HomePOLSKA

Piotr Zaremba: “Odkręcenie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej to była konieczna decyzja”

Piotr Zaremba: “Odkręcenie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej to była konieczna decyzja”

Kiedy uchwalono nowelizację ustawy o IPN, na samym początku stanąłem w jej obronie. Choćby przed ludźmi, którzy twierdzili, że prawem nie reguluje się historycznych sporów. Owszem, można mieć takie podejście, mnie ono jest stosunkowo bliskie. Ale też przypominałem wtedy, że ta polska ustawa nie jest wyjątkiem. Że uczynienie przedmiotem prawa karnego „negowania Holokaustu” w Izraelu i wielu krajach jakoś otworzyło tę furtkę.

Na dokładkę sprzeciwiałem się mitowi, jakoby można było lepiej sformułować intencje polskiego ustawodawcy językiem prawa. Sama „delegalizacja” pojęcia „polskie obozy śmierci” nie mogła wystarczyć w sytuacji, gdy gołosłowne zarzuty wobec Polaków formułowano i nadal się formułuje na wiele różnych sposobów. Można kwestionować, powtórzę, samą zasadę penalizowania historycznych opinii. Ale jeśli się w taką filozofię wchodzi, trzeba się imać formułek ogólnikowych, nieprecyzyjnych, łatwych do kwestionowania.

 

Potem dołożyłem swoje trzy grosze do krytyki okoliczności powstania tego prawa. Była produktem wyborczych obietnic PiS, ale wiele wskazuje na to, że sięgnięto po nią z najbardziej prozaicznych powodów. Jarosław Kaczyński uznał, że będzie dobrym orężem w czasie, kiedy TVN pokazał materiał o „polskich nazistach”. Można taką logikę zrozumieć, ale gdzie choćby rozpoznanie możliwych konsekwencji dyplomatycznych, pytałem. Gdzie analiza nastrojów w Izraelu? Najwyższe czynniki polityczne kierują się odruchem? Bez analizy wszelkich możliwych konsekwencji w materii tak delikatnej. Bez eksperckich burz mózgów, które w szanującym swoje interesy kraju byłyby przeprowadzone. W obozie prawicy początkowo dominowała postawa: nie możemy się cofnąć. Potem sugerowano odkręcanie coraz bardziej bolesnych konsekwencji międzynarodowych poprzez Trybunał Konstytucyjny. Teraz przeprowadzono operację tego odkręcania w parlamencie niezręcznie, w atmosferze wadliwego pośpiechu. Co zresztą może kosztować PiS poparcie części tradycyjnych wyborców dla których to ewidentne działanie pod presją. Rodzaj kapitulacji, co jeszcze niedawno sugerowali ci sami politycy, którzy teraz przepchnęli kolejną nowelizację kolanem. Zobaczymy, czy to pozostanie bez konsekwencji dla kształtu polskiej sceny politycznej.

 

A zarazem… A zarazem to była jedyna decyzja do podjęcia. Najwyraźniej konieczna w kontekście szukania przez Polskę sojuszników na świecie. Możliwe, że zabrakło sprawności wizerunkowej, że można się było zręczniej tłumaczyć, ale droga była jedna. Co więcej, warto aby krytycy zauważyli to co dobrego wynikło z całej tej awantury. Już u jej początku rząd Niemiec przypomniał ustami swoich przedstawicieli, że to ich kraj ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo narodu żydowskiego. Teraz podobna konkluzja została opisana w bardzo precyzyjnie sformułowanej wspólnej deklaracji polskiego i izraelskiego premiera. Łącznie z przypomnieniem o tym, jak polski rząd na uchodźctwie i polskie państwo podziemne próbowały polskich obywateli żydowskiej narodowości ratować. To jednak opowieść, wizja historii, dość różna od tej, którą prezentują zarówno rozliczne żydowskie środowiska jak i polscy „rewizjoniści”.

 

Czy awantura z ustawą była warta takiego finału? Czy opłacało się ją rozpętywać? Rzecz w tym, że nie da się tego szybko oszacować. Warto mieć w każdym razie ten finał na uwadze. Nie wiemy jak dalece ta deklaracja wpłynie na przebieg debaty światowej. To są rzeczy trudne do rozpoznania, wieloletnie procesy. Ale na pewno zyskaliśmy poręczne narzędzie. Nie zmarnujmy go – to apel do wszystkich autorów polityki historycznej w Polsce – a wpływ na nią mają różni ludzie i instytucje. Zarazem można przy tej okazji spytać, czy droga wycofywania się z decyzji błędnych nie została przetarta w kontekście innych tematów. Sędziowie Sądu Najwyższego nie uznają szybszego wysłania części z nich na emeryturę i przerwania kadencji prezes Małgorzaty Gersdorf. Rzecz do dyskusji, na ile słuszne są ich czysto prawne argumenty. Z pewnością jednak i personalna czystka, i kolejne już przerwanie kadencji ważnego organu władzy, to nie są narzędzia budujące polskiemu sądownictwu reputację stabilnego i niezależnego. A powoływanie się na spory wokół dziedzictwa komunizmu brzmią mocno nieprzekonująco. PRL skończyła się prawie 30 lat temu. Owszem polski wymiar sprawiedliwości nie stanął w swoim czasie na wysokości zadania, kiedy trzeba go było rozliczać. Pytanie, na ile to dotyczy TEGO wymiaru sprawiedliwości i TYCH sędziów.

 

Obecni liderzy polskiego państwa zauważyli, że także amerykańska opinia publiczna ma trudność ze zrozumieniem racji stojących za ochroną racji historycznych kodeksem karnym. Więc powiedzmy wprost: tam przerywanie kadencji sędziów naprawdę nie może się podobać. A wynikła z tego szamotanina wokół sędziów i sądów tym bardziej. To dotyczy także Europy. Z pewnością ten spór ma swoje ideologiczne konteksty, ale jest też sporem o praworządność, tak jak ją pojmuje świat najbardziej cywilizowany, ten zaawansowany w budowaniu prawnych zabezpieczeń dla wolności i demokracji. Nie formułuję konkretnych postulatów, bo wyjścia trzeba było szukać wcześniej, a nie pod presją obywatelskich nieposłuszeństw i protestów. Ale problem bez wątpienia istnieje. Pohukiwanie nie jest na niego żadną odpowiedzią. Sądownictwo można i trzeba zmieniać, ale z pewną dozą cierpliwości, która oznacza poszanowanie standardów. Należymy do świata Zachodu, a nie Wschodu. To akurat politycy polskiej prawicy najczęściej nam o tym przypominają.

 

COMMENTS