12.9 C
Chicago
czwartek, 22 lutego, 2024

pARTyzant “podbił” Iran

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Krzysztof i Mikołaj, czyli tata i syn, znani jako pARTyzant, opowiadają dziennikarzowi Agencji Informacyjnej Polska Press o swoim pobycie w Iranie.

 

Krzysztofie, mówią o tobie mistrz tappingu. Co to za technika? Dlaczego się nią zainteresowałeś?

Tapping polega na tym, że uderza się struny bezpośrednio jedną ręką. Przy tej okazji wydobywa się dźwięk, mając jedną rękę wolną.

 

Co z drugą ręką? Nic nie robi?

Drugą rękę możemy użyć również wydobywając na gitarze dwie niezależne linie melodyczne. Dlaczego taką technikę wykorzystuję i rozwijam? Wszystko, jak wiele rzeczy na tym świecie, zdarzyło się przez kobietę. Gdy byłem nastolatkiem, jeszcze młodszym niż mój syn Mikołaj, kombinowałem sobie z grą i wtedy usłyszałem “mógłbyś to powtórzyć”. Wtedy pomyślałem sobie “aha, jest to jakaś droga”. Dodam, że nie byłem jedynym gitarzystą na tym przyjęciu. Wiele osób grających klasycznie, nie było tak zauważonych jak ja.

Czyli trochę przypadek.

Pomyślałem wtedy, że jest niezły potencjał w tej technice gry. Początkowo traktowałem to jako swoją legitymację popisową.

 

Taki znak rozpoznawczy?

Tak. Z czasem okazało się, że taka gra ma tak wiele możliwości, których nie ma zwykła gra na gitarze. Do tego mamy możliwość prowadzenia dwóch linii melodycznych, także bezpośrednią styczność z melodią.

 

Mówisz o tym jakby to było takie proste…

Ta technika wymaga pracy. Ważnym elementem jest podzielenie półkul mózgowych do różnych czynności. Gdy jedna ręka gra akompaniament, druga improwizuje, co nie jest wcześniej wyćwiczone. Improwizacja odbywa się podczas koncertów. Oczywiście tapping wymaga dużo pracy, trzeba mieć też trochę talentu, ale efekt może być fajny.

 

Mikołaj, ty wybrałeś perkusję jako specjalizację. Nie chciałeś pójść w ślady taty-gitarzysty?

To tak powoli się rozwijało. Już w młodym wieku tata zabierał mnie na różne koncerty. Na początku było ukulele, jakaś zabawka, tata próbował coś we mnie zaszczepić, ale ja odwracałem instrument i pukałem w obudowę. Kiedyś tata mnie zabrał za kulisy i mogłem przyjrzeć się perkusji. Wtedy pomyślałem “to jest to”, chcę grać na bębnach. Na początku miałem pałeczki.

 

Krzysztof: Na początku, gdy Mikołaj był w brzuszku mojej żony, już wtedy słuchał metalowej muzyki, więc zanim przyszedł na świat czułem, że gra na dwóch stopach (technika gry na perkusji – przyp. autora). Miałem nadzieję, że jednak nie wybierze perkusji z prozaicznej przyczyny – mieszkaliśmy w bloku – ale moje nadzieje okazały się płonne.

Mikołaj: To się u mnie rozwijało. Słuchając i oglądając koncerty waliłem po garnkach, rozrywałem poduszki, co wszystkich doprowadzało do szewskiej pasji.

Miałeś jakieś wzorce? Jakichś perkusistów?

Tak. Mieliśmy na płycie wideo z koncertem z Londynu z 2002 roku zespołu Slipknot. Oglądałem go dzień w dzień. Z metalu czerpałem z gry Joey’a Jordisona, z polskich artystów czerpałem z Dawida Leszczyka, perkusisty zespołu Zdrowa Woda. Dawid wcześniej grał w taty zespole. Na nim, na jego grze, się totalnie wychowałem.

Szczerze powiedziawszy, dlatego, że Mikołaj poszedł w perkusję, teraz masz Krzysztofie w zespole członka, który nie konkuruje z tobą, nie wygryzie z zespołu…

Przede wszystkim mam takiego perkusistę z którym mi się dobrze gra. Nasze utwory są aranżowane ale nie do końca, wobec tego mając dużo czasu spędzonego ze sobą, rozumiemy się, wyczuwamy jakieś emocje. Przez co mamy więcej możliwości. Przez cały czas nadajemy na wspólnych falach.

Mikołaj: Muzyka jest tylko środkiem przekazu. Znając się od zawsze nadajemy na tych samych falach, rozumiemy się bez słów. Inspirujemy się nawzajem emocjami na scenie.

 

Jesteście bardzo emocjonalnymi osobami. Było to widać podczas koncertów w Teheranie. Czym dla was był pobyt w Iranie?

 

Krzysztof: Znaleźliśmy się tam dzięki naszemu fanowi z Iranu, który zapytał rok temu: czy nie zagralibyśmy u nich? W pierwszej wersji chodziło o zrobienie warsztatów gitarowych. Oczywiście miałem świadomość, że to daleko, że to inna kultura. Sprawdzając na mapie miałem świadomość, że z jednej strony Islamskiej Republiki Iranu jest Irak, z drugiej Afganistan, jest ISIS, Syria. Na początku byłem sceptyczny do tego pomysłu, wydawał mi się nierealny. Uparłem się, by poleciał ze mną Mikołaj, z dwóch powodów, muzycznych i językowych. Mikołaj po prostu lepiej włada angielskim.

 

Jak na to zareagowano? Zaczęli szukać pomysłu.

Mikołaj: Bardzo długo to trwało. Ze trzy terminy naszego wyjazdu “wyleciały w powietrze” w międzyczasie. Okazało się jednak, że jesteśmy znani szerszemu gronu tam w Iranie, nawet wśród wysoko usytuowanych ludzi. To oni zasponsorowali nasz występ. Zagraliśmy w prestiżowej sali koncertowej mieszczącej 800 osób. Wystąpiliśmy tam dwa razy, dzień po dniu.

 

Orientujecie się, ile kosztował bilet?

Mikołaj: Najdroższe mogły kosztować ok. 20 euro, oczywiście w przeliczeniu. Cena zależała od miejsca. Dodam, że sala jest piękna, pięciopiętrowa.

Krzysztof: To był pierwszy występ zespołu rockowego w tym miejscu. Przed nami grał zespół Gipsy Kings, który z pewnością nie należy do grona rockowych kapel. Zresztą sami Irańczycy nam to mówili, że byliśmy pierwszymi rockowymi artystami.

 

Przetarliście zatem szlaki.

Mikołaj: Dla nas szokiem był na początku sam fakt wyjazdu do Iranu, ale w monecie informacji, że zagramy w sali koncertowej, mieliśmy nadzieję, że chociaż w połowie się ona zapełni fanami. Nasz sukces to był dla nas kosmos. Jeszcze większym kosmosem okazało się to, że zagramy dwa koncerty dla pełnej sali. Na początku to wydawało się trochę nierealne.

Krzysztof: Dodam tylko, że drugi koncert odbywał się w sobotę o  godz. 18.00, w dniu pracy. Przypomnę, że w Iranie czwartek i piątek są dniami wolnymi od pracy. Tym większe nasze zadowolenie, że Irańczycy przyszli na ten koncert.

 

To nie jest kraj jaki widzimy w telewizji, znamy z przekazu, jaki nam się przedstawia?

Krzysztof: Dominuje jeszcze w przekazie tendencja, którą nakreślił prezydent Bush, czyli że Iran jest w sieci zła, jest krajem wrogim USA. Okazało się po przyjeździe, że Polacy są bardzo szanowani. Przy okazji też odwiedziliśmy cmentarz polski. Obdarowali nas na koniec wizyty wieloma prezentami.

Mikołaj: Aż baliśmy się przejść odprawę.

Co zagraliście jako pARTyzant podczas koncertów?

Krzysztof: Żeby zagrać cokolwiek w tym kraju, wszystkie utwory muszą uzyskać zgodę na publiczną prezentację. Zagraliśmy w głównej mierze instrumentalnie. Polskie piosenki musielibyśmy mieć przetłumaczone, co zajęłoby za dużo czasu. W ogóle zgodę na występ otrzymaliśmy na dwa tygodnie przed koncertami. Pierwszy koncert zagraliśmy wedle zatwierdzonej listy, z uwzględnieniem jednego irańskiego, który odśpiewano od początku do końca. Mogliśmy wejść w interakcję z widzami, na koniec zaśpiewali nam Viva Polska, co było dla nas niesamowitym przeżyciem.

Mikołaj, podobało ci się w Iranie?

Tak, jestem zachwycony tym państwem. Zostaliśmy dobrze przyjęci, ludzie są gościnni, mają dobre jedzenie i piękne kobiety. Poza tym odbiór naszych występów był niesamowity. Podobała mi się ta ich wrażliwość podczas koncertów. Ludzie byli cicho, kiedy powinni być cicho, byli głośno, kiedy powinni. Było wspaniale.

Rozmawiał: Tomasz Dereszyński AIP

(AIP)

- Advertisement -

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520