Podlaskie: Marszałek musi wziąć kredyt by ratować szpitale

Podlaskie: Marszałek musi wziąć kredyt by ratować szpitale

Kredyt albo drastyczne obniżenie liczby przyjmowanych pacjentów. To główna konkluzja spotkania marszałka województwa podlaskiego z szefami szpitali wojewódzkiego w Białymstoku i psychiatrycznego w Choroszczy. Szpitale mogą nie doczekać się pieniędzy z NFZ.

 

Tragedia, kryzys, upadłość, niepewność, ściana, granica – to słowa, które najczęściej padały z ust zgromadzonych na wczorajszym spotkaniu u marszałka Jerzego Leszczyńskiego. Przy stole zasiadał m.in. Bogdan Dyjuk, odpowiedzialny w urzędzie marszałkowskim za służbę zdrowia, Cezary Nowosielski, dyrektor białostockiego szpitala wojewódzkiego oraz Tomasz Goździkiewicz, dyrektor szpitala psychiatrycznego w Choroszczy. To właśnie te szpitale, podlegające samorządowi województwa, są w niemal tragicznej sytuacji finansowej. Zwłaszcza szpital w Choroszczy, który jest na granicy upadłości.

– Sytuacja szpitala jest bardzo trudna, a jego przyszłość niepewna. Czekamy na propozycję rozwiązań ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia, ale ten czas oczekiwania bardzo nam się skraca. Pod koniec lutego pierwsze wypowiedziane przez pracowników szpitala psychiatrycznego w Choroszczy umowy staną się faktem – powiedział marszałek Jerzy Leszczyński. W poczuciu odpowiedzialności za naszych mieszkańców możemy wnioskować tylko o jedną rzecz: o kredyt. NFZ umywa ręce- Bogdan Dyjuk Umowy o pracę wypowiedziało prawie 40 pracujących tam lekarzy specjalistów. Powód? Chcą zarabiać tyle, co rezydenci. Młodzi medycy zarabiają niecałe 6000 zł, ci z doświadczeniem – o 2000 zł mniej. Dyrekcja szpitala, jedynego takiego w regionie i największego szpitala psychiatrycznego w kraju, nie ma pieniędzy, by podwyższyć lekarzom płace. – Negocjacje z lekarzami są objęte tajemnicą. Mogę jedynie powiedzieć, że żądania, które zostały postawione wyjściowo, czyli dwukrotna średnia krajowa i trzykrotna średnia krajowa, ale na podstawie średniej za trzeci kwartał, a nie za czwarty ubiegłego roku, spowodowałyby skutki finansowe dla szpitala w wysokości 15 mln zł.

To jedna czwarta całego kontraktu szpitala – powiedział Tomasz Goździkiewicz. Dlatego dyrektor ponowił apel do NFZ o podwyższenie wyceny za tzw. punkt o jedną złotówkę. Teraz fundusz płaci szpitalowi w Choroszczy zaledwie 10,80 zł. W innych regionach, np. w kujawsko-pomorskim, wyceny za takie samo leczenie są wyższe nawet o kilka złotych. Podkreślał, że pieniądze potrzebne są już teraz. Dyrektor NFZ odpisał mu, że być może pieniądze znajdą się dopiero od 1 lipca. Trudna sytuacja panuje też w białostockiej Śniadecji. Dotyczy w dużej mierze nie podpisywania klauzuli opt-out przez lekarzy specjalistów. Powodem jest również wzrost wynagrodzenia dla lekarzy rezydentów. Specjaliści chcą zwiększenia pensji do półtora wynagrodzenia rezydenta. Rocznie to kwota prawie 11 mln zł. – Nasz szpital działa „na ostro”. Tymczasem wartość umowy w zakresie SOR to ok. 8 mln zł. Mimo że mamy może największy SOR w województwie to wartość kontraktu jest o ok. 2-3 mln zł niższa niż w szpitalu klinicznym. Jest to sytuacja niezrozumiała – mówił Cezary Nowosielski, dyrektor szpitala wojewódzkiego. Dodał, że w 2017 roku szpital wykonał świadczenia za 122 mln zł, z czego NFZ opłacił 119 mln zł. Na ten rok kontrakt został zmniejszony o 1,5 mln zł. – Na następnym posiedzeniu zarządu zarekomenduję wniosek o wyrażenie zgody na poręczenie kredytów, które zaciągną oba szpitale. W przeciwnym razie – przestaną funkcjonować – powiedział Bogdan Dyjuk.

Magdalena Kuźmiuk/aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0