Porwanie ks. Jerzego Popiełuszki według funkcjonariusza SB. Poznajcie nieznane kulisy tej sprawy

Porwanie ks. Jerzego Popiełuszki według funkcjonariusza SB. Poznajcie nieznane kulisy tej sprawy

35 lat po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, jej okoliczności nadal nie są do końca jasne. Większość pytań bez odpowiedzi pewnie już takimi pozostaną.

35 lat po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, jej okoliczności nadal nie są do końca jasne. Większość pytań bez odpowiedzi pewnie już takimi pozostaną. Nam swego czasu udało się dotrzeć do byłego funkcjonariusza SB, który 19 października 1984 roku prowadził obserwację pod kościołem św. Braci Polskich Męczenników w Bydgoszczy, gdzie swoją ostatnią, jak się miało niebawem okazać mszę odprawiał kapelan „Solidarności. Bydgoscy funkcjonariusze zwrócili wtedy uwagę nie tylko na zachowanie wiernych, ale również na dziwny samochód zaparkowany przed świątynią. Dziś przypominamy napisany w oparciu o jego relację tekst.

– Dzień przed akcją mieliśmy odprawę, którą prowadził ppłk. Czesław Wiśniewski, naczelnik zajmującego się obserwacją Wydziału B Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Bydgoszczy. Nic niezwykłego, otrzymaliśmy zadania, sprzęt, itp. – wspomina były funkcjonariusz SB, 19 października 1984 roku pełniący służbę przed bydgoską świątynią, do której przyjechał ksiądz Jerzy Popiełuszko. – Nasza grupa liczyła dziewięć osób, wyposażonych w aparaty fotograficzne, urządzenia do nagrywania i radiotelefony.

 

Zespół miał również do dyspozycji trzy samochody, które służyły m.in. jako centra łączności między tajniakami wmieszanymi w tłum oraz stanowiskiem dowodzenia. – Centrala była o wszystkim informowana na bieżąco i podejmowała decyzje, gdy wydarzyło się coś nietypowego – mówi nasz informator. – Tak zresztą w tym przypadku było. 35 lat temu pod kościołem pojawił się ktoś jeszcze. Auto miało obce numery, poza tym jednak przypominało pojazd z „firmy”. No, może niezupełnie, ponieważ o ile bydgoska ekipa SB starała się nie rzucać w oczy, załoga obcego samochodu konspiracją nie przejmowała się w ogóle. – Zachowywali się bardzo ostentacyjnie, jakby niczego się nie obawiali. Drzwi otwarte, głośno nastawiona radiostacja. Jak wynikało z prowadzonych rozmów, mieli kontakt z funkcjonariuszami prowadzącymi służbę pieszą. Poinformowaliśmy o tym centralę, ale dostaliśmy odpowiedź, że mamy sobie „dać z tym luz” – wspomina świadek chwilę, gdy zobaczył „nietykalny” samochód – pozostający w gestii MSW. Co to za konkurencyjna grupa, tak pewna siebie, że nie zawracała sobie głowy konspiracją? Czyżby koledzy naszego informatora zwrócili uwagę na zespół kapitana Grzegorza Piotrowskiego przygotowujący się do porwania księdza? – Moim zdaniem, nie ma co do tego wątpliwości – mówi profesor Wojciech Polak, historyk z UMK. – Z różnych relacji wynika, że Piotrowski miał radiostację marki Motorola, przez którą przed akcją gadał praktycznie na okrągło. To wskazuje zresztą na zaangażowanie w porwanie znacznie większej liczby SB-ków, w tym być może również tych z Torunia. Centrala zabroniła funkcjonariuszom interesować się obcym samochodem, zgodnie z instrukcjami dalej obserwowali więc oni to, co się działo w kościele, po mszy zaś, gdy samochód z księdzem wyjechał, zgodnie z rozkazami pojechali za nim. Nie ujechali jednak daleko. – Jeszcze przed granicą miasta dostaliśmy ze stanowiska dowodzenia sygnał 99 – mówi nasz informator. – Był to zakodowany rozkaz powrotu. Dalej za samochodem księdza Jerzego pojechało więc już tylko auto, którym funkcjonariusze z Bydgoszczy mieli przestać się interesować…

 

 

 

Większość prezentowanych dalej archiwalnych zdjęć, zostało zrobionych podczas uroczystości rocznicowych w Przysieku, w 1994 roku. W “Nowościach” pierwszy komunikat o uprowadzeniu księdza Jerzego pojawił się w poniedziałek, 22 października 1984 roku.  „19 bm. około godziny 22 w okolicach miejscowości Przysiek koło Torunia został uprowadzony przez nieznanych sprawców ks. Jerzy Popiełuszko, urodzony 23 września 1947 roku, zamieszkały w Warszawie – czytamy. – Rysopis: wzrost około 170 centymetrów, szczupły, twarz owalna, cera blada, włosy jasnoblond. Ubrany był w sutannę, czarną koszulę, czarne spodnie, miał zegarek elektroniczny z pozytywką. Według zeznań Waldemara Chrostowskiego, kierowcy samochodu volkswagen nr rej. WUL 2473, którym podróżował ks. Popiełuszko, nieznani sprawcy, z których jeden był przebrany za milicjanta ruchu drogowego, zatrzymali samochód pod pozorem kontroli trzeźwości kierowcy. Następnie ks. Popiełuszko został uprowadzony w nieznanym kierunku. Jego kierowcy udało się zbiec, a następnie powiadomić miejscowy Urząd Spraw Wewnętrznych. Mimo natychmiast podjętych energicznych działań dotychczas nie udało się ustalić miejsca pobytu zaginionego. Na podstawie zeznań Waldemara Chrostowskiego podaje się rysopis domniemanych sprawców uprowadzenia. Pierwszy mężczyzna: wzrost 180 cm, lat 30-35, szczupły, włosy blond, twarz blada. Był ubrany w mundur milicyjny bez dystynkcji. Na głowie miał czapkę funkcjonariusza ruchu drogowego, prawdopodobnie bez orzełka. Drugi mężczyzna: wzrost ok. 180 cm, lat 28, krępy, wysportowany, twarz owalna, szczęka mocno zarysowana, cera śniada, włosy ciemne czesane do góry. Był ubrany w kurtkę i spodnie ciemne z materiału podobnego do dżinsu. Mężczyzna ten prowadził samochód. Trzeci mężczyzna: wzrost 180 cm, sylwetka wysportowana, ciemne włosy. Samochód fiat 125p, którym posługiwali się sprawcy, był koloru jasnego, obicia siedzeń z czarnego skayu. Na tablicy rozdzielczej przycisk do dmuchawy z charakterystyczną czerwoną lampką. Ponownie prosi się o zgłoszenie kierowcę i pasażera fiata 126p, który 19 października na szosie w okolicy Przysieka był wyprzedzany przez jadący z dużą szybkością samochód fiat 125p. Z wyprzedzającego samochodu wyskoczył kierowca Waldemar Chrostowski i następnie usiłował zatrzymać fiata 126p. Nadal poszukuje się trzech użytkowników samochodu fiat 125p koloru popielatego, którzy 19 października widziani byli w Bydgoszczy, w okolicy miejsca pobytu księdza Popiełuszki. Samochód ten miał fałszywe tablice z rejestracją KZC 0423. W związku z prowadzonym śledztwem prosi się osoby, które mogą udzielić jakichkolwiek informacji w tej sprawie o niezwłoczne nawiązanie kontaktu lub powiadomienie najbliższej jednostki prokuratury lub Milicji Obywatelskiej. W szczególności prosi się wszystkich, którzy mogą udzielić informacji o osobach, których rysopisy podano wyżej i posługujących się samochodem fiat 125p, o osobach, które bezprawnie wyrabiają lub posługują się tablicami rejestracyjnymi oraz osobach, które bezprawnie posiadają bądź używają umundurowanie milicyjne lub wyposażenie służbowe funkcjonariuszy MO, na przykład kajdanki

 

 

– We wtorek 23 października gazeta, powołując się na doniesienia Polskiej Agencji Prasowej, informowała o tym, że trwa intensywne śledztwo. “22 bm w godzinach wieczornych, w warunkach zbliżonych do tych, które były w dniu uprowadzenia przeprowadzono na szosie w okolicach miejscowości Przysiek eksperyment śledczy polegający na odtworzeniu zdarzenia. W czynnościach tych uczestniczył kierowca ks. Popiełuszki – Waldemar Chrostowski oraz inni świadkowie.  Specjaliści z Zakładu Kryminalistyki KG MO w oparciu o zeznania jedynego bezpośredniego świadka uprowadzenia Waldemara Chrostowskiego, opracowują portrety pamięciowe świadków. Ustalono i przesłuchano dwóch mężczyzn, do których po ucieczce z samochodu fiat 125p zwracał się z prośbą o pomoc Waldemar Chrostowski. W odpowiedzi na apel opublikowany w komunikatach organy prokuratury i resortu spraw wewnętrznych otrzymują od obywateli liczne sygnały i informacje. Między innymi zgłosił się pasażer samochodu fiat 126p, który był wyprzedzany przez samochód porywaczy. Niektóre informacje zawierają sugestie dotyczące aktualnego miejsca pobytu ks. Jerzego Popiełuszki. W Warszawie zgłosiła się i złożyła zeznania Katarzyna P., która utrzymuje, że widziała ks. Popiełuszkę w sobotę 20 października w godzinach popołudniowych na jednej z ulic Saskiej Kępy. Wszystkie sygnały od społeczeństwa są wnikliwie sprawdzane”.

 

– Porwanie i zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki odbiło się szerokim echem na świecie. Sprawą żyła cała Polska z Toruniem na czele. Informacje o poszukiwaniach i postępie śledztwa drukowane były w “Nowościach” na pierwszej stronie. Były to wyłącznie oficjalne komunikaty rządowe, a więc skażone kłamstwem, dziś jednak jest to dość ciekawa lektura. „W Warszawie odbyła się kolejna konferencja rzecznika prasowego rządu, Jerzego Urbana dla dziennikarzy zagranicznych oraz grupy dziennikarzy polskich. Część pytań skierowanych zwłaszcza przez dziennikarzy zachodnich dotyczyła spraw związanych z uprowadzeniem księdza Jerzego Popiełuszki – informowały „Nowości” 24 października 1984 roku. – Przedstawiciel BBC prosił o przekazanie najnowszych wiadomości na temat uprowadzenia i czy są to wiadomości pomyślne… – Niestety – powiedział na to Jerzy Urban – nie wiem, kto dokonał porwania ks. Popiełuszki. Cała milicja w Polsce jest „postawiona na nogi” i trwa intensywne śledztwo. Odnosząc się do tego zdarzenia, Jerzy Urban oświadczył: czyn ten, ktokolwiek go dokonał miał ugodzić w pozytywne procesy, które się w Polsce dokonują. Na przykład miał zaćmić proces normalizacji z niektórymi krajami Zachodu. Jest to wydarzenie wymierzone w proces odnowy, w swych intencjach ma ono godzić przypuszczalnie w stosunki państwo – Kościół. Jednym słowem – stwierdził rzecznik – godzi ono we wszystko to, czym żywotnie jest zainteresowane polskie społeczeństwo, uderzyć chciano w rząd polski. Zdecydowanie potępiam – kontynuował Jerzy Urban – bandytyzm polityczny. W Polsce w zasadzie jeszcze go nie było. Na pytanie czy rzecznik potwierdza swój komentarz dla agencji Reutera, że jest to prowokacja polityczna, J. Urban odparł, że zdecydowanie potwierdza”. Zagraniczni dziennikarze pytali również o pojawiające się na zachodzie doniesienia o działającej na Pomorzu grupy terrorystycznej. – Istotnie, toczyło się w Toruniu śledztwo w związku z e skargami o rzekome porwania – odparł Urban. – Śledztwo to zostało umorzone. Jak stwierdził rzecznik, do niektórych porwań nie doszło, w innych przypadkach nie wykryto sprawców. W tym przypadku być może sprawcy również nie mieli być wykryci, ale stało się inaczej. „W ramach prowadzonych działań śledczych w sprawie uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki, na polecenie ministra spraw wewnętrznych, Służba Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska zatrzymały wszystkich ustalonych dotychczas właścicieli i użytkowników samochodów fiat 125p, którzy w dniu 19 października przebywali w rejonie uprowadzenia, a ich samochody odpowiadają szeregu cechom określonym przez Waldemara Chrostowskiego. – informowały „Nowości” 33 lata temu. – Zatrzymani zostali między innymi: Sonia G., niepracująca z zawodu krawcowa z Warszawy; Grzegorz P., funkcjonariusz MSW z Warszawy; Tadeusz J., taksówkarz z Bydgoszczy; Edward W., inżynier mechanik z Bydgoszczy; Wiesław W., taksówkarz z Bydgoszczy

 

 

W tym samym dniu, w godzinach późniejszych, rzecznik prasowy MSW przekazał kolejny komunikat następującej treści: W związku z komunikatem z dnia 24 bm dotyczących zatrzymania wszystkich ustalonych dotychczas właścicieli i użytkowników samochodów fiat 125p, którzy w dniu 19 października przebywali w rejonie uprowadzenia księdza Popiełuszki, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informuje, że Sonia G., Edward W. oraz inne osoby po złożeniu wyczerpujących wyjaśnień zostały zwolnione w tym samym dniu. Minister Spraw Wewnętrznych, po zatrzymaniu Grzegorza P., funkcjonariusza MSW z Warszawy, wystąpił z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie za samowolne oddalenie się ze służby w dniu 19 bm, sfałszowanie zapisu w książce eksploatacji samochodu służbowego i brak przekonującego alibi.  W dniu dzisiejszym Waldemarowi Chrostowskiemu zostaną okazane samochody, a wśród nich samochód, którym prawdopodobnie został uprowadzony ks. Popiełuszko ”. „Przypadł mi dziś niezwykle trudny, gorzki obowiązek przedstawienia dotychczasowych ustaleń związanych z uprowadzeniem księdza Jerzego Popiełuszki – powiedział 33 lata temu ówczesny szef MSW generał Czesław Kiszczak. Jego słowa, jak zresztą każdą wiadomość dotyczącą porwania kapelana Solidarności, „Nowości” opublikowały na pierwszej stronie. W tym przypadku nie mogły być inaczej, generał poinformował o wykryciu i aresztowaniu sprawców. – Z największą przykrością muszę stwierdzić, że są nimi trzej młodzi funkcjonariusze resortu spraw wewnętrznych. Organizatorem porwania był kapitan Grzegorz Piotrowski, lat 33 naczelnik wydziału jednego z departamentów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, z wykształcenia matematyk, zatrudniony w resorcie od 9 lat. Współuczestnikami są: porucznik Waldemar Chmielewski, lat 29 oraz porucznik Leszek Pękala, lat 32. Wszyscy oni pracowali w jednym wydziale, którego szefem był Grzegorz Piotrowski. (…) Niestety, nie mogę obecnie udzielić informacji, ani nawet dostatecznie wiarygodnych domniemywań co do losów ofiary porwania. Podejrzani składają w śledztwie krańcowo różne zeznania, raz po raz zmieniane i odwoływane. Odmawiają dotychczas ujawnienia licznych ważnych szczegółów, które mogłyby ułatwić poszukiwania księdza Popiełuszki. Jedna z uzasadnionych hipotez zakłada, że ofiara porwania nie żyje”.

 

30 października 1984 roku z Wisły wydobyto ciało księdza Popiełuszki. Nieco wcześniej rzecznik rządu Jerzy Urban wspominał na konferencji, że los porwanego pod Toruniem duchownego nadal jest nieznany. Jego zatrzymani porywacze, trzej funkcjonariusze MSW, byli trzymani pod szczególnym nadzorem, aby – jak stwierdził Urban – nie powtórzyła się historia z zabójcą prezydenta Kennedy`ego.  „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informuje, że w dniu 30 października br. w późnych godzinach popołudniowych w wyniku intensywnych poszukiwań przy udziale specjalistycznych grup płetwonurków milicyjnych w wodach zalewu we Włocławku odnaleziono i wydobyto zwłoki księdza Jerzego Popiełuszki – informowały „Nowości” 31 października 1984 r. – Zwłoki przewieziono do zakładu medycyny sądowej celem dokonania sekcji. Władze państwowe pozostają w stałym kontakcie z przedstawicielami kierownictwa Episkopatu Polski. Z polecenia ministra spraw wewnętrznych trwa intensywne śledztwo nacelowane głównie na ustalenie ewentualnych inspiratorów uprowadzenia i pozbawienia życia księdza Popiełuszki”. Tego samego dnia, ale kilka godzin wcześniej, rzecznik rządu Jerzy Urban na cotygodniowej konferencji prasowej przekonywał dziennikarzy, że los porwanego duchownego jest nieznany. Mówił też sporo o zatrzymanych sprawcach porwania – trzech funkcjonariuszach MSW, za którymi być może ktoś stoi. „Jerzy Urban poinformował, że wobec zatrzymanych podjęto szczególne środki bezpieczeństwa – czytamy w gazecie sprzed 35 lat. – Chodzi bowiem o to, aby nie przydarzyło im się to, co zabójcy prezydenta Kennedy’ego”. Rzeczywiście, podczas procesu toruńskiego sąd na Piekarach przypominał twierdzę.

 

– Pięć lat temu o wydarzeniach z 1984 roku rozmawialiśmy również z profesorem Romanem Baeckerem. Dlaczego władze PRL zgodziły się na proces zabójców księdza Popiełuszki? Według mnie Jaruzelski zrozumiał, że porwanie i zabójstwo księdza Popiełuszki było skierowane zarówno przeciw „Solidarności”, jak i jemu samemu. Uznał, że frakcja twardogłowych, kierująca wówczas resortem siłowym, postanowiła z jednej strony sprowokować konspiracyjną „Solidarność” do wystąpień, a z drugiej, doprowadzić do takiej sytuacji, gdy korzystając z obecności milicji i ZOMO na ulicach, będzie można przejąć władzę. Jaruzelski nie był traktowany przez Kreml jako całkowicie oddany komunista. Tym samym wówczas, w 1984 roku, a więc jeszcze przed Gorbaczowem, Moskwa mogła na taki scenariusz przystać. Jest to oczywiście tylko przypuszczenie, jeżeli jednak go nie przyjmiemy, to prawdopodobnie nie będzie możliwe znalezienie innego powodu skazania bezpośrednich wykonawców na więzienie…

No właśnie, to również przecież było wydarzeniem w Polsce Ludowej bez precedensu? Oficerowie bezpieki byli już skazywani po październiku 1956 roku, jednak z zupełnie innych powodów. Żaden oficer SB nie stawał przed sądem za zbrodnię tego typu. Biorąc po uwagę wspomnianą hipotezę, podejrzewam, chociaż nie mam na to dowodów, że z sądzonymi został zawarty układ: Jeżeli będziemy was trzymali w więzieniu, to nic wam się nie stanie, nie przytrafi się np. żaden wypadek drogowy. Zrobimy też wszystko, abyście jak najszybciej z tego więzienia wyszli – o ile będziecie milczeć. Mimo wszystko sytuacja wymknęła się chyba władzy spod kontroli. Jak porwanie i proces wpłynęły na sytuację w kraju? Sytuacja była cały czas pod kontrolą ekipy Jaruzelskiego, pogorszył się jednak komfort sprawowania władzy. Kościół, wcześniej wstrzemięźliwy, jeśli chodzi o wyrażanie poglądów politycznych, bardzo wyraźnie zaczął prowadzić politykę wspierania budowy niezależnych struktur społecznych. Przed porwaniem i zabójstwem tylko stosunkowo nieliczna grupa duchownych zawierała w swoich kazaniach uwagi polityczne, po porwaniu, a szczególnie po procesie, było już ich ponad tysiąc. Po 19 października zupełnie inaczej zaczęła też działać nieliczna już wtedy konspiracyjna „Solidarność”. Nie chodzi tu o wzrost jej liczebności, ale siłę i determinację, które stały się o wiele większe, niż przed zabójstwem księdza Popiełuszki.

 

 

– Proces zabójców księdza Jerzego Popiełuszki, zwany procesem toruńskim, rozpoczął się 27 grudnia 1984 roku. Sądzeni funkcjonariusze usłyszeli wyroki 7 lutego roku 1985. – Sąd w składzie: przewodniczący, prezes Sądu Wojewódzkiego – Artur Kujawa, sędzia SW – Jurand Maciejewski oraz ławnicy SW – Marian Kaczmarek, Jan Kościński i Władysław Targański, przy udziale prokuratora Prokuratury Generalnej – Leszka Pietrasińskiego i wiceprokuratora Prokuratury Wojewódzkiej w Toruniu – Zygmunta Kołackiego…”

Trzej oficerowie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: kpt. Grzegorz Piotrowski (naczelnik wydziału Departamentu IV), por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski zostali skazani za uprowadzenie, torturowanie i zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki, zaś ich przełożony płk Adam Pietruszka (zastępca dyrektora Departamentu IV MSW) – za sprawstwo kierownicze zbrodni. Sąd wymierzył Piotrowskiemu i Pietruszce karę 25 lat pozbawienia wolności, Pękali – 15, a Chmielewskiemu – 14 lat. Wszyscy opuścili więzienia wcześniej, a kulisy zbrodni nie są w pełni znane do dziś.

 

Jutro mija 35. rocznica męczeńskiej śmierci błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, kapelana „Solidarności” zamordowanego przez bezpiekę.

Główne uroczystości odbędą się przy w Warszawie w Sanktuarium księdza Jerzego Popiełuszki, a także we Włocławku, gdzie wyłowiono ciało męczennika. Spod krzyża – pomnika na włocławskiej zaporze wodnej wyruszy dziś procesja z relikwiami księdza Jerzego Popiełuszki do Sanktuarium Męczeństwa, przy którym ordynariusz włocławski, biskup Wiesław Mering, odprawi mszę świętą polową. Biskup podkreśla, że ksiądz Jerzy Popiełuszko w pełni zasługuje na miano człowieka Kościoła, który „troskę i interesy Kościoła i społeczności stawa ponad własne”
Także dziś wieczorem w Domu Amicus w Warszawie odbędzie się Wieczór Świadków. Swoim wspomnieniem podzieli się starszy brat księdza Jerzego Popiełuszki – Józef Popiełuszko. Wspominał jedno z ostatnich spotkań ze swoim bratem w rodzinnej Suchowoli. „Opowiadał, że ma różne zajścia, do mieszkania ktoś wrzucił cegłę z wybuchem, ze samochód ktoś pomalował, że jest śledzony, ale powiedział, że na wszystko jest przygotowany” – wspominał Józef Popiełuszko.
Podczas spotkania można będzie także wysłuchać świadectwa Hanny Popielskiej, parafianki z parafii księdza Jerzego z Anina, Elżbiety Murawskiej – pielęgniarki z Duszpasterstwa Służby Zdrowia prowadzonego przez księdza Jerzego, Tadeusza Wilińskiego – hutnika z Huty Warszawa związanego z Solidarnością oraz z Mszami za Ojczyznę, odprawianymi przez księdza Jerzego, oraz księdza Marcina Wójtowicza – wikariusza parafii Świętego Stanisława Kostki w 1984 roku.
Jutro w kościele świętego Stanisława Kostki odbędzie się uroczysta msza święta z modlitwą o kanonizację księdza Jerzego Popiełuszki. W świątyni zostanie wystawiona także sutanna kapłana – niemy świadek jego męczeńskiej śmierci.

Red. AIP/IAR

 



COMMENTS

WORDPRESS: 0