Polacy znów zaatakują K2 zimą

Polacy znów zaatakują K2 zimą

To jest wyprawa w górski kosmos, tyle że w kosmosie już ktoś przed nami był – mawiał Andrzej Zawada „Lider”, twórca himalaizmu zimowego.

 

Ekstremalne warunki, które panują na K2 czynią tę górę najbardziej niebezpiecznym i niedostępnym dla wspinaczy szczytem. Zdobycie K2 (8611 m npm) zimą oznacza, że trzeba wejść na wierzchołek przed 20 marca. Im bliżej tej daty, tym dłuższy będzie dzień, wyższe temperatury oraz teoretycznie, lepsze warunki pogodowe. A w Karakorum mają one kluczowe znaczenie.

 

Na K2 doskwiera niska temperatura, która spada do minus 50 st. C. Jednak największym problemem jest wiatr. Nad Karakorum o tej porze roku przesuwa się lodowaty „jet stream”. Na 10 tysiącach metrów osiąga 300 km na godzinę, a na K2 jego prędkość dochodzi do 150 km na godz. Wszelkie działania w takiej zawierusze są wykluczone. Trzeba czekać na okno pogodowe, na dni bezchmurne, gdy prędkość wiatru w górnych partiach spada do 30-50 kilometrów. Na ogół zdarzają się dwa, czasem trzy okna pogodowe w sezonie. Wtedy z obozów położonych powyżej 7 tys. metrów możliwy jest atak na szczyt. By zmieścić się w „oknie” tempo wspinaczki w górę i z powrotem musi być szybkie. O sukcesie decyduje wytrzymałość i siła ludzi.

 

Z powodu wiatru jest problem  ze wspinaniem się i z rozłożeniem namiotu w obozie. – Silny wiatr i niskie temperatury powodują, że na ścianie często nie ma śniegu, a stoki pokryte są lodem, który sprzyja odmrożeniom – opowiada Krzysztof Wielicki, który brał udział w kilku wyprawach na K2.

 

Zimą góra była atakowana tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 próbę podjęła grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady. Osiągnięto 7300 m. W 2003 ekipą Netia K2 Polska Wyprawa Zimowa dowodził Wielicki. – Dotarliśmy do 7650m.  Góra się nie poddała – mówi. W 2012 wspinali się tam Rosjanie. Też nie przekroczyli 8 tys. metrów.

 

Wielicki ocenia, że za pierwszym razem Polakom zabrakło perfekcji w działaniu, ale też pokory. W głowach wciąż tkwił zimowy sukces na Evereście. Drugą wyprawę zorganizowano z rozpędu. Rozpoczął jej przygotowanie Andrzej Zawada, -ale zmarł przed wyjazdem. – Postanowiliśmy kontynuować jego dzieło. Szliśmy od strony chińskiej. Mieliśmy mocny skład, ale przekonaliśmy się, że z K-2 nie ma żartów zwłaszcza, że nie było przecież łączności satelitarnej, żadnej prognozy. Pod koniec wyprawy mogliśmy jeszcze raz ruszyć do szczytu, jednak „jet stream” zszedł do bazy i zdemolował ją .

 

I ma rację. Przecież to Polacy zaczęli zimową eksplorację ośmiotysięczników. Na początek, w 1980, zdobyli Mount Everest (8848 m npm). Od tamtej pory udało się wejść zimą na kolejnych trzynaście ośmiotysięcznych gór. Na dziesięć z nich pierwszego wejścia dokonali Polacy. Zostało tylko K2.

 

Dziś polscy wspinacze wylecieli do Islamabadu. Będą się wspinać południowo-wschodnim filarem, tzw. drogą Basków nazywaną też drogą Cesena. – Znamy tę drogę. Podczas wyprawy przygotowawczej przekonaliśmy się, że da się nią poruszać dość szybko – mówi Janusz Gołąb, kierownik sportowy wyprawy.

 

Wielicki przypomina, że spędził pod K2 w sumie prawie czternaście miesięcy zanim latem, za czwartym podejściem, góra mu się poddała. Wszedł na wierzchołek drogą zdobytą wcześniej przez Japończyków. Trudną, ale nie nową. I nie była to zima. Pozostał niedosyt. – Bo myśmy proszę pani zawsze mierzyli wysoko. Tego nas uczył „Lider” – Andrzej Zawada: Wybierajcie nieprzetarte ścieżki – mawiał. Mieliśmy też potrzebę pisania światowej i narodowej historii wspinania.

 

Tym razem Polacy chcą założyć cztery obozy. Pierwszy na wysokości 5900 m npm, drugi na 6300, a trzeci będzie na ponad 7 tys. metrów. Wspinacz, który spędzi jedną albo dwie noce w obozie trzecim będzie gotowy, żeby dokonać ataku szczytowego. – To duża odległość od wierzchołka, ale jest do pokonania – mówi  Gołąb.

 

Obóz czwarty powstanie na granicy 8 tysięcy. Noc na tej wysokości w zimie to wielkie ryzyko, więc nie przewiduje się tam noclegu. Będzie tam czekać ratunkowa butla z tlenem i trochę paliwa.

 

Zdaniem Wielickiego mamy mocny zespół i to zwiększa szanse na sukces. Zresztą – jak mówi kierownik wyprawy – kto nie próbuje sięgać po niezdobyte – nie pisze historii. – Gdy ruszaliśmy na Everest nikt nie sądził, że można się tam dostać zimą. A okazało się, że owszem – mówi Wielicki.

 

Janusz Majer, który koordynuje projekt Polski Himalaizm Zimowy wymyślony przez zmarłego tragicznie w Himalajach Artura Hajzera dodaje, że każdy z uczestników wyprawy miał możliwość przebadania się wysiłkowego i kardiologicznego. Mógł korzystać z komór hiperbarycznych, które dają jakby wstępną aklimatyzację.

 

– Współpracuje z nami Robert Szymczak, świetny lekarz, specjalizujący się w medycynie wysokogórskiej. Będzie wspomagał wyprawę z kraju. Dzięki stałemu, darmowemu łączu satelitarnemu będzie mógł służyć radą i pomocą. Ponadto współpracujemy z Martą Naczyk – dietetyczką z grupy „Forma na szczyt”. To Marta przygotowuje zaplecze żywnościowe Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 2017/2018.

 

Nowoczesny sprzęt wspinaczkowy, ubrania, łączność satelitarna mają znaczenie, bo poprawiają komfort, czasem bezpieczeństwo, ale to, czy czekan będzie zakrzywiony w tę czy w tamtą stronę – zdaniem  Wielickiego – nie odegra roli, jeśli ktoś się nie umie wspinać. O tym, czy atak się uda, w głównej mierze zdecyduje człowiek.

 

– Uważam, że prawdziwą rewolucję we wspinaniu się w górach wysokich wprowadziła łączność satelitarna, bo poprawiała logistykę. Wspinacze otrzymują precyzyjne prognozy i to co kilkanaście godzin.. Jeśli prognozy są złe, nikt nie wyściubia nosa z namiotu. Dawniej codziennie z bazy wyruszał zespół i sprawdzał pogodę organoleptycznie. Wychodziło się pięćset metrów do góry i jeśli wiał silny wiatr, to się wracało. Na drugi dzień wychodził drugi zespół, potem trzeci.

 

Zdaniem Wielickiego, aby wejść na K2, trzeba najpierw zaporęczować ok. 2,5 km skał, aż do szczytu Czarnej Piramidy na wysokości 7450 m.n.p.m. To praca dla dziesięciu – dwunastu osób. Bez poręczy nie ma co myśleć o ataku szczytowym.

 

Aklimatyzację wspinacze zdobędą w bazie położonej na wysokości 5150 m npm. Muszą tam spędzić co najmniej dwa tygodnie, by ruszyć wyżej. – Pierwszy etap wyprawy to trekking do bazy, który potrwa co najmniej kilkanaście dni – mówi Krzysztof Wielicki. – Przed nami 100 kilometrów marszu w towarzystwie szerpów, czyli tragarzy wysokogórskich, którzy pomogą przenieść sprzęt.

 

To jest wyprawa w górski kosmos, tyle że w kosmosie już ktoś przed nami był – mawiał Andrzej Zawada „Lider”, twórca himalaizmu zimowego.

Majka Lisińska- Kozioł (aip)



COMMENTS

WORDPRESS: 0