Nie żyje Józef Warchoł, sportowiec, trener, skandalista…

Nie żyje Józef Warchoł, sportowiec, trener, skandalista…

Józef Warchoł, znany koszalinianin zmagał się z problemami zdrowotnymi. Odnosił sukcesy sportowe, był trenerem, ale też wywoływał skandale.

Józef Warchoł w ostatnim czasie był przede wszystkim trenerem Fight Clubu Koszalin. Wcześniej jednak w swojej karierze zawodniczej osiągnął wiele sukcesów sportowych. Został m.in. zawodowym mistrzem świata w kick boxingu, dwukrotnym mistrzem Europy. Dziewięć razy zdobywał mistrzostwo Polski w kick boxingu. Na arenie krajowej triumfował także w boksie i karate kyokushin. Pod koniec kariery brał udział – bez powodzenia – w walkach w formule MMA. Podopieczni Józefa Warchoła w klubie odnosili wiele sukcesów, także na arenie międzynarodowej. Wychował kilkunastu medalistów mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Ostatnio sporym osiągnięciem pochwalić się mógł Konrad Kozłowski. Podczas 22. Mistrzostw Polski juniorów w Wałczu zdobył złoty medal w kategorii średniej (75 kg).

“Pierwsza pięść Koszalina”, jak mówił sam o sobie, był postacią kontrowersyjną i mocno angażującą się w życiu publicznym. Zmarł we wtorek rano w szpitalu w Koszalinie, borykając się z problemami zdrowotnymi. Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że wcześniej w ciągu kilku miesięcy wile razy przebywał w szpitalu. Miał 51 lat. Był osobą lubiącą żyć w świetle reflektorów. Wzbudzał swoim zachowaniem wiele emocji, najczęściej skrajnych. Skupiał na sobie uwagę nie tylko środowiska sportowego, ale też politycznego. Józef Warchoł – człowiek z charakterem, ale o dwóch obliczach Przez lata dał się poznać mieszkańcom głównie z kontrowersji, ale ci, którzy znali Józefa Warchoła bliżej, zapamiętają go pozytywnie.
“Pierwsza pięść Koszalina” równie często co z przyczyn sportowych, pojawiał się w świadomości publicznej przy okazjach niezwiązanych ze sportem. Zwykle kontrowersyjnych, jak w popularnym swego czasu programie “Big Brother”, z którym pożegnał się po tym, jak na oczach widzów w całej Polsce uderzył jednego z uczestników, a następnie zaprezentował próbkę swojej siły i umiejętności na… drzwiach. Koszalinianie znali go już wówczas jako “szeryfa”. Zyskał to miano za bezkompromisową walkę z wszystkim, co uznawał na niewłaściwe – często z użyciem siły. W jednym z kołobrzeskich hoteli pobił gangstera w obronie okradzionej kobiety, na terenie Gwardii poszarpał arbitra, który palił papierosa mimo zakazu. Walczył też o zakaz sprzedaży alkoholu w tamtejszym pubie. Gdy jechał rowerem i samochód zepchnął go na pobocze, dogonił kierowcę, wyciągnął z auta i wezwał policję.

Konsekwencje w końcu spotkały go za interwencję w galerii Kosmos. Zirytowany ciągłymi hałasami uprzykrzającymi życie mieszkańcom budynku, w którym mieszkał, Warchoł groził i poszarpał pracowników, za co został skazany na rok w zawieszeniu. Ostatecznie jednak mieszkańcy już więcej nie skarżyli się na poranne hałasy z galerii… Sportowiec był też aktywny politycznie. Najpierw bezpośrednio angażował się w działalność partyjną w PiS czy Samoobronie, z której list startował do Rady Miejskiej, ale bez powodzenia. W ostatnich latach skupiał się na atakowaniu rządzącej Koszalinem PO, prezydenta Piotra Jedlińskiego oraz posła Stanisława Gawłowskiego, których oskarżał o oszustwa. Atakował przede wszystkim werbalnie – z Trybuny Obywatelskiej czy w trakcie oficjalnych uroczystości, ale miał także naruszyć nietykalność głowy miasta. – To złodzieje i hochsztaplerzy, a ich czas się skończy – przekonywał, ale jego argumenty ginęły w zalewie niepotrzebnej agresji.

– Ta “aktywność” polityczna to było coś niepotrzebnego, powinien poprzestać na tym, w czym był dobry – uważa Tomasz Różański, założyciel i trener klubu bokserskiego Róża Karlino, a w latach 90. podopieczny Józefa Warchoła i pierwszy z jego licznych mistrzowskich wychowanków. – Najpierw pracowałem z Józkiem jako zawodnik, później współpracowałem jako trener i wiele się od niego nauczyłem – wspomina, dodając, że ci, którzy znali Warchoła na co dzień wiedzieli, że nie zawsze jest furiatem, jakim jawił się w życiu publicznym. – To był typowy bliźniak, a więc miał dwie twarze: z jednej strony osoby głęboko religijnej, potrafiącej poświecić się podopiecznym, a z drugiej właśnie człowieka, który nie do końca potrafi zapanować nad zachowaniami. Ja jednak zapamiętam go pozytywnie, jako człowieka z charakterem. Może nie zawsze go dobrze ukierunkowywał, ale go miał, a takich nie zostało wielu – kwituje Tomasz Różański.

, foto Jacek Wójcik



COMMENTS

WORDPRESS: 0