HomeŚwiatSport

Polscy kibice we Frankfurcie

Polscy kibice we Frankfurcie

 Jeśli ktokolwiek nie wiedział, że w piątkowy wieczór na Commerzbank Arena zagrają reprezentacje Niemiec i Polski, to przychodząc do centrum miasta, już w południe dowiadywał się o tym niemal od razu. Przeciągłe „Pooolska biało-czeeerwoni” oraz „Gramy i siebie, Polacy gramy u siebie” niosło się po ulicach i centralnym placu Frankfurtu nad Menem czyli Roemerbergu.
Od wczesnych godzin przedpołudniowych to właśnie polskich kibiców było w centrum Frankfurtu bardziej widać i słychać. Ubrani w biało-czerwone koszulki, z szalikami, flagami, opanowali licznie restauracje, puby i na każdym kroku dawali o sobie znać. Niemieckich kibiców początkowo było znacznie mniej, a jeśli już to w koszulkach swojej drużyny narodowej nie robili tyle hałasu, co Polacy. Raczej przemykali się po cichu, uśmiechając się jedynie do fanów z Polski. A kibice „biało-czerwonych” zjechali do Frankfurtu z całego kraju, ale nie tylko. Spotkaliśmy fanów, m.in. z Gliwic, Bielska-Białej, Poznania, Krakowa, Radomia, Legnicy, Lubina czy Warszawy. Ale również z Irlandii, Anglii i oczywiście z Niemiec.

– Przyjechałem z synem ze Stuttgartu – mówił nam pan Wiesław. – Ja to jestem jeszcze stara emigracja. Przyjechałem z Zabrza do Niemiec pod koniec lat 70-tych, bo chciałem dzieciom zapewnić lepsze życie. Kto mógł wtedy przypuszczać, że komuna tak szybko padnie… A teraz idziemy z synem na flaki do polskiej restauracji, bo jak gra Polska, to trzeba zjeść coś polskiego.

Dość głośni fani z Legnicy przekrzykiwali się natomiast, jaki będzie wynik. – Niech pan koniecznie napisze, że wygramy 2:1, a bramki strzelą ci sami, co w Warszawie, Milik i Walduś Kiepski… Tzn. oczywiście Mila – śmiał się od ucha do ucha fan „biało-czerwonych”.

Polacy pili sporo piwa, miejscowi restauratorzy zacierali ręce, a że nie brakowało kelnerów, którzy dobrze władają językiem polskim, to można było usłyszeć i takie zachęcające słowa jak: – Zapraszamy. W całym Frankfurcie nie ma takiej golonki, jak u nas.

Temu całemu zamieszaniu dyskretnie przyglądała się policja. Dyskretnie, ale gdy funkcjonariusze doszli do wniosku, że w jednej z restauracji zrobiło się za głośno, błyskawicznie na sygnale podjechały trzy radiowozy, z których wyspali się policjanci. Skończyło się na spisaniu Polaków i pouczeniu ich, żeby zachowywali się jednak nieco ciszej.

W innym przypadku już tak miło nie było. Policja niemiecka zadziałała zdecydowanie i zatrzymała 44 krewkich kibiców z Polski.

– W jednym z lokali doszło do zakłócenia porządku, a gdy przyjechała policja obrzucono ją butelkami. Stąd zatrzymania – skomentował sprawę oficer policji we Frankfurcie.

W miarę upływu czasu zaczęło pojawiać się też w okolicach centrum coraz więcej kibiców niemieckich. Część z nich wybrała inny sposób na spędzenie czasu przed meczem. Rejsy po Menie są we Frankfurcie bardzo popularne, więc widok statku przystrojonego w niemieckie barwy z rozśpiewanymi na pokładzie kibicami, nie był niczym zaskakującym.
Swoje żniwo mieli też handlarze pamiątkami. Akcesoria kibicowskie do wyboru, do koloru. Te najbardziej popularne, to oczywiście szaliki. Cena od 5 do 10 euro. Czapeczka już za dwa.
Im bliżej było meczu, tym coraz bardziej to rozśpiewane towarzystwo z centrum przenosiło się w pobliże stadionu. Samochody, autokary, przystrojone w narodowe barwy Polski i Niemiec utworzyły kolorowy korowód, zmierzający w kierunku Commerzbank Arena.

COMMENTS