Po zabójstwie 9-miesięcznej Blanki z Olecka. Ojciec niemowlaka wyszedł na wolność

Po zabójstwie 9-miesięcznej Blanki z Olecka. Ojciec niemowlaka wyszedł na wolność

Mój ociec jest niewinny, ma twarde alibi – twierdzi syn Grzegorza W. podejrzanego o zabójstwo 9-miesięcznej Blanki. – Tragicznego dnia był u mnie, taksówką wrócił do domu i przez kolejnych kilkanaście godzin nigdzie nie wychodził. Potwierdzić to może uliczny monitoring. Poza tym, on nikogo by nie skrzywdził. Wychował troje dzieci i nigdy nie podniósł na nas ręki.

1 lipca w Prokuraturze Okręgowej w Suwałkach odbyły się konfrontacje rodziców zamordowanego niemowlaka. Podejrzani zostali przywiezieni z Aresztu Śledczego w Białymstoku. Mężczyzna wchodził do budynku z przerażoną miną, kobieta – z butelką wody i kamienną twarzą. Gdy pytaliśmy czy zabiła córkę, milczała. Czy dzisiejsze wyjaśnienia rodziców Blanki spowodują zwrot w sprawie nie wiadomo, ponieważ suwalscy śledczy odmawiają udzielania na ten temat jakiejkolwiek informacji. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że po południu ojciec zamordowanego niemowlaka został zwolniony z aresztu.

47-letni Grzegorz W. i jego o dziesięć lat młodsza partnerka Anna W. są podejrzani o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swojego dziecka. Blanka, jak wykazała sekcja zwłok była maltretowana od kilku miesięcy, a tydzień temu skatowana na śmierć. Biegli ocenili, że niemowlę mogło być bite wałkiem, młotkiem, uderzone o kant stołu, a na dodatek wykorzystane seksualnie. Z opowieści syna Grzegorza W. wynika, że mężczyzna – pracownik oleckiego tartaku, od kilku lat rozwiedziony poznał Annę W. niewiele ponad rok temu. – Nie mieszkali razem i absolutnie nie mieli takich planów – mówi. – Spotkał się kilka razy z Anną i tyle. A gdy urodziła się Blanka, ojciec – jak każdy odpowiedzialny człowiek – ją odwiedzał, robił zakupy. Dodaje, że Anna W. była złą, nieodpowiedzialną matką.

 

Więcej czasu poświęcała towarzystwu, zabawie niż córce, piła i zażywała narkotyki. Z tego powodu, pod koniec minionego roku niemowlę trafiło do rodziny zastępczej. Jednak w marcu tego roku wróciło do biologicznej matki. Na jej i partnera wniosek. – Lustracja akt dotyczących tej sprawy nie wykazała uchybień w działaniu sędziego – informuje Marcin Walczuk, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Suwałkach. – Postanowienie sądu odpowiada prawu, a decyzji nikt nie zaskarżył. Poza tym, z wywiadów kuratora, który sprawował pieczę nad tą rodziną wynikało, że dziecko jest zadbane. W dniu śmierci Blanki, wieczorem Anna W. miała prosić partnera, aby przyszedł do niej do domu. Gdy odmówił skontaktowała się z adwokatem, znajomym ze szkolnych czasów i poinformowała go o śmierci córki. Prawnik zawiadomił policję. Rodzice zamordowanego dziecka zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące, choć – jak wiadomo nieoficjalnie – nie przyznali się do winy. – Prokuratura zleciła badania DNA – mówi syn podejrzanego.

 

– Z tego co wiem, w końcu minionego tygodnia otrzymała już wyniki. Zaprzeczają one, aby ojciec zgwałcił Blankę. To nasza karta przetargowa. A czy bił córkę? Syn Grzegorza W. mówi, że podejrzany nie tylko nie uderzył Blanki, ale też nie miał pojęcia o tym, że była katowana. Dziewczynka na twarzy i rączkach nie miała żadnych siniaków, a ojciec nigdy jej nie przebierał. – Małych dzieci nie brał na ręce, bał się, że zrobi im krzywdę – tłumaczył. – Z tego co wiem, to Blance nigdy nie zmienił pampersa. Zdaniem mężczyzny, z zabójstwem może mieć związek osoba trzecia. To – jak sugeruje – około 50-letni mężczyzna, suwalczanin, który od pewnego czasu bywał u Anny W. Tragicznego dnia też miał złożyć jej wizytę. Pojawiły się nawet opinie, że pobił kobietę, a dziecko na jakiś czas wywiózł z domu.

 

– Ukrywał się, w miniony piątek został zatrzymany przez policję – przekonuje syn Grzegorza W. Ale z naszych ustaleń wynika, że informacja ta nie jest prawdziwa. Dodajmy, że Prokuratura Okręgowa w Suwałkach prowadzi śledztwo nie tylko w sprawie zabójstwa Blanki, ale też sprawdza czy nie doszło do zaniedbań ze strony pracowników instytucji, które sprawowały pieczę nad rodziną. Zwolniony dzisiaj z aresztu Grzegorz W. nie wrócił do swojego domu i szybko tam się nie pojawi. – Zabieram ojca do siebie – mówi syn. – Potrzebuje spokoju. Więcej w piątkowym wydaniu Gazety Współczesnej.

 

 

 

hel aip



COMMENTS

WORDPRESS: 0