HomeLubuskie

„Ojciec chyba zabił mamę”. Dramat w bloku przy ul. Lisiej w Zielonej Górze

„Ojciec chyba zabił mamę”. Dramat w bloku przy ul. Lisiej w Zielonej Górze

Policyjna taśma przy drzwiach. Zakrwawiony kamień na trawniku. Dziś to jedyne ślady dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się w bloku przy ul. Lisiej w Zielonej Górze. W niedzielę, 26 lipca mąż zabił żonę, a później sam wyskoczył z 10-piętra. Świadkiem dramatu był ich syn, który powiadomił policję.

 

Ulica Lisia, jedno z bardziej charakterystycznych osiedli w Zielonej Górze, gdzie mieszka kilkaset rodzin, a budynki są ozdobione charakterystycznym muralami lisów. Życie tutaj toczy się spokojnie, ot blokowisko… Nikt z mieszkańców nie przypuszczał, że ostatnia niedziela na długo pozostanie w pamięci. – 62-letni mężczyzna zaatakował nożem swoją 61-letnią żonę. W mieszkaniu przebywał również syn, który zdążył uciec i zawiadomić policję. W tym czasie sprawca wyskoczył z 10 piętra. Mamy dwie ofiary tej tragedii – poinformowała nas w niedzielę podinsp. Małgorzata Barska, rzeczniczka zielonogórskiej policji.

 

Pani Stanisława, mieszkała z ofiarami na jednym piętrze. – Wyszłam rano, jeszcze przed ósmą z psem na spacer. Gdy wracałam usłyszałam pod blokiem przeraźliwy krzyk kobiety. Nie wiedziałam jednak co się stało. Wróciłam do siebie na górę, wszystko wyglądało normalnie – twierdzi nasza rozmówczyni. Dopiero po chwili zielonogórzankę zaalarmowały sygnały policyjnego radiowozu oraz karetki pogotowia.

 

– Sprawdziłam klatkę. Syn sąsiadów chodził nerwowo po korytarzu. Spytałam, co się stało a on odpowiedział, że „ojciec chyba zabił mamę”. Bał się wejść do mieszkania. Pobiegłam na balkon i zobaczyłam mężczyznę leżącego pod blokiem twarzą do ziemi. Oni mieli na balkonie taki drewniany taboret, stół. Chyba wszedł na niego i skoczył po tym, co zrobi ł– mówi łamiącym się głosem pani Stanisława.

 

Sytuacja zaalarmowała innych mieszkańców, wieść że „sąsiad zabił sąsiadkę” szybko rozeszła się w bloku. Policja ogrodziła miejsce, gdzie spadł 62-letni mężczyzna. Pojawił się psycholog, prokurator, przesłuchano świadków, ciało zasłonięto. A już dzień później jedynym śladem tragedii był tylko kamień, na którym wciąż można dostrzec zaschniętą krew. Niemy dowód tragedii.

 

– Nie wiadomo, czemu to zrobił. Zawsze wyglądał na spokojnego, widywałam go w windzie, a czasami jak prowadził wózek inwalidzki, którym jechała żona. Słyszałam, że ona była chora a on się nią opiekował. Może to wszystko przez depresję. Ciężko w to wszystko uwierzyć – twierdzi mieszkanka bloku, którą spotykamy na klatce. Spokojny i wycofany – to najczęstszy opis 62-latka, jaki przedstawiają sąsiedzi.

 

Ale jak informuje zielonogórska policja od czerwca 2014 roku do kwietnia 2015 rodzina miała założoną tzw. Niebieską Kartę. Postępowanie dotyczące znęcania się zostało jednak umorzone. – Od pięciu lat nie odnotowaliśmy żadnych interwencji policji – dodaje podinsp. M. Barska. Jak do tego odnoszą się sąsiedzi? – Nigdy nie słyszałam, aby tam dochodziło do przemocy, nigdy nie było tam jakiś hałasów czy awantur. O tej Niebieskiej Karcie dowiedziałam się z internetu. Sąsiad był zapalonym wędkarzem, czasami sam zachodził i częstował tym co złowił – mówi nam kobieta mieszkająca na tym samym piętrze.

 

Potwierdza to również pani Stanisława. – Mieszkam tuż obok i nigdy nie słyszałam żadnej kłótni. Ja wiem, że teraz pojawiły się jakieś zarzuty, że nikt tutaj nie reagował na przemoc… Mówią, że panowała znieczulica. Ale naprawdę tam nie było widać, żeby coś się działo. Ściana jest cienka, na pewno byłoby coś słychać. Sąsiad opiekował się chorą żoną, może było im trudno, ale wyglądało na to, że ona czuła się już lepiej. Nigdy nie prosili o pomoc, a przecież człowiek nie chce komuś się narzucać i wchodzić do życia z butami – opowiada pani Stanisława. – Ja go kiedyś prosiłam, żeby mojego pieska pogłaskał, ale on taki wycofany nawet tego nie chciał zrobić – dodaje wspominając mężczyznę.

 

Warto podkreślić, że 41-letni syn, któremu udało się uciec, jest pod opieką specjalistów, przebywa w gronie rodziny. Na drzwiach mieszkania, gdzie doszło do tragedii, widać jedynie policyjne taśmy. Obecnie sprawą zajmuje się zielonogórska prokuratura.

 

W poniedziałek, 27 lipca odbyła się sekcja zwłok obu zmarłych osób… – Mogę potwierdzić, że na ten moment wszystkie dowody wskazują na scenariusz, w którym 62-latek zabił swoją żonę a później popełnił samobójstwo skacząc z balkonu – twierdzi Zbigniew Fąfera, rzecznik, prokuratury okręgowej w Zielonej Górze.

 

 

aip

COMMENTS