Podkarpacie: Z zimną krwią zamordował Jolę i dziecko w jej łonie. Kilka dni woził ciało w bagażniku swego auta

Podkarpacie: Z zimną krwią zamordował Jolę i dziecko w jej łonie. Kilka dni woził ciało w bagażniku swego auta

Wielu do tej pory nie może uwierzyć w to, że Grzegorz G. była okazał się brutalnym zabójcą. Uchodził bowiem za bardzo spokojnego i ułożonego młodego człowieka. Jednak śledztwo w sprawie zaginięcia i śmierci dębiczanki Jolanty Ś. oraz późniejszy proces ukazały mroczną stronę jego oblicza. Najpierw zdradzał swoją żonę z jej własną siostrą. Gdy szwagierka zaszła w ciążę, uznał że rozwiązaniem problemu będzie zabójstwo. Zanim zakopał ciało w lesie, kilka dni woził je w bagażniku swego auta. Grzegorz G. do końca swoich dni pozostanie za murami więzienia.

Podczas ogłaszania wyroku oskarżony nie pojawił się w sądowej sali. Werdyktu wysłuchali natomiast bliscy zamordowanej Jolanty Ś. Od prawie trzech lat rodzina przeżywa koszmar tragedii, jaka spotkała 25-latkę. Każda rozprawa przywracała wspomnienia o zamordowanej, która dziś mogłaby być szczęśliwą mamą.

 

To był taki grzeczny chłopak

 

Rodzice zamordowanej nigdy nie zdołają pojąć, że skrzywdził ją człowiek z najbliższego otoczenia, któremu bezgranicznie ufali. – W całej tej sprawie przerażające jest to, jak zwykły, grzeczny chłopak, bo tak traktowało go środowisko, potrafił wyrządzić tak wiele zła w stosunku do najbliższych – mówił po ogłoszeniu wyroku prok. Łukasz Harpula z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Zabójcę i ofiarę łączyły bardzo bliskie relacje oraz wielka, wspólna tajemnica. Jolanta była siostrą żony Grzegorza. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami, więc nie wiadomo kiedy dokładnie zapałali do siebie głęboko skrywaną namiętnością.

 

Zacznijmy nowe życie

 

Owocem związku była ciąża. Jolanta nosiła dziecko pod sercem 30 tygodni. Miała nadzieję, że 34-latek porzuci dla niej siostrę i razem rozpoczną nowe, wspólne życie. Grzegorz G. nie dopuszczał jednak takiego scenariusza. Wieczorem, 20 maja 2016 roku Grzegorz G. zabrał szwagierkę do Borowej. Pretekst? W pobliżu autostrady A4 mieli oglądać gwiazdy. Między parą wywiązała się kłótnia. W pewnej chwili mężczyzna chwycił za połówkę cegły leżącą obok nasypu autostrady i uderzył nią Jolantę Ś. kilka razy w głowę. uznał, że to nie wystarczy, więc dla pewności wbił jej jeszcze nóż w szyję.

 

Jak wyliczał orzekający w sprawie sędzia Tomasz Wojciechowski z Sądu Okręgowego w Rzeszowie, Jolanta Ś. miała rozległe obrażenia głowy. Wystąpiły objawy niewydolności krążeniowo-oddechowa. – Spowodowana ona była krwotokiem z licznych ran i zachłyśnięciem się krwią do dróg oddechowych, skutkujące zgonem pokrzywdzonej – mówił. Grzegorz G. umieścił ciało w bagażniku i woził je tak przez kilka dni. W końcu zdecydował się ukryć zwłoki w lesie koło Ropczyc. Ziemię oblał jeszcze środkami chemicznymi, aby odstraszyć dzikie zwierzęta, które mogłyby wykopać ciało.

Próbował mylić tropy

 

Jolanta Ś. dużo wcześniej wyprowadziła się od swoich rodziców, zamieszkała w Dębicy i rzadko kontaktowała się z bliskimi. Dlatego dopiero w sierpniu rodzice zgłosili zaginięcie. Wtedy Grzegorz G. zaczął swoją grę pozorów. Z telefonu zamordowanej wysłał SMS do teściowej. Dawał do zrozumienia, że jej córka jest za granicą, gdzie sprzedała swoje dziecko. Zniszczył dowód osobisty i prawo jazdy Jolanty, sprzedał samochód dziewczyny oraz laptopa, inkasując do kieszeni 17 tys. zł. Kiedy w końcu śledczy wpadli na trop romansu, 34-latek czuł, że zaciska się wokół niego pętla. Postanowił uciec za granicę.

 

Aby zabezpieczyć się finansowo, ukradł specjalistyczny sprzęt z firmy, w której pracował i sprzedał go paserom za pół miliona złotych. Zanim zdążył zniknąć, wpadł podczas zasadzki w rodzinnej Lubzinie. Sąd skazał go na dożywocie. Musi też zapłacić pół miliona złotych zadośćuczynienia rodzicom ofiary.

 

Za wszelką cenę chciał uniknąć kary

 

Grzegorz G. po zatrzymaniu przyznał się do zabójstwa i ukrycia zwłok. Później jednak zmienił linię obrony i przekonywał, że śmierć szwagierki była tylko nieszczęśliwym wypadkiem. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu próbował ucieczki. Wymknął się konwojującym go do Sądu Rejonowego w Ropczycach policjantom. Miał tam zeznawać w związku z cywilną sprawą nie związaną bezpośrednio z zabójstwem. Dopiero gdy padły strzały ostrzegawcze, oddał się w ręce mundurowych. Do sądu w Rzeszowie był już doprowadzany mając skute kajdankami ręce i nogi, w asyście policjantów uzbrojonych w długą broń.

 

Wyroki również dla paserów

 

W sprawie wyroki usłyszeli również Mariusz K. i Maria K. Usłyszeli wyroki roku więzienia w zawieszeniu za nieumyślne paserstwo związane z zakupem kradzionego przez Grzegorza G. sprzętu.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0