HomeŚwiat

Ostateczny atak na Państwo Islamskie?

Ostateczny atak na Państwo Islamskie?

Iracka armia, wspierana przez oddziały kurdyjskie oraz lokalne milicje zaciska pierścień okrążenia wokół Mosulu. To niegdyś 2-milionowe miasto w zasobnym w ropę regionie tętniło życiem, od prawie dwóch lat jest w rękach dżihadystów z Państwa Islamskiego, którzy zaprowadzili tam surowe rządy. Wielu przekonuje, że odbicie tego bastionu może być początkiem końca dżihadystów.

 

W Mosulu czuć walkę w powietrzu. W tym samym czasie amerykańskie lotnictwo rozpoczęło naloty na cele Państwa Islamskiego w Libii. Prezydent Barack Obama uznał, że wsparcie legalnych libijskich władz w walce z ekstremistami leży w interesie bezpieczeństwa narodowego USA. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z działaniami, które mogą wreszcie położyć kres największej terrorystycznej organizacji na świecie, odpowiedzialnej za serię krwawych zamachów w krajach Europy zachodniej?

Na pewno nie będzie to łatwa walka, bo wśród tych, którzy otaczają Mosul już powstało napięcie, Kurdowie w zamian z niszczenie Państwa Islamskiego chcą dla siebie koncesji, z kolei szyici i sunnicy zamieszkujący Irak nie kryją swoich animozji, które po zwycięskiej bitwie z dżihadystami mogą doprowadzić między nimi do krwawych walk.

– Zdobycie Mosulu może potrwać jeszcze parę tygodni, a nawet miesięcy. To wszystko zależy od bardzo wielu czynników np. od tego jak duży opór będą stawiać dżihadyści. Ważne jest też na ile ta operacja będzie wspierana przez ludność okoliczną, która nie będzie wspierać terrorystów, ale wojska rządowe i koalicję z Kurdami – mówi w rozmowie z agencją Polska Press arabista prof. Piotr Balcerowicz.

Nasz ekspert z przekonaniem podkreśla jednak, że zdobycie Mosulu nie oznacza końca Państwa Islamskiego. – Zdobycie Mosulu spowoduje, że Państwo Islamskie będzie zmuszone do zmiany taktyki. Przejdzie do walki, którą prowadziło wcześniej – do walki partyzanckiej, rozproszonej. A tak bardzo trudno jest walczyć – mówi Balcerowicz i dodaje: – Dżihadyści mogą śmiało funkcjonować jeszcze przez wiele lat. Wciąż może kontrolować prowincje, drogi łączące duże miasta. Możemy mieć do czynienia z taką samą sytuacją, jaka była przed latem 2014 i jaką obserwujemy teraz w Afganistanie. Państwo Islamskie może nadal szkolić terrorystów, rekrutować ich. Oczywiście może być im pod pewnymi względami trudniej przyciągnąć ludzi. Gdyby oddali Mosul, byłaby to ich symboliczna porażka.

Jak rozwinie się sytuacja, gdy Mosul pozostanie w rękach państwa Islamskiego? Balcerowicz nie wierzy w taką wersję wydarzeń. – Taka sytuacja w chwili obecnej wydaje się mało prawdopodobna. Pamiętajmy, że wszyscy ważni koalicjanci dogadali się co do Mosulu. Kluczowe jest pełne porozumienie na linii USA- Rosja. Sukcesy, które obserwujemy w ciągu ostatnich kilku miesięcy w walce z Państwem Islamskim to w dużej mierze rezultat dogadania się państw, które nie chciały przez kilka lat współpracować. Swego czasu Stany popierały nawet działania Turcji i Arabii Saudyjskiej, wspierającej Państwo Islamskie, czy inne ruchy fundamentalistyczne w Syrii – przekonuje arabista.

Dżihadyści przejęli władzę nad północną i zachodnią częścią Iraku dwa lata temu. Wówczas zajęli też kilkumilionowy Mosul. To obecnie ostatnie duże miasto Iraku, które kontrolują. Ale napięta sytuacja w mieście zmusiła wielu z nich do ucieczki. Nie chcą brać udziału w walkach. – Pewna liczba przywódców IS i ich rodzin sprzedała swój dobytek w Mosulu i schroniła się w Syrii – mówił iracki minister obrony Chalid al-Obeid w telewizji publicznej Irakija.

Siły irackie zbliżają się do miasta, przygotowując do wielkiej ofensywy. Choć udało im się wyzwolić gros mniejszych miejscowości – również agencja AFP, powołując się na źródła wojskowe przekonuje, że ostateczna walka nie nastąpi szybko. W Mosulu przebywa obecnie około 10 tys. dzihadystów, Irak ma tymczasem do dyspozycji 30 tys. żołnierzy. Ofensywa lądowa ma być wspomagana przez ataki powietrzne międzynarodowej koalicji.

Walka z dżihadystami trwa również w Syrii. Rosja, w ramach pomocy syryjskiemu rządowi  prowadzi intensywne naloty w regionie. Cierpią na nich głównie cywile. Zaledwie we wtorek doszło do krwawego incydentu.

Na jedno z syryjskich miast runęły beczki z gazem chlorowym. Atak miał miejsce w mieście Saraqeb w prowincji Idlib, w której niedawno runął zestrzelony przez siły powstańcze rosyjski śmigłowiec wojskowy. Jak podali syryjscy lekarze około 30 osób zostało rannych, większość z nich to dzieci i kobiety. Mają oni problemy z oddychaniem, wielu leciała krew z ust. Obie strony syryjskiego konflikty, powstańców, jak i siły reżimowe oskarża się o używanie broni chemicznej.

-Po ostrzeliwaniu, oblężeniu i zabijaniu cywilów oraz popełnianiu na nich zbrodniach wojennych, reżim Asada ucieka się po raz kolejny, z naruszeniem rezolucji ONZ, do użycia chemicznych substancji i trujących gazów – czytamy w oświadczeniu Syryjskiej Obrony Cywilnej.Trzy lata temu dziennikarze BBC znaleźli mocne dowody na użycie tej broni w tym samym mieście, wtedy beczki zostały zrzucone przez śmigłowce armii reżimowej. Damaszek jednak stanowczo temu zaprzeczał.

W tym samym czasie siły powietrzne USA dokonały pierwszych nalotów na cele tzw. Państwa Islamskiego w Syrcie na północy Libii. Biały Dom poinformował jednocześnie, że pomoc USA będzie polegała na nalotach i wymianie informacji, a żaden amerykański żołnierz nie weźmie udziału w operacjach lądowych.

Sylwia Arlak AIP, Fot. AP

COMMENTS