HomePOLSKA

” PiS zapowiada bardzo niepokojące rzeczy” – Rafał Grupiński przed wyborami do parlamentu

” PiS zapowiada bardzo niepokojące rzeczy” – Rafał Grupiński przed wyborami do parlamentu

Z Rafałem Grupiński, posłem, szefem klubu parlamentarnego i „dwójką” na poznańskiej liście Platformy Obywatelskiej, rozmawia Paulina Jęczmionka.

Jak się Panu jeździ „dzikówką”?
Jeśli mamy tak nazwać zachodnią obwodnicę Poznania, to nieźle. Mieszkam na Junikowie, skąd najprościej jest jechać obwodnicą do Wronek, mojej rodzinnej miejscowości.
Ale zgadza się Pan z Waldym Dzikowskim, że potoczna nazwa obwodnicy to „dzikówka”?
To zabieg marketingowy mojego kolegi. Skromna próba naśladowania w lokalnym wymiarze Grzegorza Schetyny, który wymyślił od zera program rozwoju dróg lokalnych i zaproponował go premierowi Tuskowi. Stąd mamy schetynówki.
Nagle w kampanii politycy PO – także Pan – przypisują sobie różne zasługi. Chwalicie się np. zniesieniem opłaty targowej, decyzją o budowie S11 czy wyremontowanym POSUM.
To efekty konsekwencji naszych działań. Wystarczy spojrzeć na przykład opłaty targowej. Doprowadziliśmy do zmiany, która pozwoliła zrezygnować gminom z pobierania opłaty. Ustawa została podpisana przez prezydenta Komorowskiego tuż przed końcem kadencji. Termin wejścia w życie przypadł na wrzesień. I wtedy zaproponowałem prezydentowi Poznania, żeby zniósł opłatę. Zajmuję się tematem targowisk od wielu lat. Wielokrotnie współpracowałem z kupcami, kiedyś zaprosiłem Donalda Tuska na spotkanie na Bema. Po podróżach po włoskich miastach, gdzie kupcy na zabytkowych rynkach bez przeszkód rozkładają stragany, zacząłem zabiegać o przebudowę naszych zaniedbanych targowisk. Stąd też przetarg na modernizację Świtu. To efekt moich wieloletnich starań, a nie prezent na miesiąc przed wyborami. A POSUM to efekt pracy naszego kolegi, dyr. Piotra Nycza.
S11 też trafiło akurat w kampanię.
Ale też walczyliśmy o tę drogę – ponad podziałami – przez wiele lat. Nie była ujęta w programie TEN-T, więc nie miała szansy na unijne wsparcie. A ministerstwo finansów mówiło wyraźnie, że właśnie te z dofinansowaniem będą budowane w pierwszej kolejności. Ale zaraz na początku kadencji udało się uwzględnić w europejskiej sieci obwodnice S11, a potem – całość. Mamy wiele dróg wpisanych do programu, a to S11 jako pierwsza ma ogłoszony dziś przetarg na studium.
Mam wrażenie, że te wystąpienia pojedynczych posłów, którzy przypisują sobie zasługi, po raz kolejny pokazują brak jedności w poznańskiej PO. Mówi się, że to było przyczyną obsadzenia Szymona Ziółkowskiego na „jedynce” listy, o którą znów walczył Rafał Grupiński i Waldy Dzikowski.
Nie. To kreowanie tematu, którego nie ma, jest passé. Na konferencji, podczas której ogłosiliśmy wpisanie S11 do programu budowy dróg, wystąpiliśmy wspólnie z Waldym Dzikowskim. By pokazać, że w równym stopniu walczymy o poznańskie sprawy.
Skąd zatem sportowiec Ziółkowski na „jedynce”?
Propozycja zmiany prawie wszystkich „jedynek” na listach, padła ze strony pani premier Ewy Kopacz. Chodziło o odświeżenie. Pomysł nie miał nic wspólnego z Grupińskim czy Dzikowskim. Pierwotny kształt listy z propozycją mojej osoby na pierwszym miejscu został zaakceptowany. Dopiero potem, na zarządzie krajowym pani premier przedstawiła swoją nową koncepcję i na „jedynkę” zaproponowała Szymona Ziółkowskiego.
Nie wszędzie nastąpiło odświeżenie. W okręgu kaliskim „jedynką” pozostał Mariusz Witczak. Dlaczego akurat w Poznaniu musiała być nowa twarz spoza polityki?
Tak się wydarzyło we wszystkich większych miastach. Gdańsk, Wrocław, Szczecin, Warszawa, Kraków, Katowice, Łódź – wszędzie pojawili się nowi kandydaci na pierwszych miejscach. Taka była autorska koncepcja pani premier.
A może w Pana przypadku to była pewnego rodzaju kara za to, co dzieje się – pod Pana wodzą jako szefa PO w regionie – na poznańskim podwórku? Prezydent miasta Jacek Jaśkowiak, który był Pana pomysłem, przez rok stracił dwóch zastępców. Mieliśmy do czynienia z aferą fakturową, mailową, mieszkaniową, mobbingową.
Dla przykładu: w sprawie mieszkaniowej Filipa Kaczmarka (byłego szefa PO w Poznaniu i byłego europosła – przyp. red) prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.
Co nie znaczy, że sprawa nie budzi zastrzeżeń.
Może budzić kontrowersje. Ale nie można jej nazywać aferą w sensie dosłownym. A decyzje personalne w urzędzie nie były łatwe. W tej chwili jednak miasto ma trwały zestaw zastępców prezydenta i nową koalicję. Cóż ja zresztą miałem wspólnego z wymienionymi przez panią sprawami? Tyle tylko, że wielu z – jak mawiał Wańkowicz – „bezinteresowną nieżyczliwością” wymieniało w kółko moje nazwisko jako byłego szefa Krzysztofa Kaczanowskiego (jako wicedyrektor gabinetu prezydenta Jaśkowiaka był oskarżany przez pracowników o mobbing, niedawno odszedł z urzędu; wcześniej był dyrektorem biura poselskiego Rafała Grupińskiego – przyp. red). Zapewne, by zaszkodzić mojej kampanii.
Nie dziwne, że Kaczanowski kojarzy się z Panem. Jakub Jędrzejewski w sztabie Jacka Jaśkowiaka też nie wziął się znikąd.
Pan Jędrzejewski zgłosił się sam na szefa sztabu J. Jaśkowiaka. A ów pomysł zaakceptował. I kampania była wygrana.
Nic nie wskazuje, żeby obecna tak się zakończyła. Mam wrażenie, że PO brakuje pomysłów. Znów straszycie PiS-em, a to już nie działa. Pogodziliście się z porażką?
Liczę na to, że w Poznaniu wygramy. Kaczyński chce wprowadzić wszędzie – w spółkach Skarbu Państwa, mediach publicznych, urzędach wojewódzkich itd. – swoich ludzi i bardzo scentralizowane zarządzanie państwem. W jego „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” znajduje się pomysł powołania Centralnego Ośrodka Dyspozycji Politycznej, instytucji, która „będzie podejmowała najważniejsze decyzje w państwie”, ponad prezydentem i rządem. Nie straszymy więc, lecz jedynie mówimy o tym, co PiS samo zapowiada. To są bardzo niepokojące rzeczy. Choć najważniejsze są nasze własne plany. W poznańskiej deklaracji programowej znajduje się najbardziej sprawiedliwy społecznie postulat likwidacji klinu podatkowego. Chcemy wprowadzić 10-procentowy podatek dla zarabiających najmniej. Będzie rósł w zależności od dochodów, ale maksymalny i tak będzie niższy od obecnego o cztery punkty procentowe. Tak można zwiększyć sumę pieniędzy w kieszeni najuboższych, nie wprowadzając jednocześnie dodatkowych podatków, jak chce PiS – od banków, hipermarketów.
Wasza rewolucyjna propozycja podatku i likwidacji składek ZUS i NFZ zaskoczyła konkurencję. To jednak nie podziałało, nie przełożyło się na sondaże.
Po dwóch kadencjach rządzenia trudniej jest przekonywać do planów. Zawsze ktoś może powiedzieć, że mieliśmy osiem lat, lecz w odbudowującym się kraju, spraw czekających na ulepszenie jest i będzie jeszcze wiele. Dopóki nie wzrośnie np. zamożność obywateli, pewnych rzeczy nie można zrobić.
To dlaczego dopiero teraz macie hasło „Silna gospodarka, wyższe płace”?
Wcześniej mieliśmy hasło „By żyło się lepiej. Wszystkim”.
I nie udało się go zrealizować?
Przecież wyborcy powierzyli nam władzę na drugą kadencję. Jesteśmy wdzięczni wyborcom za okazane zaufanie. Warto jednak pamiętać, że nie rządziliśmy samodzielnie. Mogliśmy realizować tylko to, co miało poparcie większości posłów. A w tej chwili być może hasła PiS brzmią atrakcyjniej, prościej. Np. kwota wolna od podatku brzmi atrakcyjniej niż likwidacja klinu podatkowego. Problem w tym, że najubożsi nie skorzystają z kwoty wolnej, bo zarabiają za mało. Ale płacą na tyle duże składki i podatki, że potem wyraźnie brakuje im na życie. Likwidując klin, pozostawiamy 5 tys. zł więcej w kieszeni najuboższych rodzin z dwójką dzieci i jednym pracującym rodzicem.
Likwidacja klinu podatkowego ma dać głoszone wyższe płace?
Między innymi tak. Gwarantujemy też rozwój gospodarczy. Ale takie ustawy jak np. o innowacjach nie są wystarczająco nagłaśnianie. Ona niezwykle ułatwia współpracę pomiędzy przedsiębiorcami, wynalazcami, uczelniami. W dużym stopniu zwalnia z podatków start-upy. Daje szanse rozwoju spółkom venture capital. Pozwala wnosić aportem wynalazki bez opodatkowania wartości tego aportu. Daje mnóstwo ułatwień. Ale w mediach widzimy Ryszarda Petru, który rozwala mur, by uwolnić przedsiębiorczość. My działamy konkretnie i mamy efekty.
PO obawia się Nowoczesnej?
W Nowoczesnej martwi mnie bezrefleksyjne podejście do wprowadzenia podatku liniowego 16 proc. My proponując pierwotnie 15 proc., uznaliśmy, że to za bardzo podniesie koszty utrzymania najbiedniejszych rodzin. A 16 proc. pogorszy sytuację jeszcze bardziej. Pomińmy na chwilę istotne kwestie żywności czy leków, a spójrzmy na to z innej strony. Polska jest jednym z krajów o bardzo niskim czytelnictwie. Udało nam się wywalczyć tylko 5 proc. VAT na książki. A pan Petru proponuje 16 proc. Jaki jest w tym cel, poza bezmyślnością celebryty?
Petru nie odbierze głosów PO?
W dużych miastach może część głosów odebrać.
W Poznaniu też.
Mam nadzieję że nie. Ale Petru nie prowadzi kampanii poza aglomeracjami miejskimi. Nie przekroczy zatem progu wyborczego. To marnowanie głosu. I zwiększanie ewentualnej przewagi PiS nad nami.
Z kim PiS utworzy koalicję?
Stworzyło z Samoobroną, więc przed żadną koalicją nie będzie uciekało.
Z PSL?
Szybciej z Leszkiem Millerem, jeśli Zjednoczona Lewica wejdzie do Sejmu. Pani Nowacka przestanie się liczyć po wyborach. A PiS i SLD mają podobnie roszczeniowo-socjalistyczne podejście, wizję rozdawnictwa i centralnie zarządzanego państwa.
Co zrobi Rafał Grupiński, jeśli nie zdobędzie mandatu?
Mam nadzieję, że wyborcy obdarzą mnie swym zaufaniem. Ale gdyby tak się nie stało, jestem człowiekiem pióra. Piszę powieść pokazującą panoramę ostatnich stu lat w Polsce przez pryzmat życia kilkorga bohaterów. Kończę książkę poetycką. Mam co robić.

, foto Waldemar Wylegalski

COMMENTS