Poznań: Kościół ma płacić za księdza pedofila

Poznań: Kościół ma płacić za księdza pedofila

Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że zgromadzenie Towarzystwa Chrystusowego ma zapłacić 1 mln złotych ofierze “swojego” księdza, który gwałcił dziewczynkę. Zdaniem sądu, zakon mający swoją siedzibę w Puszczykowie, odpowiada za czyny duchownego Romana B. To precedensowy wyrok, po raz pierwszy stwierdzono odpowiedzialność prawną Kościoła katolickiego za czyny księdza.

Wyrok jest nieprawomocny, zapadł w styczniu tego roku. Orzeczenie było utrzymywane w tajemnicy aż do dzisiaj. O sprawie poinformowała „Gazeta Wyborcza”. O historii księdza Romana B. pisaliśmy w „Głosie Wielkopolskim” na początku ubiegłego roku. Duchowny został skazany na 4 lata więzienia za wielokrotne wykorzystywanie seksualne, za gwałty na dziewczynce, która miała trudną sytuację w rodzinie. Poznał ją w woj. zachodniopomorskim, gdzie uczył religii. Zaczął się nią „opiekować”, co z czasem oznaczało jej regularne, brutalne wykorzystywanie. Sąd skazując go na 4 lata więzienia, stwierdził, że uczynił z dziewczynki “seksualną niewolnicę”. Kara zapewne byłaby wyższa, jednak u księdza Romana B. stwierdzono zaburzenia wpływające na ograniczoną poczytalność.

 

Po czteroletniej odsiadce ksiądz Roman B. trafił do zakonu Chrystusowców w Puszczykowie. Zgromadzenie zapewniało, że nie ma kontaktu z wiernymi, ale wiadomo, że m.in. odprawiał msze św. Skrzywdzona przez niego dziewczynka, dziś pełnoletnia kobieta skierowała pozew do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Od zgromadzenia Chrystusowców w Puszczykowie, zwierzchników Romana B., domagała się 3 mln zadośćuczynienia oraz dożywotniej renty. W wyroku ze stycznia tego roku przyznano jej 1 mln zadośćuczynienia za doznane krzywdy oraz dożywotnią rentę.

 

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, sędzia Anna Łosik stwierdziła, że gdyby Roman B. nie był księdzem, gdyby nie uczył religii, nie spotkałby swojej późniejszej ofiary, nie zyskałby jej zaufania. Wysłał jej kartkę z rekolekcji, podkreślał swoją rolę księdza, zapraszał na plebanię pod pretekstem pomocy w lekcjach, załatwił pokój u sióstr zakonnych, gdzie regularnie ją odwiedzał. Sąd stwierdził, że na podstawie artykułu 430 kodeksu cywilnego należy mówić o odpowiedzialności zgromadzenia Chrystusowców za działania „podwładnego”.

 

Chrystusowcy nie zgadzają się z argumentacją sądu. Przekonują, że nie wiedzieli o działaniach Romana B. Poza tym wskazują, że w końcu, choć po długim czasie, Roman B. został wykluczony ze stanu kapłańskiego. – Na gruncie przepisów prawa nie można mówić o odpowiedzialności zgromadzenia za działania Romana B. Kościół nigdy nie powierzał mu tych haniebnych czynów, których się dopuścił. On jest sprawcą, jego przełożeni nie odpowiadają za jego działania. Dokonywał ich na własny rachunek – przekonuje adw. Krzysztof Wyrwa, prawnik Chrystusowców. Rozprawa odwoławcza odbędzie się w najbliższy czwartek 20 września w poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Proces toczy się z wyłączeniem jawności.

 

Odwołanie od styczniowego wyroku złożyły obie strony. Kościół twierdzi, że nie ponosi odpowiedzialności w tej sprawie. Skrzywdzona dziewczyna domaga się wyższego zadośćuczynienia. Jeśli wyrok zostanie podtrzymany, ofiary innych duchownych-pedofilów będą mogli powoływać się na to orzeczenie w swoich sprawach o zadośćuczynienie za doznane krzywdy.

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0