NIK: Promieniowanie nadajników telefonii komórkowej poza kontrolą

NIK: Promieniowanie nadajników telefonii komórkowej poza kontrolą

Czy mieszkańcy Krakowa i Małopolski, mający w sąsiedztwie przekaźniki telefonii komórkowej (BTS), mogą być pewni, że emitowane przez coraz liczniejsze anteny promieniowanie elektromagnetyczne (PEM) nie przekracza obowiązujących norm? Nie wiadomo! – taki wniosek nasuwa się po lekturze najświeższego raportu Najwyższej Izby Kontroli.

 

Zdaniem NIK, państwowe instytucje mające czuwać nad przestrzeganiem norm, nie potrafią poprawnie zmierzyć PEM w sąsiedztwie BTS. A wszystko przez: niejasne prawo, chaos kompetencyjny, chroniczne braki kadrowe w inspekcjach oraz zdecydowanie zbyt małą liczbę pomiarów i bardzo marną ich jakość.

 

Na fali protestów przeciwko przekaźnikom telefonii komórkowej, do jakich dochodziło m.in. w Krakowie, Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić, czy publiczne instytucje odpowiedzialne za ochronę mieszkańców przed promieniowaniem elektromagnetycznym (PEM) działają poprawnie. Wnioski z kontroli, obejmującej lata 2015 – 2018, są przygnębiające.

 

Według NIK, „organy Inspekcji Ochrony Środowiska oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie są przygotowane ani organizacyjnie, ani technicznie do kontroli PEM, ich kompetencje nakładają się, a przepisy nie określają jasno ich roli w systemie ochrony przed PEM”. Zdaniem NIK, trzeba to pilnie zmienić, bo mobilna łączność rozwija się lawinowo.

 

Przeciętny Polak rozmawia dziś przez telefon średnio sześć minut dziennie, czyli pięć razy dłużej niż na początku stulecia. 99 proc. tych rozmów odbywa się przez komórki. Ale to nic! Z powodu burzliwego rozwoju bezprzewodowego internetu i serwisów streamingowych, jak Netflix i Spityfy, od 2010 r. ilość przesłanych bezprzewodowo danych wzrosła w Polsce prawie… stukrotnie.

 

Jakość i szybkość przesyłu poprawia się dzięki coraz gęstszej sieci przekaźników. W Krakowie jest już 14 tys. anten – skupionych w kilkuset stacjach BTS. Ich łączna moc dobija do 50 mln watów (w ciągu pięciu lat podwoiła się). To rekord Polski, poza Warszawą. „Do 2030 r. rynek ma odnotować 24-krotny wzrost” – zauważa NIK. Czy coraz liczniejsze stacje bazowe w naszym otoczeniu spełniają normy emisji PEM? Odpowiedź NIK jest niepokojąca: nie wiadomo.

 

Kontrole PEM pod kontrolą

 

Operatorzy telefonii mobilnej, przed uruchomieniem lub rozbudową każdej stacji przekaźnikowej (BTS), muszą przedstawić dowody na to, że emitowane przez nią promieniowanie elektromagnetyczne (PEM) mieści się w granicach normy. Pomiarów na zlecenie telekomów dokonują wyspecjalizowane jednostki, których uprawnienia są potwierdzone przez Polskie Centrum Akredytacji. Teoretycznie powinno to zapewnić wiarygodność pomiarów, a więc i bezpieczeństwo obywateli. Żadna stacja, w której stwierdzono przekroczenie norm promieniowania, nie ma prawa działać. Mimo to zdarza się – a w Krakowie jest to wręcz powszechne – że mieszkający w okolicach BTS ludzie podważają wyniki pomiarów przedstawiane przez operatorów i żądają „niezależnych badań”. Część z nich mierzy PEM na własną rękę, nie posiadając odpowiednich urządzeń, ani kompetencji. M

 

nożą się plotki o rzekomo wielokrotnym przekroczeniu norm, o „szkodliwości PEM dla zdrowia”, dochodzi do protestów… NIK podkreśla, że całego tego zamieszania mogłoby nie być, gdyby instytucje, mające z mocy prawa czuwać nad przestrzeganiem norm PEM – Inspekcja Ochrony Środowiska i Państwowa Inspekcja Sanitarna – działały prawidłowo. A tak nie jest. W raporcie NIK liczne przykłady dotyczą działalności krakowskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) oraz Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej (czyli małopolskiego sanepidu). W kontrolowanym przez Izbę okresie obie te instytucje mierzyły PEM w otoczeniu stacji bazowych telefonii komórkowej bardzo rzadko: np. w 2015 r. pierwsza zrobiła to 25 razy, a druga 4 razy. W 2017 r. – odpowiednio – 48 i 2 razy. A stacji są w Krakowie setki, zaś w regionie – tysiące. Trzeba jednak wiedzieć, że liczba pomiarów dokonanych przez krakowski WIOŚ stanowi i tak absolutny rekord Polski; są bowiem regiony, w których całymi latami nie dokonano żadnych pomiarów PEM!

 

Bo to złe pomiary były

 

NIK ustaliła, że wszystkie kontrole w Krakowie i Małopolsce, podczas których wykryto przekroczenia norm PEM, zostały podjęte pod wpływem żądań mieszkańców lub na wniosek samorządów; przodował w tym zdecydowanie krakowski magistrat, który opracował własny program ochrony mieszkańców przed skutkami PEM i zatrudnił w tym celu kilka osób.

 

WIOŚ stwierdził 12 przypadków przekroczenia dopuszczalnego poziomu PEM, a sanepid – 2. Wszystkie „zlokalizowane były od trzeciego do dziewiątego piętra, na balkonach i w oknach budynków. Nie odnotowano natomiast przekroczeń norm „przy gruncie”.

 

W związku z tym NIK wyraża zdziwienie, że większości pozostałych pomiarów dokonywano właśnie „przy gruncie” (pod blokami). „WIOŚ w Krakowie w 7 z 12 kontroli nie przeprowadził pomiarów w budynkach, na balkonach, tarasach” zakładając, że powinien je wykonać sanepid. Z kolei mierząc PEM w pobliżu BTS na wniosek krakowskiego magistratu pracownicy WIOŚ nie weszli do mieszkań tłumacząc, iż „nie dysponują żadnymi kontaktami do mieszkańców”.

 

Nie informowano mieszkańców

 

NIK oburza się, że w jednym ze sprawozdań z pomiarów kontrolerzy WIOŚ wyliczyli aż… pół tysiąca mieszkań, do których NIE WESZLI („z powodu nieobecności lokatorów”). „Mimo to we wniosku końcowym napisali, że wyniki pomiarów wskazują, iż w żadnym punkcie wokół obiektu i w miejscach przebywania ludności nie zostały przekroczone wartości dopuszczalne” – grzmi NIK. Izba poprosiła biegłych z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, by sprawdzili sprawozdania z pomiarów przeprowadzonych m.in. przez krakowski WIOŚ. „Stwierdzili oni, że na podstawie danych zawartych w owych sprawozdaniach… nie jest możliwe jednoznaczne stwierdzenie, czy w otoczeniu stacji bazowych telefonii komórkowej dotrzymany został dopuszczalny poziom PEM” – czytamy w raporcie.

 

W trakcie konsultacji nad krakowskich programem ochrony mieszkańców przed oddziaływaniem PEM, odpowiadając na zarzut autorów programu, iż pomiarów jest za mało, są dokonywane źle (w godzinach pracy inspektorów WIOŚ, czyli kiedy blokowiska są niemal puste i nadajniki przy nich pracują na ćwierć gwizdka), a więc niereprezentatywne i niewiarygodne, WIOŚ w Krakowie odpowiedział, że kieruje się tutaj rozporządzeniem Ministra Środowiska. Zgodnie z nim „na terenie województwa małopolskiego wybrano 135 punktów monitoringu PEM, w tym 28 punktów pomiarowych na terenie miasta Krakowa. W żadnym punkcie nie stwierdzono przekroczenia dopuszczalnego poziomu PEM, a także poziomu zbliżonego do dopuszczalnego”.

 

Raport NIK stwierdza co innego. I wytacza ciężki zarzut: „Główny Inspektor Ochrony Środowiska oraz WIOŚ w Krakowie, w raportach o stanie środowiska nie informowali społeczeństwa oraz organów administracji o stwierdzonych przekroczeniach dopuszczalnego poziomu PEM w miejscach dostępnych dla ludności”.

 

Brakuje kontrolerów

 

Dlaczego kontroli było tak mało i były one prowadzone w sposób – oględnie mówiąc – niewłaściwy? Krakowski WIOŚ tłumaczy, że z powodu niskich zarobków boryka się od kilku lat z coraz większymi brakami pracowników i dużą rotacją załogi. W 2017 r. było już tak źle, że w praktyce wszystkimi kontrolami PEM obarczono… jednego pracownika (na całe województwo!), który miał dodatkowo inne zadania. Nie był on w stanie wykonać nawet pełnej rejestracji i weryfikacji tysięcy sprawozdań przesyłanych przez operatorów, a co dopiero – zrobić planowane pomiary w terenie. WIOŚ żali się też na brak szkoleń z zakresu prawidłowego mierzenia PEM. Efektem są wytknięte przez biegłych z AGH błędy w realizacji pomiarów, przez które nie wiadomo, jaki był naprawdę poziom PEM. Trzeba tu zastrzec, że – mimo stwierdzonej mizerii – również pod tym względem Małopolska wyróżnia się na tle większości regionów: w kilku województwach nie było nawet jednego pracownika odpowiednio przeszkolonego i uprawnionego do pomiarów PEM.

 

– Zdecydowanie brakuje jednoznacznych i przejrzystych przepisów, które pozwalałyby na przeprowadzenie przez właściwy organ rzetelnej oceny ryzyka narażenia na ponadnormatywne PEM w bezpośrednim sąsiedztwie stacji jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji, a jednocześnie nie stwarzałyby przedsiębiorcom barier administracyjnych wydłużających proces inwestycyjny – dodaje prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski. W opinii Izby, właśnie niejasne przepisy, a potem braki kadrowe i słabe kompetencje pracowników inspekcji, prowadzą co społecznych niepokojów i gwałtownych nieraz protestów.

 

Operatorzy: To nie my

 

– Raport NIK trafnie diagnozuje niedoskonałości polskiego prawa i wskazuje, co trzeba poprawić w działaniach organów państwa. Natomiast nie zgadzamy się z towarzyszącym raportowi przekazem, jaki znalazł się choćby w tytule komunikatu Izby, jakoby „promienie harcowały w Polsce bez żadnej kontroli”, bo tak nie jest – przekonuje Marek Lipski, ekspert Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, zrzeszającej operatorów telefonii komórkowej. Powtarza, że operatorzy muszą przedstawiać właściwym organom wyniki pomiarów PEM wykonanych przez akredytowane jednostki badawcze, co gwarantuje rzetelność badań.

 

Jego zdaniem, niepokoje związane z powstawaniem i rozwojem BTS są całkowicie nieuzasadnione. Zgadza się jednak, że postulowane przez NIK usprawnienie i dozbrojenie w sprzęt obu inspekcji, a także doprecyzowanie przepisów wyszłoby wszystkim na dobre. Ministerstwo Cyfryzacji uspokaja, że wiarygodne pomiary PEM ze stacji telefonii komórkowej prowadzi od lat przy pomocy najlepszego sprzętu Instytut Łączności. W 2880 zweryfikowanych lokalizacjach ujawnił tylko dwa przypadki przekroczenia norm. Resort przyznaje jednak, że inspekcja ochrony środowiska i sanepid powinny działać lepiej, dlatego zostaną wyposażone w nowe urządzenia pomiarowe. Inspektorzy zostaną przeszkoleni. Dzięki zapisom w przygotowywanej od przeszło roku megaustawie telekomunikacyjnej pogmatwane kompetencje obu instytucji mają być wkrótce jasno i jednoznacznie rozdzielone. Równocześnie powstaje system informatyczny, w którym każdy mieszkaniec będzie mógł – prze internet – łatwo sprawdzić, jakie pole PEM emituje znajdująca się w jego okolicy stacja bazowa telefonii komórkowej.

 

Wszystko to ma sprawić, że Polacy poczują się bezpieczniej, zmaleje liczba konfliktów i protestów. To ważne, by Polska, wraz z resztą świata, stoi u progu kolejnej mobilnej rewolucji – 5G. Jej dynamiczny rozwój będzie się wiązał ze znacznym spadkiem mocy (i wielkości) przekaźników, ale z lawinowym zwiększeniem ich liczby.

 

Docelowo mini-BTS ma się znaleźć niemal w każdym pomieszczeniu. Ludzie chcą być pewni, że to nie zagrozi ich zdrowiu. Nie zyskają tej pewności bez wnikliwych kontroli dokonywanych przez państwowe instytucje.

 

 

 

-Ludzie chcą być pewni, że przekaźnik nie zagrozi ich zdrowiu. Nie zyskają tej pewności bez wnikliwych kontroli dokonywanych przez państwowe instytucje.
-Ludzie chcą być pewni, że to nie zagrozi ich zdrowiu. Nie zyskają tej pewności bez wnikliwych kontroli dokonywanych przez państwowe instytucje.
-W związku z budową BTS doszło w Krakowie do wielu protestów.
-Liczba stacji nadawczych oraz łączna ich moc w pięciu miastach Polski. Kraków przoduje…
-Jak rosła transmisja danych w Polsce.
-Liczba stacji bazowych telefonii komórkowej w Polsce
-Operatorzy mówią o paradoksie: każdy chce mieć dobry zasięg sygnału w swej komórce, co wymaga gęstego ustawienia stacji przekaźnikowych. Zarazem wielu nie chce mieć tych stacji w pobliżu. Jedno drugiemu przeczy…
-W związku z uruchomieniem stacji bazowych telefonii komórkowej doszło w Krakowie do wielu protestów.
  • aip


COMMENTS

WORDPRESS: 0