Mężczyzna, który spędził 32 lata w kalifornijskim więzieniu za morderstwo, którego być może nie popełnił, został w środę wypuszczony na wolność. Prokuratura okręgowa hrabstwa Los Angeles przyznała, że popełniono błędy, przez które nie miał zagwarantowanego uczciwego procesu.
62-letni dzisiaj Andrew Wilson został skazany za zabójstwo z 1986 roku. Zginął wtedy 21-letni mężczyzna, którego zasztyletowano, gdy spał w ciężarówce w Los Angeles. Wilson od początku utrzymuje, że jest niewinny. Jego sprawą zajęli się w końcu studenci z Loyola Law School, którzy w ramach programu Project for the Innocent pomagają osobom niesłusznie ich zdaniem skazanym.
Osoby biorące udział w programie wykazały szereg nieprawidłowości związanych z procesem Wilsona. Przykładowo śledczy mieli pominąć fakt, że jedyny świadek morderstwa wcześniej, tuż przed rozpoczęciem procesu Wilsona, złożył fałszywe zeznania w innej sprawie. Grupa dowodziła też, że przed procesem najlepszy przyjaciel ofiary powiedział prokuraturze, iż w przeszłości mężczyznę ugodziła nożem jego partnerka.
Prokuratura przyjrzała się niedawno na nowo całej sprawie i znalazła nieprawidłowości, które istotnie pozbawiły mężczyzny sprawiedliwego procesu. Adwokaci podkreślają, że Wilson może teraz złożyć pozew cywilny, ale on sam póki co o tym nie myśli. Zamierza polecieć do St. Louis na dziewięćdziesiąte siódme urodziny matki, które wypadają 1 maja.
(hm)