Podczas “cesarki” lekarka przecięła skórę głowy dziecka

Podczas “cesarki” lekarka przecięła skórę głowy dziecka

Matka dziecka domagała się 10 tys. zł zadośćuczynienia i 2 tys. zł na poczet operacji likwidacji blizny (jest widoczna i dziecku na niej nie rosną włosy). Kobieta częściowo wygrała sprawę w Sądzie Rejonowym dla Łodzi Widzewa. Ale szpital odwołał się od wyroku. Kobieta całkowicie przegrała sprawę w Sądzie Okręgowym. Wyrok jest już prawomocny.

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w styczniu 2012 r. Tego dnia do szpitala trafiła pacjentka w 37/38 tygodniu ciąży. Przyjęto ją w trybie pilnym, bo słabiej czuła ruchy dziecka. Dzień później w godzinach rannych rozpoczął się poród. O godz. 14 lekarz przekłuł pęcherz płodowy. Pacjentka dwukrotnie o godz. 15 i godz. 18 otrzymała znieczulenie. Dopytywała o możliwość przeprowadzenia cesarskiego cięcia, ale uzyskała informację, że cyt. „cesarka nie jest na życzenie”. Dopiero po wieczornej zmianie obsady lekarz uznał, że należy wykonać cesarskie cięcie. Z rodzącą nikt nie rozmawiał o konsekwencjach cesarskiego cięcia i możliwych powikłaniach. Podpisała plik dokumentów. Z uwagi na tempo przygotowań do „cesarki” nie miała czasu aby się z nimi dokładnie zapoznać. Zależało jej tylko na tym, aby jej mającemu się narodzić dziecku nie stała się żadna krzywda.

 

Zabieg cesarskiego cięcia na skutek wcześniejszego przebicia pęcherza płodowego był wykonywany w stanie tzw. bezwodzia, nie było bariery ochronnej pomiędzy skórą dziecka, a macicą. Podczas jego wykonywania mający się narodzić chłopczyk został zraniony w głowę nad prawym uchem. Dopiero po przewiezieniu na salę noworodków podczas badania personel szpitala dostrzegł na skórze głowy dziecka w okolicy ciemieniowej prawej głębokie nacięcie o długości 2 cm. Z uwagi na głębokość rany dziecku założono dwa szwy. O fakcie skaleczenia dziecka lekarz neonatolog, który badał noworodka, poinformował lekarkę przeprowadzającą „cesarkę”. Matka po operacji nie widziała swojego dziecka. Nie powiadomiono jej także o uszkodzeniu skóry głowy. Nacięcie główki zobaczył dopiero ojciec chłopczyka, gdy oglądał syna po porodzie. Kobieta w trakcie porannego obchodu zwróciła lekarze uwagę, że nie poinformowali jej o tym, co się stało. O tym, że jej syn miał wykonane badanie usg w którym stwierdzono obustronny wylew do komorowy drugiego stopnia młoda matka dowiedziała się od położnej.

 

Dwa lata po porodzie kobieta wezwała pismem szpital do zapłaty 10 tys. z tytułem zadośćuczynienia i 2 tys. zł na poczet operacji blizny. Ponieważ szpital nie uznał jej roszczeń kobieta złożyła pozew do Sądu Rejonowego dla Widzewa. Sąd rozpatrując sprawę zauważył, że cięcie cesarskie zostało wykonane przy zachowaniu należytej staranności. Nacięcie skóry głowy dziecka należy więc rozpatrywać jako niezawinione powikłanie, a nie jako błąd medyczny. Faktem pozostaje, że do dziś chłopiec ma bliznę na której nie rosną włosy. Zdaniem sądu w szpitalu doszło jednak do naruszenia praw pacjenta, kobieta nie otrzymała informacji o możliwych powikłaniach po cesarce i stanie zdrowia dziecka. Sąd przyznał małoletniemu 3 tys. zł zadośćuczynienia. Od tego wyroku odwołał się szpital.

 

Sąd Okręgowy rozpatrując apelację zauważył, że szpital wykazał, że cyt. „(…) w sposób wystarczający poinformował przedstawicieli ustawowych powodach o uszkodzeniu skóry głowy (…) oraz zaistniałym krwawieniu do komorowym. (…) Wiedzę o uszkodzeniu skóry głowy uzyskał w pierwszej kolejności ojciec powoda na drodze własnych obserwacji. (…)” Zauważył też, że wszystkie informacje o stanie zdrowia znalazły się w karcie wypisu gdy sześć dni po porodzie kobieta opuszczała „Matkę Polkę”. Cyt. „ (…) Wypis niósł więc konkretny i wymierny przekaz dający się bez przeszkód odczytać zrozumieć (…).” Zdaniem sądu stronie pozwanej (szpitalowi) skutecznie udało się zwalczyć skierowane pod jego adresem roszczenie. Matka dziecka w całości przegrała proces.

 

aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0