, ale mam nadzieję, że stanie się to szybciej niż latem, gdy panowały potężne upały – opowiada Chodyła.

 

Dyrektorka zoo Ewa Zgrabczyńska podkreśla natomiast, że zwierzę było w dobrych rękach. – Uniwersytet w Pretorii i IZW w Berlinie to nie tylko wiodące jednostki naukowo-badawcze, to praktycy, którzy z najwyższym poświęceniem, łącząc naukę z leczeniem, niosą pomoc zwierzętom na całym świecie, z narażeniem życia, walcząc o gatunki zagrożone wyginięciem, ich przetrwanie i dobrostan, w niewoli i w naturze. Jestem zaszczycona, że czują się związani z naszym zoo, stali się członkami naszej społeczności – pisze.

Red. AIP



COMMENTS

WORDPRESS: 0