Paweł Krzysiek: Sytuacja w Aleppo to katastrofa humanitarna!

Paweł Krzysiek: Sytuacja w Aleppo to katastrofa humanitarna!

Sytuacja humanitarna w Aleppo jest naprawdę bardzo dramatyczna. To miasto, które nieprzerwanie od kilku lat jest w stanie wojny. Tam nie ma żadnego budynku, który nie byłby dotknięty przez walki. Nie wiem czy jakikolwiek budynek ma tam w ogóle jeszcze szyby – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Paweł Krzysiek z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (ICRC).

We wschodnim Aleppo wciąż toczą się walki, rebelianci stracili większość zajmowanego przez siebie terytorium. Jak wygląda obecnie sytuacja w tym mieście?

Sytuacja humanitarna jest naprawdę bardzo dramatyczna. W Aleppo toczą się walki od praktycznie 2012 roku. To jest taki mikrokosmos konfliktu syryjskiego. To miasto, które nieprzerwanie od kilku lat jest w stanie wojny i wielkiego kryzysu humanitarnego. To są tysiące ludzi, którzy musieli uciekać ze swoich domów, to są kilometry kwadratowe dzielnic, które zostały zniszczone. Byłem właśnie w jednej z nich, Masaken Hanano, która została odbita [przez syryjskie wojsko – red.] w ramach ostatniej ofensywy. To jest krajobraz przekraczający ludzkie pojęcie. Tam nie ma żadnego budynku, który nie byłby dotknięty przez walki. Nie wiem czy jakikolwiek budynek ma tam w ogóle jeszcze szyby. Zniszczenia są tam ogromne, nie ma tam wody, prądu, nie ma praktycznie nic, a ludzie wciąż napływają do tych zniszczonych dzielnic. Dzisiaj alternatywą dla tych tysięcy ludzi, którzy musieli uciekać ze wschodniej części Aleppo do zachodniej, są bowiem schroniska, obozy dla uchodźców, które znajdują się m.in. w fabryce bawełny na obrzeżach miasta. Żyć tam jest bardzo trudno. Byłem tam i rozmawiałem z wieloma rodzinami. Ci ludzie mieszkają w żelbetowych hangarach z bardzo wysokim sufitem, dachem, który jeszcze kilka tygodni przeciekał, ale teraz go już naprawiliśmy. W każdy z tych hangarów mieszka dziesiątki ludzi, a tych hangarów jest kolejne dziesiątki. Tysiące ludzi się przez to miejsce przetaczają. Ludzie przyjeżdżają autobusami do obozu i po dwóch, trzech, pięciu dniach pakują się i wracają. Albo jadą do swoich rodzin z zachodniego Aleppo, które po nich przyjeżdżają albo wracają na swoje, właśnie do tych dzielnic, które zostały odbite, do budynków, które są prawie w całości zniszczone, nie mają drzwi i okien. Nie ma tam szpitali, nie ma tam nic, oprócz ciepłych posiłków, które dostarczamy z Czerwonym Półksiężycem czy wody ze zbiorników, które ustawiliśmy.

Czyli można już mówić o kryzysie humanitarnym w Aleppo na wielką skalę?

Możemy mówić o kryzysie humanitarnym w Aleppo od sześciu miesięcy. Teraz to jest już katastrofa. Mówimy o ludziach, którzy żyją w hangarach, którzy nie mogli się umyć od tygodni, którzy musieli przez całe godziny wędrować, żeby dostać się w bezpieczne miejsca, do obozów. Musieli przesuwać się od ściany do ściany, pod ostrzałem, niosąc na ramionach chorych i dzieci. Nie wiem nawet jak to nazwać, nie wiem czy dalej jesteśmy w granicach kryzysu humanitarnego.

To przypomina już bardziej apokalipsę.

Sytuacja jest bardzo poważna, a niestety my, jako Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, obawiamy się, że to może być wierzchołek góry lodowej. Możemy udzielić chociaż minimalnej pomocy humanitarnej ludziom, którzy uciekają do zachodniego Aleppo, ale niestety do wschodniej części na dzień dzisiejszy nie możemy dojechać. Tam wciąż toczą się walki. Nie wiadomo ile ludzi uciekło w głąb wschodnich dzielnic, jaka jest tam sytuacja. Otrzymaliśmy od lekarzy ze wschodniego Aleppo bardzo dramatyczne wiadomości, że działanie tych paru, bodajże dwóch, jeszcze funkcjonujących szpitali graniczy z cudem. Te placówki medyczne zajmują się już najbardziej podstawowymi czynnościami, bo tam już nie ma ani paliwa, ani urządzeń medycznych, ani lekarstw, a  liczba łóżek jest bardzo ograniczona. Widać to zresztą w dzielnicach odbitych przez wojsko, w których sytuacja już się uspokoiła. Skala zniszczenia, którą widzimy w terenie, jest niewyobrażalna.

A jak wygląda sytuacja w dzielnicach we wschodnim Aleppo po odbiciu ich przez siły rządowe?

Kiedy linia frontu się przesuwa, ludność cywilna ucieka, ryzykując swoje życie. Ludzie uciekają, bo ich dzielnice stały się takim miejscem chaosu. Oni mieszkali w takich warunkach przez całe miesiące, więc wiedzą na przykład, które drogi są najbezpieczniejsze do ucieczki. Ale bezpieczeństwo to w Aleppo relatywny termin. Jeżeli ludzie w tym chaosie uciekają, to na stronę zachodnią, gdzie są punkty, korytarze humanitarne, które tak naprawdę nigdy nie działały. Ale one wciąż są i ludzie są tam odbierani – wsiadają do autobusów, którymi są przewożeni do obozów na obrzeżach Aleppo po stronie rządowej. Międzynarodowe i lokalne organizacje humanitarne mają tam do tych ludzi dostęp, udzielana jest podstawowa pomoc. To jest jednak kropla w morzu potrzeb. To pomoc, która zapewni jedynie ludziom przeżycie na następne dni. Co dalej stanie się z tymi ludźmi nie wiadomo. Nie wiedzą tego nawet oni, bo po prostu w tych barakach żyć się nie da, szczególnie teraz jak jest zima, jest zimno, pada.

Pogoda jest teraz aż tak ostra?

Jest bardzo zimno. Teraz na przykład jest dokładnie 5 st. C. Jest dość mroźno, pod koniec tygodnia może spaść śnieg. W zeszłym tygodniu szalały ulewy, było bardzo zimno. To jest pogoda zimowa, to nie są plaże, pustynie i upały, jak sobie często wyobrażamy. Tutaj jest zimno. Trzeba mieć kurtkę, rękawiczki, czapki, trzeba mieć ogrzewanie, szczególnie że w nocy temperatury spadają do poniżej zera. A większość mieszkańców takich rzeczy nie ma. Zwykle mają oni tylko rzeczy, które otrzymali od organizacji humanitarnych, a są to głównie śpiwory, koce czy materace. Sytuacja tych ludzi jest tragiczna, oni tak naprawdę nie mają nic.

A jak wygląda sytuacja dzieci w Aleppo? To o nich mówi się bowiem najwięcej, jako o niewinnych ofiarach wojny.

Jest dużo dzieci, które w tym chaosie ucieczki straciły kontakt z rodziną czy po prostu się zgubiły. Dwa dni temu znaleźliśmy dwoje takich dzieci. Dzięki naszej interwencji udało się znaleźć ich rodziców Wiele osób mówi nam, że niestety w trakcie tych ucieczek na zachodnią stronę, wielogodzinnych wędrówek, członkowie ich rodziny zginęli. Czy to w wyniku ostrzału czy eksplozji – po prostu nie udało im się dotrzeć na drugą stronę. Są różne historie, kiedy się ich słucha, aż łamie się serce. To jest niewyobrażalne, że w dzisiejszych czasach ludzie mogą doświadczać tego typu dramatów.

Czy dużo organizacji humanitarnych, wolontariuszy pomaga teraz w Aleppo?

Organizacje humanitarne zaczynają w końcu docierać do obozów dla uchodźców – i międzynarodowe, i lokalne. Przede wszystkim te syryjskie organizacje bardzo dużo tu pomagają. Dajemy im większą swobodę w pomaganiu, a sami m.in. obserwujemy dokąd ludzie z tych obozów wyjeżdżają. Najważniejsza jest nie tylko pomoc ludziom w przetrwaniu w obozach, ale również zapewnienie im pomocy w miejscach, do których wracają. A tak jak mówiłem, wracają oni do miejsc, które przez dni, tygodnie były objęte walkami. Teraz właśnie tam, w miejscach, w których sytuacja jest najtrudniejsza, trzeba pomagać ludziom.

A jak wygląda życie ludzi w pozostałych częściach Syrii?

Wciąż są tu miejsca, w których ludzie żyją pod oblężeniem, do których dojazd z pomocą humanitarną jest niezmiernie trudny i bardzo często nieregularny. W niektórych miastach wciąż toczą się aktywne walki, a potrzeby humanitarne są duże. Trzeba też pamiętać, że mówimy o ponad ośmiu, a nawet dziewięciu milionach uchodźców we własnym kraju. To są ludzie, którzy nawet jeśli żyją w bezpiecznym miejscu, jak np. w Damaszku, w Homs czy na wybrzeżu Morza Śródziemnego,  bardzo często są na skraju ubóstwa, żyją w nieukończonych blokowiskach, namiotach czy w szkołach. W samym Aleppo od sierpnia do połowy listopada, kiedy rozpoczęła się ta ostatnia ofensywa militarna, 40 tysięcy ludzi musiało uciekać ze swoich domów. To jest kwestia tylko 3-4 miesięcy. Wszyscy mówią o uchodźcach, którzy przybywają do Europy, ale tak naprawdę w samej Syrii tych uchodźców jest blisko 9 milionów. Ci ludzie żyją na granicy absolutnego ubóstwa i im też trzeba pomagać. Nie wiem jak oni by przeżyli, gdyby tej pomocy w ogóle nie było.

Jak możemy pomagać ludziom w Syrii tutaj w Polsce? Są organizowane jakieś zbiórki, akcje?

Trudno jest organizować zbiórki dla cywilów w Syrii, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo co uda się zebrać i czy te rzeczy, które się zbierze, będą w ogóle potrzebne ludziom, którym niezbędna jest a to żywność, a to pomoc medyczna. Do tego mają oni dzieci w różnym wieku. Mamy ekipy na miejscu, które regularnie monitorują sytuacje humanitarną w Aleppo. Na bazie tych obserwacji sami gromadzimy zasoby humanitarne, aby tych ludziom starać się pomagać. Natomiast każda pomoc finansowa, która pozwoli nam kontynuować działanie w Aleppo, jest jak najbardziej potrzebna. Można wejść na stronę internetową Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (https://www.icrc.org/en/support-us/operations/syria-appeal) i na przykład zrobić jakąś donację. Są różne formy pomocy, również wsparcie moralne jest bardzo ważne – żeby nie zapominać o tragedii tych ludzi. Widzieliśmy jak było w Afganistanie czy Jemenie, gdzie te tragedie ludzkie zostały całkowicie zapomniane przez media czy opinię publiczną. Wsparcie finansowe i pamięć – to dwie główne możliwości pomocy tym ludziom.

Wracając do Aleppo – jest nadzieja, że to miasto kiedyś wróci do życia?

Mam nadzieję, że jest. Zawsze trzeba mieć nadzieję. Trzeba wierzyć, że – jeśli ta wojna się skończy – ludzie zaczną wracać do miasta, dzielnice ożyją, że ludzie odzyskają swoje życie. Tak jak było w mieście Homs, w którym też była ciężka sytuacja, chociaż na mniejszą skalę – oblężone było stare miasto i kilka innych dzielnic, zniszczenia były duże, doszło do masowego exodusu ludzi. Teraz, po kilku latach, oni zaczynają wracać. Ale wracają do miejsc, w których nie ma praktycznie niczego. Pomoc humanitarna jest więc teraz jednym z najbardziej istotnych aspektów ich życia. Tym ludziom trzeba pomagać. To nie jest ani program rozwojowy, ani doraźne zaspokajanie ludzkich potrzeb. To jest coś pomiędzy. Na przykład w Homs najpierw pomagamy ludziom wstawić drzwi i okna, potem doprowadzamy do ich domu wodę, a potem pomagamy ich otwierać mikrobiznesy, jak krawiectwo, sklepiki ze słodyczami czy fast foody. To jest właśnie najważniejsze – na cokolwiek ludzie się zdecydują, oni mają prawo do własnych decyzji. Nikt nie może ludzi zatrzymywać w obozach, popychać ich z jednego miejsca w drugie, ludzie zawsze powinni mieć wolną rękę, jeśli chodzi o decyzje dotyczące ich życia. Rola organizacji humanitarnych jest właśnie taka, aby ich w tych decyzjach wspierać. I my będziemy to właśnie robić. Nawet jeżeli bowiem ten konflikt skończy się na przykład jutro, to my będziemy tutaj pracować, pomagać i starać się przeciwdziałać konsekwencjom tego konfliktu przez kolejne lata.

Aleksandra Gersz AIP, Fot. Dreamstime.com



COMMENTS

WORDPRESS: 0